Niedojrzała egoistka

Przyznam szczerze, że mocno zadziwiają mnie tak liczne pozytywne opinie dotyczące Ady. Osobiście odbierałam ją od samego początku jako osobę niezmiernie niedojrzałą, skupioną wyłącznie na sobie i swoich chceniach, wyjątkowo irytującą. Odnoszę wrażenie, że kreuje się ją tu jako bohaterkę pozytywną, ponieważ podąża za głosem swoich emocji i robi co chce. Problem jednak w tym, że Ada takim zachowaniem rani wszystkich dookoła i sprawia wrazenie, jakby w ogóle jej to nie interesowało.
Już od samego początku tak było. Ada stwierdza, że ojciec poślubił ją Stewartowi. Rozumiem, że zachwycona nie była, ale jak na niezależną feministkę zdawała się mało robić sobie z całej sytuacji. Zachowywała się jak lalka, którą zapakowano na statek i pozbawioną emocji przetransportowano na miejsce. Potem z kolei wyżywała się na wszystkich, od marynarzy począwszy po mężu.
Odkąd przybyła do Nowej Zelandii, była dla Stewarta po prostu straszna. Mimo że próbował on ją jakoś zrozumieć, poznać, wzbudzić w niej zaufanie. Nie narzucał jej nawet spania w jednym łóżku (Ada śpi z córką przez cały film). Zamiast chociaż dać mu szanse, od samego początku Ada była wyniosła, naburmuszona, antypatyczna i zimna. Nie próbowała nawet nawiązać z nim przyjaznych relacji, podobnie jak z resztą ludzi. Fochała się na wszystkich dookoła, nawet na Bogu ducha winną służącą.
Pomijam fakt, że zdradzała męża. Pomijam nawet fakt, że jej kochanek również był żonaty. Ale czemu przychodziła w nocy do Stewarta i świadomie budziła w nim pożądanie, by w ostatniej chwili nagle oblać go kubłem zimnej wody? Odnosiłam wrażenie, ze Ada wręcz dręczy tego mężczyznę, świadomie i z premedytacją. Najpierw dobiera mu się do spodni, a potem robi minkę przerażonego dziecka.
Zresztą dość często Ada zachowuje się jak dziecko właśnie. Dziecko które tupie nóżką i musi mieć to co jej się podoba. Ta patologiczna niedojrzałość wyraża się w mimice Ady, w jej głosie (myśli), ale też w zachowaniu np gdy leży na łóżku a córka próbuje szukać u niej pociechy. Ada kompletnie ignoruje dziewczynkę, zamiast tego całując lusterko jak jakaś nastolatka.
Cała postawa Ady wobec Flory to kolejna rzecz która mnie dobija. Swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem Ada nieustannie sprawiała, ze dziewczynka musiała wbrew woli wchodzić w rolę dorosłego. Jasnym jest, że Ada jako niema porozumiewała się z ludźmi przez córkę, jednak nieraz odnosiłam wrażenie, że Adzie jest tak po prostu łatwiej. Bo to córka zbiera cięgi za jej antypatyczne uwagi, bo córka osłoni ją przed światem. Bo z córką ma swój wewnętrzny świat, do którego nikogo nie wpuści - choćby Stewarta, zachowując się przy tym jak sfochana nastolatka ignorująca rodzica. Jednocześnie wylewała na Florę całą masę nieadekwatnych dla jej wieku emocji, przez co dziewczynka sama zaczynała być opryskliwa i wyniosła.
Nie interesowało Ady w ogóle co czuje i myśli jej córka. Nie obchodziło jej, że dziewczynka zaaklimatyzowała się w nowym domu, że pokochała Stewarta jak ojca, którego zawsze jej brakowało, że - co też jest ważne - jaka będzie jej przyszłość jako dziecka nieslubnego, żyjącego z matką i jej kochankiem. Nie interesowało jej, że Flora tak bardzo pragnie rodziny - dążyła wyłącznie do realizacji swoich chceń. Wyraźnie widać to w scenach, gdy Ada kroczy dumnie bądź wściekle przez las, a Flora drepce za nią usiłując przywrócić jej zdrowy rozsądek bądź trzyma jej sukienkę, by nie ukalała się w błocie.
Jakby tego było mało, próbowała wkręcić córkę w swoje miłosne gierki (klawisz), mimo jej wyrażnej niechęci i sprzeciwu.
Nawet wobec kochanka była nie do końca uczciwa. Wiedząc, że coś do niej czuje, celowo wzbudziła w nim emocje. Nie pomyslala o tym, że go zrani ani że będzie musiał wybierać między lojalnością wobec przyjaciela a uczuciem. Nie zastanawiało jej w jakim niebezpieczeństwie go stawia i do jak wielkich poświęceń go zmusza.

Osobiście uważam, że Ada była osoba kompletnie niedojrzałą emocjonalnie, skupioną wyłącznie na sobie i swoich instynktach, a robienie z niej wzorca do naśladowania mocno mnie zadziwia. Zresztą moim zdaniem Ada nie umiała w ogóle kochać nikogo. Kochała jedynie fortepian.

24
  • Zgadzam się w 100%. Oglądając wczoraj film cały czas męczył mnie jej egoizm... mimo to uważam film za świetny.

  • Może i była niedojrzała emocjonalnie ale też miała ogromną pasję jaką była gra na tym fortepianie,może nie umiała się odnaleźć w tej sytuacji w jakiej postawił ją los.Ciężko orzec w tej sprawie jakie były jej pobudki.

  • Widzę mieliśmy podobne myśli i odczucia.
    Przez cały film, irytowało mnie zachowanie głownej bohaterki, pomimo, że film mi się ogólnie podobał, pod koniec byłem już zmęczony, dziecinnym zachowaniem Ady. Nie przypisywałbym jednak całej winy Adzie. Z jednej strony mieliśmy niedojrzałą hedonistkę, z drugiej, faceta który nie starał się za bardzo porozumieć, z trzeciej natomiast zboczonego romantyka, który chwilę zastanowienia miał za nic. Trzy różne perspektywy. Szkoda, że każda w jakimś stopniu skupiona na sobie. Jednak to Ada wygrała pierwsze miejsce w wyścigu. Ktoś może powiedzieć, że to wina jej braku możliwości mówienia. Bzdura! Bycie niemową nie zwalnia nas z branie odpowiedzialności za własne czyny i zastanowienia się nad tym co robimy. A już na pewno nie daje nam prawa do wyżywania się na innych i traktowania córki jak tarczy.

    Dostaliśmy smutną historię o tym, jak trzymanie takich osób pod kloszem, może doprowadzić do uczuciowego i emocjonalnego upośledzenia. Ada nie była nikim wyjątkowym. Fakt miała talent, jednak jej miłość do siebie, skupiła jej uczucie na fortepianie tak bardzo, że dla innych nie zostało już nic. Nie widziałem, żadnego odruchu, gestu który mógłby świadczyć o jej miłości do córki, o reszcie nie wspominając. Hedonizm w najczystszej postaci. Z drugiej strony mamy pokazane jak łatwo sami możemy zamknąć się w więzieniu własnych uprzedzeń i "miłości". Fortepian stał się obsesją Ady, jej odzwierciedleniem miłości do samej siebie, jej chorobliwej wiary, że jest inna niż wszyscy.

    Smutne jest to, że jej postawa jest nazywana postawą pozytywną, kobiecą. Obrażoną na cały świat gówniarę, kierującą się wyłącznie swoim dobrem i niedojrzałymi emocjami przyrównano do kobiecości. Nie nastraja to optymistycznie.

  • A myslalam, ze tylko ja nie lubię Ady. Wracałam do tego filmu na rożnych etapach swojego zycia, aby sprawdzic czy cos sie zmieniło. Ale nie. Zal mi było jej meza, nawet nie dała mu szansy. Pomijając to, że Kitel jest dobrym aktorem i brzydki nie jest to w tym filmie jest odpychający, gdzie mu tak do Sama Neilla? Rozumiem pasję Ady, ale są granice. Wykorzystywała córkę, potrafiła sprzedac się za muzykę pod jej bokiem. Wystarczyło porozumieć się z mezem, ze to dla niej wazne. Nawet nie spróbowała. A źle nie trafiła.

  • Zgadzam się.

  • Egoizm to bardzo naturalne zachowanie, nie można kogoś winić za to, że mu nie zależy na niektórych ludziach - człowiek nie ma wpływu na swoje uczucia.
    Ogólnie człowiekowi prawie nigdy nie zależy na czymś co nie ma dla niego jakiegoś znaczenia,na czymś co nie jest jego priorytetem, dlatego przybieranie postawy altruistycznej wbrew swoim odczuciom jest zwykłym udawaniem,aktorstwem robionym pod publikę (zwykle tylko po to by ukryć swój naturalny egoizm) a jako taki nie ma w moim odczuciu żadnej głębszej wartości.
    A morał z tego taki, że życie polega na ciągłym udawaniu - kogoś mądrzejszego,piękniejszego,mniej egoistycznego i tak dalej.

    Wszyscy jesteśmy aktorami ;)

    • Człowiek nie ma wpływu na swoje uczucia ale ma wpływ na to co z nimi zrobi. Nie zawsze podążanie za uczuciami jest moralnie odpowiednie. Jeśli moje uczucia nakazują mi zdradzać albo pobić kogoś, to powstrzymuję się. Nie wydaje mi się, by było tka jak mówisz, bo zakładasz, ze albo człowiek podąża za wszystkimi swoimi zachciankami albo jest fałszywy.

      • Ludzkie uczucia kształtowały miliony lat ewolucji - człowiek czuje to co jest mu potrzebne do przetrwania - podążając wyłącznie za nimi nasz gatunek przetrwał i ma się dobrze
        - nie słyszałem jeszcze żeby jakiekolwiek zasady moralne powstałe w ograniczonym i omylnym umyśle człowieka przynosiły mu większe korzyści niż zasady stworzone przez samą naturę.

        Fałszywe jest udawanie, że jest się kimś innym niż jest się w rzeczywistości.
        Jeśli ktoś jest np. Egoistą ale ukrywa to i gra rolę Altruisty to jest to zwyczajne fałszowanie swojego prawdziwego "Ja" - przeciwieństwo szczerości i autentyczności.
        Jeśli zależy nam na wywołaniu pozytywnego acz złudnego wrażenia na obserwatorze naszych zachowań (chcemy mu zaimponować udawaną dobroczynnością zamiast odstraszyć swoim szczerym i prawdziwym egoizmem) to jest bardzo mądre posunięcie - ludzie łatwo ulegają takim zagrywkom - w każdym innym przypadku takie udawanie jest zwyczajną głupotą na której nigdy nic nie zyskamy.

        • Ale czemu zakładasz, że ktoś może po prostu chcieć mieć inne odczucia niż egoistyczne? :P Niektórzy po prostu nie są egoistami w takim stopniu jak Ada. Kazdy ma od czasu do czasu pragnienia egotyczne, ale u Ady wybijały one na pierwszy plan tak bardzo, że było to wręcz nienormalne i rażące w stosunku do kobiety która jest matką i ma ok. 40 lat.
          Zasady moralne pojawiły się w zasadzie w każdym cywilizowanym społeczeństwie. Bez nich byłby chaos i anarchia. Ludzie zabijaliby tych, których nie lubią i gwałcili każdego, kogo mają ochotę zaliczyć. Nawet najbardziej prymitywne kutlury mają kodeks etyczny. Wynika to również z faktu, że pewnego rodzaju sumienie jest w każdym człowieku - niezależnie od tego, w jakiej kulturze dorastał, odczuwa on dyskomfort przed np zabijaniem. Dlatego też we wszystkich kodeksach etycznych pojawiają się te same zasady, taki rdzeń.
          NIe wszystkie emocje są mądre i warte tego by nas słuchać. Czasami są nieadekwatne. Bywa, że kiedyś moze faktycznie służyły przetrwaniu, ale dziś nie służą - np instynkt samca by przedłużac gatunek sprawiał, że kiedyś samiec zaliczał wszystko co się rusza i każdej kobiecie robił dziecko. Albo samiec nie akceptował dzieci samicy z innym samcem. Jeśli ktoś ma ochotę żyć jak prehistoryczny człek, to jego wybór, ale niech nie krzywdzi innych ludzi. Zwłaszcza swojego własnego dziecka.

        • Poza tym ośmielę się zauwazyć, ze w przypadku Ady jej ślepe podążanie za wsyzsktimi instynktami i emocjami niewiele miało wspólnego z instynktem przetrwania - ona de facto przez to niszczyła swoje życie i narażała się na straszliwe cierpienie.

          • Biorę pod uwagę ogół ludzi którzy w większości są zwykłymi egoistami. Prawdziwych altruistów którym rzeczywiście zależy na innych jest naprawdę niewielu - chociaż jakby nie patrzeć to są tacy właśnie dla tego, że dobro innych sprawia im przyjemność/satysfakcję więc de facto też są w pewnym głębszym sensie egoistami.

            Wszystko zależy od punktu widzenia - człowiek zawsze ma ten problem, że jest niezależną jednostką a zarazem częścią stada - pierwsza cecha nakazuje mu instynktownie dbać przede wszystkim o siebie (instynkt samozachowawczy) ,druga zaś nakazuje poświęcać się dla dobra społeczności (tożsamość społeczna)- dopóki jednostka i społeczność ma wspólny cel to problem nie istnieje - gdy zaś jedno zaczyna wykluczać drugie to dochodzi do konfliktu wartości - w tej sytuacji człowiek podejmuje taką decyzję która najmniej przeczyłaby jego odczuciom - w przypadku naszej bohaterki ta pierwsza cecha ludzkiej natury okazała się silniejsza co wcale nie jest jej winą.

            Jest to druga strona zawrotnego rozwoju cywilizacji która zbytnio wyprzedziła naturalną ewolucję człowieka.
            Człowiek stworzył sobie świat cywilizowany do którego nie jest jeszcze przystosowany - jego natura nadal jest dostosowana do życia w epoce kamienia - ludzie nadal mają np.zarost na ciele, kość ogonową ,ślepą kiszkę,kończyny przystosowane do polowania i zabijania zwierząt,silny instynkt reprodukcyjny czy też silny instynkt łowiecki u mężczyzn - te wszystkie cechy są dostosowane do życia w warunkach które już dawno przeminęły - w cywilizowanym świecie są zupełnie niepotrzebne czy wręcz szkodliwe.
            Osobiście nie jestem pewien czy proces wynaturzania tego gatunku i dostosowywania go do tego świata kiedykolwiek doścignie rozwój cywilizacji - zawsze będziemy trochę do tyłu.

            Nie sądzę by postawa Ady była taka ślepa i naiwna.
            Film pokazuje że była ona świadoma ryzyka zarówno braku spełnienia w małżeństwie jak i jego rozpadu więc starała się balansować między jednym a drugim ukrywając swój romans tak by jednocześnie nie niszczyć zbyt pochopnie swojej sytuacji w domu - w ostatecznie ryzyko się opłaciło.


            • Nie zgodzę się co do Twojej wizji człowieka, ale myślę, ze nie ma sensu tego rozważać - po prostu mamy inne doświadczenia czy też inne zasady etyczne. Natomiast odnośnie Ady, nie wiem czy się opłaciło. Bo bilans strat jest duży. Zniszczyła przyjaźń dwóch mężczyzn, a także życie swojego męża i w pewnym sensie też życie kochanka. A także straciła część ciała. Nie wiem, czy miłosne spełnienie (chwilowe) jest tu aż tak ważne, by mogło cokolwiek rekompensować. A na pewno nie rekompensuje strat w życiu córki, która miała z taką matką straszliwie przesrane. Najbardziej bolesne jest to, że Ada nie myslala w ogóle o swojej córce. gdyby jeszcze sama wyprawiała takie maniany to pół biedy. Ale miała dziecko i powinna była zachowywać się jak odpowiedzialna osoba a nie jak nastolatka. Dlatego ta postać budzi we mnie taką niechęć. Co nie zmienia faktu, że film jest świetny. Przyzwyczailiśmy się, że w filmach są same słodkie misie a to nie do końca tak musi być.

              • No nie wiem czy lepiej żyć z palcem, w sztywnym,udawanym małżeństwie i do tego z zazdrosnym a przez to cierpiącym sąsiadem czy też bez palca w szczęśliwym związku co córce pewnie też wyszło na zdrowie - bo przecież takie jest zakończenie.
                Nie wiadomo też czy myślała o córce, możliwe, że tak i mimo to uznała taką decyzję za bardziej słuszną z jej punktu widzenia.
                Oczywiście z uwagi na jej rolę rodzica było to dość niedojrzałe zachowanie ale cóż - człowiek uczy się całe życie.

                • Ona temu małzeństwu w ogóle nie dała szansy. Od samego początku była sfochana na cały świat. To była jej decyzja, żeby się na męża wypiąć. Uprzednio zgadzając się na ślub. Skoro była taka nieleżna i podążała za głosem "serca", to czemu w ogóle za tego człowieka wyszła? Tylko po to, żeby go potem odtrącić i nawiązać romans.
                  A związek z Bainesem nie był wcale szczęśliwy - był momentami przyjemny, ale jak wiele trzeba było poświęcić, żeby tę przyjemność mieć? Ilu ludziom zniszczyć życie? Nie zgodzę się z teorią, że matka która jest niedojrzała i goni za instynktami jest lepsza od matki rozsądnej. Zresztą widać było to po zachowaniu Flory i po jej słowach, że jest przez to straszliwie niestabilna, rozchwiana i że brakuje jej normalnej rodziny. Niestety, Ada była bardzo niedojrzała. Troszkę jak Dina z filmu z Marią Bonnevie.

                • Zdaje się że ona nawet nie znała swojego przyszłego męża przed przybyciem na Nową Zelandię, a gdy już przybyła to już było za późno choć i tak nie złożyła przysięgi - było jedynie zdjęcie "ślubne". Pamiętajmy też jaka była wówczas pozycja kobiety w społeczeństwie - nie wiadomo czy ślub był jej niezależną decyzją.

                  Nie twierdzę,że matka niedojrzała jest lepsza od dojrzałej - wiadomo że taka funkcja wymaga dojrzałości.
                  W tym wątku spoglądam na tę postać ogólnie jako na człowieka a nie konkretnie na rodzica.
                  Moim zdaniem Ada była nie najlepszym rodzicem ale też zupełnie zwyczajnym,niedoskonałym człowiekiem który wciąż próbuje rozpoznawać i podejmować dobre decyzje mimo,że nie zawsze mu to wychodzi.
                  Masz rację pisząc, że Ada jest niedojrzałą egoistką - ale nie jest to powód by ją za to obwiniać gdyż zadecydowały o tym czynniki na które nie miała wpływu - nie miała wpływu na to jaka się urodziła i jak została wychowana - człowiek jest dużo mniejszą świadomość i kontrolę nad sobą niż mu się to często wydaje.
                  Jej umysł samoistnie uznawał egoistyczne decyzje za najlepsze gdyż tak został ukształtowany, braku dojrzałości też była nieświadoma gdyż brak takiej świadomości też jest efektem niedojrzałości.

                • Z tym ślubem to wiesz, gdyby chodziło o cichą, skromniutką pokornisię, mogłabym ją zrozumieć. Ale Ada stawiała na swoim. Wątpię, by wyszła za mąż nie chcąc tego - z tego co widać, była osobą, która miała w dupie konwenanse :P

                • No bycia cicho to już jej nie możesz odmówić :D
                  Myślę że uznawała konwenanse do pewnego stopnia.
                  Możliwe, że chciała wyjść za mąż ale tak trochę w ciemno, nie spodziewała się pewnie,że jej przyszły mąż będzie takim rozczarowaniem ani że spotka tam kogoś kto to rozczarowanie i niechęć jeszcze spotęguje.

                • Ale jakim rozczarowaniem, skoro nawet nie dała mu szansy? Od razu z marszu się najeżyła fochem. Tak słabo trochę.

                • Trudno jest dać komuś szansę gdy nagle pojawia się tak silna konkurencja.
                  To tak jakby dać szansę staremu polonezowi gdy ma się jednocześnie Ferrari w zasięgu ręki.
                  Wiem że to przedmiotowe porównanie ale za to całkiem trafne - ludzie z natury wybierają to co zdaje się bardziej opłacalne i satysfakcjonujące, z innymi ludźmi włącznie.

                • Niektórzy ludzie może tak. Ale nie mierz wszystkich swoją miarą. Nie każdy w tej sposób podchodzi do miłości. Bardzo generalizujesz, przekladając swoje wybory na całą populację :P

                • Zależy jak spojrzeć na sprawę. Imho nie jest trudno dać szansę uczciwemu, cierpliwemu mężowi, gdy konkurencją jest obleśny prostak który maca mnie po dupie. Od samego początku zachowanie Bainesa było odrażające. On ją de facto molestował, zmuszał. Budziło to we mnie wstręt. A mąż nie zmusił ją do niczego, choć wielu mężów wtedy kobiety po prostu gwałciło w ramach "obowiązku ślubnego". Opiekował się jej dzieckiem. A polonez to naprawdę fajne autko :) mam do niego sentyment z dzieciństwa.

                • Nie mierzą swoją miarą tylko obserwuję społeczeństwo, czytam książki na ten temat i wyciągam wnioski.
                  To co piszę to reguła którą wyjątki jedynie potwierdzają.

                  To już zależy od gustu - jedni ceną niezależność i szacunek wobec siebie, inni wręcz przeciwnie.
                  Gust naszej bohaterki jest akurat bardzo typowy -preferuje mężczyzn żywiołowych i skłonnych do dominacji.

                • Pozwolę się z Tobą nie zgodzić :).

                • Nie zabraniam, ale dobrej argumentacji nie można mi odmówić :)

                • Troszkę można, bo opierasz się na apriorycznych zalożeniach :P

                • Absolutnie nie, nigdy nie popieram się czymś co nie wynika z doświadczenia, czy to mojego czy też innych ludzi, głównie wyspecjalizowanych w danej dziedzinie.
                  A żeby coś określić i ocenić potrzebny jest jakiś punkt odniesienia.

                • Aprioryczne podejście bardziej pasuje do twojego stanowiska opartego na z góry przyjętych normach moralnych - bez analizy ich słuszności.
                  Moim punktem odniesienia jest natura i rzeczywistość którą tworzy.
                  Nie można jej podważyć gdyż to ona jest punktem odniesienia dla wszystkich innych norm i praw.

                • Nie natura lecz Twoje podejście do natury. Naprawdę nie wszyscy myslą w ten sposób. Twoje doświadczenie jest bardzo nietypowe, jak tak popatrzę na moich znajomych, to naprawdę mało kto tak żyje. I nigdy nie zgodzę się, ze natura jest punktem odniesienia dla wszystkich norm i praw. W naturze występuje kazirodztwo, zjadanie potomstwa, które jest słabsze i wiele innych idiotycznych rzeczy. To właśnie normy i prawa odróżniają nas od zwierząt.

                • Dodam więcej - zwierzęta nie myślą o przetrwaniu cywylizacji, bo jej nie mają. Podążając za instynktem myślą o swoich celach i o przetrwaniu swojego genomu. Człowiek ma szerszą perspektywę i myśli o przetrwaniu całej ludzkości.

                • Nie wszyscy tak myślą gdyż ich sposób myślenia i życia jest ukształtowany w sztucznych warunkach cywilizacji - sztucznie stworzonej przez człowieka.

                  Co to znaczy "idiotycznych rzeczy"?
                  Chodzi o takie rzeczy które nie sprzyjają przetrwaniu?
                  Niestety postrzeganie świata w kategoriach dobre/złe, przydatne/nieprzydatne ,mądre/głupie to czysta iluzja wykształcona w ludzkim umyśle determinująca u niego określone zachowania które pomagająca mu przetrwać - efektem ubocznym tego jest subiektywne, często błędne postrzeganie z natury neutralnego świata w takich kategoriach.
                  Zjadanie potomstwa pod względem naukowym a więc z punktu widzenia praw natury nie jest ani dobre ani złe , ani przydatne ani "idiotyczne" - to po prostu ma miejsce a jedynie ludzie różnie to odbierają i oceniają w taki oto sposób.
                  A nawiasem mówiąc to my jako tako jesteśmy zwierzętami i jak każde zwierze mamy w sobie coś wyjątkowego - wieloryby są największe,jakieś bakterie najliczniejsze a gatunek homo sapiens jest akurat najinteligentniejszy :)

                  Inne zwierzęta stadne często dbają o przetrwanie swojej społeczności. Mają jakoby podwójny instynkt samozachowawczy - ten jednostkowy i społeczny - jak już pisałem czasem interesy społeczności i jednostki stają w sprzeczności i wtedy takie zwierze np. człowiek podąża za tym instynktem który okazuje się u niego silniejszy - często zależy to od sytuacji.


                • Mów za siebie ;) ja nie jestem zwierzęciem ;)

                • To nie ty o tym decydujesz tylko twoje geny,przykro mi

                • Moje geny decydują o tym, jakie jest moje ciało. A moje zachowanie decyduje o tym, czy mam mentalność zwierzęcia, czy jednak ją porzucam.

                • Did you just assumed my genom?

                • Zachowanie i mentalność człowieka są w dużym stopniu uwarunkowane genetycznie, reszta zależy od wychowania.

                  Pragnę zaznaczyć, iż pisząc "zwierzęta" mam na myśli naukowe znaczenie tego terminu a nie jakieś tradycyjno-filozoficzne które to zwykle określa tak wszystko co się rusza poza człowiekiem.

                  W naukowym znaczeniu zwierzęta to " królestwo obejmujące wielokomórkowe organizmy cudzożywne o komórkach eukariotycznych, bez ściany komórkowej, w większości zdolne do aktywnego poruszania się'' - cytat z Wikipedii
                  Gatunek homo sapiens w pełni spełnia te kryteria.

                • "Zachowanie i mentalność człowieka są w dużym stopniu uwarunkowane genetycznie, reszta zależy od wychowania." - no na ten temat to spory trwają od stulecia jeśli nie więcej. ;)

                • Myślę, że stąd właśnie wynika różnica. Dla mnie taki punkt widzenia jest troszkę deterministyczny i zakłada, że wolna wola człowieka nie zawsze może poradzić sobie z rzeczami wynikającymi z pobudek niekoniecznie sensownych, lecz silnych. I dla Ciebie przezwyciężanie ich to bezsensowna walka z wiatrakami oraz zaprzeczanie sobie, a dla mnie - esencja człowieczeństwa i rozwoju etycznego, emocjonalnego itp.

                • Z pewnością trwały od stuleci, stulecia temu :)
                  Zachowanie i mentalność człowieka zależy od tego jak funkcjonuje jego mózg, a mózg funkcjonuje tak jak został ukształtowany przez geny, przebieg ciąży i dalsze wychowanie.
                  Mózg tzn.wszystkie połączenia nerwowe i narządy przez które przepływa prąd (impulsy nerwowe) i róże chemikalia (np.hormony) to też część ciała.
                  heheh nawet nasze myśli są zbudowane z tych samych pierwiastków co zupa na obiad i tej samej energii co prąd w telefonie :D

                  Myślę że bardzo trafnie to ująłeś/aś, moim zdaniem człowiek nie jest w stanie wymyślić dla siebie lepszego procesu rozwoju niż ten który następuje samoistnie od milionów lat zgodnie z wszelkimi naturalnymi prawami które rządzą tym światem a próby wymyślania lepszych,nienaturalnych rozwiązań zawsze będą gorsze,zawsze będą zaprzeczać naturalnym prawom których nie da się się zmienić a więc zawsze będą w sprzeczności z tym co sztuczne i nie będą ułatwiać takim tworom funkcjonowania.
                  Praw natury się nie zmieni, ludzkie już tak - od nas zależy czy chcemy mieć wieczne problemy z ich pogodzeniem czy uczynić je zgodnymi i współistniejącymi ze sobą.

  • Wydaje mi się, że jej niechęć do męża wynikała z tego, że zabronił jej zabrać fortepian do domu. A dla niej ten fortepian był głosem, którego sama nie miała. Wylądowała na drugim końcu świata, nie mogła mówić, miała nieślubne dziecko, była poorana psychicznie, a facet na dzień dobry zostawił jej ukochaną rzecz na plaży, nie rozumiejąc jej pasji. On nie chciał jej zrozumieć, on chciał mieć typową kwokę w domu, która będzie mu robiła obiadki i prała jego gacie.
    A Baines rozumiał jej pasję i pewnie głównie to ją do niego przekonało. A potem się w sobie zakochali.

    Pozdrawiam.

  • Oj tak. Postać strasznie irytująca szkoda ze od razu ja tubylcy nie ugotowali : )

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: