Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/article/Z+wizyt%C4%85+na+planie+zdj%C4%99ciowym+%22Wied%C5%BAmina%22-135874

Z wizytą na planie zdjęciowym "Wiedźmina"

  • autor: Łukasz Muszyński
  • Relacja
Już w najbliższy piątek Netflix udostępni pierwszy sezon najbardziej wyczekiwanego serialu tego roku – "Wiedźmina" według prozy Andrzeja Sapkowskiego. O tym, jak powstawała superprodukcja fantasy, dowiecie się  z relacji Łukasza Muszyńskiego.  

the-witcher-netflix-e1572790998159.jpg


Gdy na początku lutego lecę do Budapesztu, aby przyjrzeć się kulisom realizacji "Wiedźmina", czuję się niemalże, jakbym uczestniczył w misji szpiegowskiej. Wyprawa jest tajna do tego stopnia, że w mediach społecznościowych nie może pojawić się choćby sugestia, iż składam wizytę na Węgrzech. Przed wejściem na plan zdjęciowy podpisuję dokument zobowiązujący mnie do nieujawniania jakichkolwiek informacji na temat serialu, dopóki nie otrzymam zielonego światła od Netfliksa. O robieniu zdjęć oczywiście nie ma mowy. Streamingowy gigant skutecznie strzeże swoich sekretów.

Studio, w którym powstają zdjęcia do "Wiedźmina", jest położone na odludziu, kilkadziesiąt kilometrów od centrum Budapesztu. Niepozorny budynek z zewnątrz wygląda raczej jak zakład przetwórstwa spożywczego, a nie miejsce, w którym powstaje wystawne widowisko fantasy z hollywoodzką gwiazdą w roli głównej. Wystarczy jednak przekroczyć próg gmachu, by wszelkie wątpliwości zniknęły jak za dotknięciem wiedźmińskiego amuletu. Dziennikarzy wita bowiem tłum czekających na ujęcie statystów w rycerskich zbrojach. Cytując bohatera "Notting Hill": surrealistyczne, acz miłe.

W ciągu ostatniej dekady Węgry stały się mekką producentów z Fabryki Snów. Korzystne ulgi podatkowe, rozwinięta infrastruktura oraz wykwalifikowana, a przy tym znacznie tańsza od amerykańskiej siła robocza przyciągnęły do ojczyzny tokaju twórców takich superprodukcji, jak "Mission: Impossible 4", "Marsjanin", "Blade Runner 2049", a także nowa wersja "Diuny". Choć budżet pierwszego sezonu "Wiedźmina" nie został ujawniony, z pewnością nie należy on do najmniejszych. Dość wspomnieć, że w samym dziale kostiumów zostało zatrudnionych – bagatela! – 130 osób.

Pieczę nad całym przedsięwzięciem sprawuje Lauren Schmidt – doświadczona amerykańska scenarzystka i producentka, która zdobyła zaufanie Netfliksa, pracując wcześniej m.in. przy "Daredevilu" i "The Umbrella Academy". – Przeczytałam "Ostatnie życzenie" i byłam nim zachwycona – przyznaje showrunnerka. – Jednocześnie nie do końca wiedziałam, czy jestem odpowiednią osobą do tego projektu. Im bardziej wgłębiałam się jednak w tę historię, tym oczywistsze stawało się dla mnie, że jest to  przede wszystkim opowieść o relacjach międzyludzkich. I potworach. Także tych, które znajdują się w ludziach.

3.jpg
Lauren Schmidt

Fani wiedźmińskiej sagi zastanawiają się, w jaki sposób twórcy serialu zamierzają przenieść ją na ekran. Przypomnijmy: w skład cyklu wchodzą dwa tomy opowiadań oraz pięć powieści. – Historii Geralta nie da się przedstawić bez opowiadań. Problem z nimi jest jednak taki, że są bardzo epizodyczne, nie tworzą zwartej całości – wyjaśnia Schmidt. – Musieliśmy więc nieco zmiksować i przeżuć wątki znane z "Ostatniego życzenia" oraz "Miecza przeznaczenia". Nie liczcie na to, że każdy sezon będzie ekranizacją kolejnej książki. Finalnie zobaczycie jednak, że serial bardzo blisko trzyma się literackiego pierwowzoru. 

Intryga w ekranowym "Wiedźminie" nie jest prowadzona w nielinearny sposób. – Te same zdarzenia pokazywane są z punktu widzenia różnych bohaterów – relacjonuje producentka. – Akcja co rusz cofa się w czasie. Mamy okazję m.in. dowiedzieć się, kim była Yennefer, zanim poznała Geralta. Nie zmieniamy historii znanej z twórczości Andrzeja Sapkowskiego. Po prostu wypełniamy puste miejsca.


Skoro w rozmowie padło nazwisko autora literackiego pierwowzoru, pytam Schmidt o to, jak układają się jej relacje z Sapkowskim. – Kocham Andrzeja! – zapewnia Amerykanka. – Całkiem niedawno odwiedził plan zdjęciowy. Był poruszony, miał łzy w oczach. Poruszyło go to, ile pasji, serca i energii wkładamy w to przedsięwzięcie. Jesteśmy ze sobą w stałym kontakcie od momentu, gdy dołączyłam do ekranizacji "Wiedźmina". Jako autorka domyślam się jednak, że czasem może mu być trudno, gdy widzi, jak jego dzieło w cudzych rękach nabiera nowych kształtów. Sapkowski otrzymał przed rozpoczęciem zdjęć scenariusze wszystkich 8 odcinków. – Poprosiłam go, aby przesłał mi swoje uwagi do tekstów. Nie miał ich jednak zbyt wielu – mówi Schmidt. – Wierzę, że milczenie Andrzeja wynika z faktu, że tak bardzo kocha to, co zrobiliśmy (śmiech).

1.jpg
Andrzej Sapkowski z twórcami serialu

Co ciekawe, w ramach przygotowań do pracy showrunnerka postanowiła obejrzeć osławioną polską adaptację "Wiedźmina" z 2001 roku z Michałem Żebrowskim w roli głównej. Na pytanie, jak jej się podobała, Schmidt odpowiada dyplomatycznie: Tamten serial pokazuje, jak bardzo zmieniła się rozrywka przez ostatnie 20 lat. Chodzi mi zarówno o jakość technologii CGI, jak i sposób opowiadania historii. Zmieniła się także widownia, która jest dzisiaj dużo bardzo obeznana i inteligentna.

Schmidt zdaje sobie sprawę, że jej "Wiedźmin" będzie porównywany z innym serialem fantasy, który przez ostatnią dekadę niepodzielnie rządził masową wyobraźnią. W porównaniu z "Grą o tron" – bo o niej oczywiście mowa – w przygodach Geralta z Rivii znacznie większą rolę mają odgrywać magia i humor. – Mamy w naszym show postacie, które dokonują wielkich czynów, rzucają zaklęcia, zabijają potwory – wylicza producentka. – Jednocześnie otacza ich mnóstwo zwyczajnych ludzi. Szukając tonu dla naszego serialu, staraliśmy się myśleć właśnie o tych ludziach. To znaczy: nieważne, jak bardzo przerażające rzeczy dzieją się dookoła, słońce wciąż wschodzi i zachodzi. Ludzie prowadzą gospodarstwa, sprzedają dobra, wychowują dzieci. Humor pozwala im zmierzyć się z wszechobecną beznadzieją. Nie lubię oglądać seriali bez humoru. Seriali, które opowiadają o poważnych sprawach bez choćby odrobiny dowcipu.

Jak wiadomo, w książkach Sapkowskiego nie brakuje odważnych scen seksu. W jaki sposób twórcy zamierzają przenieść je na ekran? – Od samego początku wiedziałam, że w "Wiedźminie" seks będzie formą połączenia między dwójką ludzi – tłumaczy Schmidt. – To nie będzie eksploatacja, pokaz władzy ani tanie szokowanie publiczności. Seks pozwala bohaterom uciec choć na moment od okrucieństwa otaczającego ich świata. Gdy prezentowałam swój pomysł na "Wiedźmina", zastrzegłam, że erotyka będzie używana w serialu wyłącznie do budowania relacji między postaciami. Jestem z tego dumna. Przed każdą sceną intymną dużo rozmawiamy z naszymi gwiazdami. Zależy nam na tym, by aktorzy czuli się bezpiecznie i komfortowo. 

witcher.jpg

Odtwórca tytułowej roli Henry Cavill najwyraźniej potrzebuje od czasu do czasu opuścić swoją strefę komfortu i zaaplikować sobie zastrzyk adrenaliny. Jak zdradzili mi członkowie ekipy, Brytyjczyk wykonuje samodzielnie dużą część scen kaskaderskich. W rozmowie z dziennikarzami eks-Superman wspomina, że w kość dała mu zwłaszcza kluczowa dla pierwszego sezonu sekwencja, którą kręcono łącznie kilka tygodni. Aktor podsumowuje ją w następujący sposób: dużo dialogu, dużo trudnych do zagrania momentów, sporo ostrej akcji.

W postaci Geralta zakochał się na długo przed angażem do serialu. Uczucie narodziło się za sprawą megapopularnej serii gier wideo od CD Projektu, a potem wzmocniła je lektura książek Sapkowskiego. Zdaniem aktora wiedźmin "na dnie serca jest rycerzem na białym koniu". – Życiowe doświadczenia utwardziły jego skórę. Dlatego na zewnątrz wydaje się kimś zupełnie innym – tłumaczy. – Jest apolityczny i nonkonformistyczny. Wygłasza kontrowersyjne, niepoprawne sądy. Jest kimś, po kim nie spodziewasz się, że będzie bohaterem. W zasadzie nie powinien nim być, biorąc pod uwagę, jak jest traktowany przez ludzi.

Przesłuchałam do roli ponad 200 innych aktorów, ale ostatecznie wróciłam do Henry'ego – komplementuje swojego gwiazdora Schmidt. – W pełni oddaje charakter tej postaci. Wiedźmin Henry'ego jest stoicki i niezwykle inteligentny. Nie lubi się popisywać i niekoniecznie chce być zrozumiany przez otoczenie. Pragnie zachować odrobinę tajemnicy.

Geralt co rusz spotyka na swojej drodze mityczne monstra oraz rzucających zaklęcia czarodziejów. Oznacza to, że na ekranie widzów czeka rewia efektów specjalnych. – Bardzo nam zależało, żeby jak najwięcej rzeczy zarejestrować na planie zdjęciowym. Efekty komputerowe pojawiają się tam, gdzie skala atrakcji jest zbyt duża – mówi mi producent wykonawczy serialu, Tomasz Bagiński. Na planie "Wiedźmina" spotykamy się dwa razy. Najpierw w lutym w Budapeszcie, a potem dwa miesiące później w ruinach zamku w Ogrodzieńcu. Położona w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej budowla będzie jedynym polskim obiektem, który "zagra" w pierwszym sezonie serialu. Jej rola będzie jednak – mogę to Wam obiecać – znacząca.

W produkcji filmowej i telewizyjnej istnieje cała masa czynników niezależnych od filmowców. Wyszło tak, że w tym sezonie kręcimy w Polsce mało – tłumaczy Bagiński. – Lauren chciała zrealizować jakieś sceny u nas od momentu, gdy pierwszy raz odwiedziła Polskę i Andrzeja Sapkowskiego. Czy w takim razie w zapowiedzianym już przez Netfliksa drugim sezonie "Wiedźmina" możemy spodziewać się większej ilości polskich lokacji? Producent nie chce odpowiedzieć, ale promienny uśmiech na jego twarzy mówi chyba więcej niż tysiąc słów.

Bagiński ma do Ogrodzieńca ogromny sentyment. – Pierwszy raz przyjechałem tutaj jeszcze ze znajomymi, którzy się wspinali w Jurze – wspomina. – To było ćwierć wieku temu, gdy ten zamek był już kompletnie opustoszały i nikt tutaj jeszcze nie wpuszczał turystów. Spędziliśmy bardzo fajną noc w opuszczonym zamczysku, w którym straszyło. Zamek zamienił się w atrakcję turystyczną, co dla filmowców bywa oczywiście kłopotem. Pojawiło się dużo barierek i schodów, dużo rzeczy zbudowanych dla bezpieczeństwa odwiedzających, które podczas kręcenia trzeba maskować. Część barierek została odpiłowana i po zdjęciach zostanie przyspawana na nowo.

Pytam Bagińskiego, czy w serialu nie zabraknie charakterystycznego dla twórczości Sapkowskiego słowiańskiego klimatu. – W prozie Andrzeja słowiańszczyzna nie jest wcale taka oczywista – odpowiada producent. – Pojawia się raczej w bestiariuszu. Południce, strzygi, topielice i tym podobne stwory należą do naszej mitologii. De facto Sapkowski równie mocno czerpie z anglosaskiej literatury i tamtejszych legend.

screenshot.320-100802223-large.jpg

Scenograf Andrew Laws przekonuje jednak, że serial zachowa korzenie "Wiedźmina" m.in. poprzez nawiązania do folkloru czy muzykę. Słowiańszczyznę będzie można dostrzec w nawet tak prozaicznych detalach jak jadłospis podczas sceny uczty. Laws zapewnia, iż w trakcie pracy nad wizją fantastycznego świata "Wiedźmina" miał mnóstwo wolności. – Sapkowski jest bardzo postmodernistyczny w opisie rzeczywistości – wyjaśnia. – Pozwala ci poczuć ogólny klimat świata, ale nie skupia się specjalnie na dokładnym opisie miejsc w przeciwieństwie np. do Tolkiena. To daje pole do własnej interpretacji. – Bardzo nam zależało, że zbudować osobny język wizualny dla "Wiedźmina" – dodaje Bagiński. – Język, który nie nie będzie netfliksową "Grą o tron". Myślę, że odnieśliśmy na tym polu sukces.

Henry Cavill uważa z kolei, iż widzowie zachwycą się kumpelską chemią między Geraltem a jego wierną klaczą Płotką. Gdy jeden z dziennikarzy pyta go o to, jak udało mu się zbudować relację ze zwierzęciem, aktor z rozbawieniem stwierdza: Chodzimy wspólnie pić tak często, jak tylko możemy. Płotka trzyma mnie wtedy z daleka od kłopotów.

zobacz też: