Historia mojego życia, historia Twojego życia...

Dawno nic mnie tak nie poruszyło i nie wbiło na 2 godziny w fotel, Dobry, mocny film, Niesamowita, wyjątkowa rola Joaquina Phoenixa. To najlepszy Joker. Joaquin wszedł w rolę tak głęboko, że był więcej niż postacią. Sprawił, że odnalazłam w jego historii elementy swojej przeszłości, a w Gotham nasz świat, moją rzeczywistość. Bolało. Wciąż boli.
Pierwszy raz zrozumiałam Jokera i jego szaleństwo. Mało. Pokochałam go i utożsamiłam się z nim. Pomyślałam, że wielu z nas w tym okrutnym świecie, gdzie człowieczeństwo jest niczym, a wartości stają się pustymi sloganami, jest blisko przekroczenia tej cienkiej linii miedzy normalnością a obłędem, który sprawi, że będziemy pragnęli siać zniszczenie.
To nie jest film dla każdego. Trzeba być wrażliwym i ludzkim, rozumieć, czym jest miłość, honor, prawda, uczciwość. Trzeba wiedzieć, co to jest empatia. Co to jest ból niezrozumienia i samotność.
Arthur Fleck to każdy, któremu chociaż raz zaczął walić się jego świat, każdy, który czuł się niewidzialny dla innych, każdy, kogo upokorzono, oszukano. Każdy, który stracił wiarę w człowieczeństwo.

Oglądałam wczoraj. Wciąż przeżywam i jestem z Arthurem Fleckiem/Jokerem w jego świecie, a może moim świecie? I zastanawiam się, czy (a może kiedy?) stanę się taka jak on. Tak mi blisko do tego, kiedy widzę, co dzieje się wokół mnie, do czego zmierza ten świat.

185
  • Ładnie napisane. Od siebie dodam że mnie wbiła, zmieszała i wywołała wszystkie możliwie skrajne uczucia pierwsza scena ze śmiechem Jokera. Nie potrafię tego nazwać ale...w tym śmiechu był tak ogromny ból, wrażliwość, STRACH i LĘK jaki nosił Joker zmieszany z szaleństwem, niebezpieczeństwem, grozą itd że przeszły mnie ciary jakich nigdy wcześniej nie miałam podczas seansu żadnego filmu. Mimo tej mieszanki ja po prostu zaczęłam współczuć tej postaci ale w sposób który również mi tutaj ciężko opisać. Jedno wiem - Joaquin przybliżył nam Jokera (nie Jokera a człowieka!) tak jak nie zrobił tego nikt inny. Nikt, nawet świetny Ledger.

  • Podsumowane w punkt - oglądając czułam, że ten film przedstawia mi bliską, aż zbyt bliską perspektywę dzisiejszej rzeczywistości, dokładnie zebrane jak w tym komentarzu. Wyszłam z kina kontent, ale z nutką świadomości że w wielu z nas, a na pewno we mnie tkwi coś z takiego Jokera - to satysfakcjonujące i martwiące zarazem.

  • Trafiłaś w sedno i napisałaś to, co miałam w głowie, a czego od razu po wyjściu z kina nie potrafiłam wyrazić słowami. Nie byłam pewna, czy ktoś w ogóle zrozumie, że mam w sobie takie elementy osobowości, jakie posiadał Joker. W obecnych czasach nie trudno popaść w obłęd, a zwłaszcza wtedy, kiedy liczysz na odrobinę empatii, życzliwości, zwykłego uśmiechu od drugiego człowieka- możesz się przeliczyć.
    Cały film zrealizowany w niesamowity sposób, wiele razy w trakcie seansu miałam taką specyficzną gulę w gardle z wrażenia i po napisie końcowym "The End" nie spieszno mi było wstawać z fotela. Chciało mi się klaskać, ale miałam wrażenie, że wielu ludzi wychodzących z kina nie do końca było świadomych tego, co zobaczyli. (dygresja) Swoją drogą, rodzice ze swoimi 10-letnimi dziećmi na TAKIM seansie to też hit.
    Phoenix po prostu zmiażdżył, nie mogłam oderwać od niego wzroku. Jego rola to 15/10.
    Pozdrawiam!

    • Ja i mój brat klaskaliśmy , tak po cichu. Niestety przechodziłem przez to czego doświadczył po części Joker, kpiny, wyśmiewanie się, nękanie w szkole jak i w pracy. Też mam wrażenie ,że spora część ludzi tego nie zrozumie. "O fajny film, trzeba obejrzeć, o jaki ciężki i smutny ,ojoj, polecam " - Typowy Jan Kowalski .

  • "Mam nadzieje że moja smierc bedzie wiecej warta niż moje życie "
    genialny byl ten cytat

  • Jakie to znamienne, że najpiękniej i najbardziej trafnie o tym filmie napisały kobiety. W innych wątkach tylko mierzenie fiutów w wydaniu męskim i gimnazjalne spory o to, co lepsze - DCEU czy MCU.

    Trzymaj się, Kaelsa. Jest nas więcej.

    • No to jak już zaczynamy z seksizmem to bardzo chętnie dołączę. Czytaj uważnie, to może dowiesz się czegoś o świecie w którym żyjesz.
      Większość ludzi osadzonych w więzieniach - mężczyźni. Większość ludzi ginących przez wojny i inne konflikty - mężczyźni. Większość bezdomnych - mężczyźni. Większość samobójców (nie ludzi PRÓBUJĄCYCH się powiesić, tylko ludzie których przyczyną ŚMIERCI jest samobójstwo) - mężczyźni. Większość ludzi z depresją - mężczyźni. Większość ludzi mających problemy seksualne - mężczyźni. Większość ludzi mających wady genetyczne (takie jak np. jąkanie się; swoją drogą ciekawa analogia do chorobliwej śmiechoty Jokera) - mężczyźni. Większość ludzi nie radzących sobie w szkole, nie kończących studiów/praktyk, powtarzających klasy - mężczyźni. etc.

      "Trzymaj się, Kaelsa. Jest nas więcej."

      Och, wzruszające.

      Nie.

      Nie jest was więcej.

      I nie chodzi o to, że mężczyźni są głupsi lub bardziej narażeni na patologie niż kobiety. Taki stan rzeczy ma wiele powodów, np. psychologiczne uwarunkowanie mężczyzn do podejmowania ryzyka - dlatego większość strażaków, ratowników, hazardzistów, etc.ogólnie ludzi wykonujących niebezpieczne zawody/lub przez te zawody okaleczeni - to mężczyźni. Innym powodem jest np. fakt, że nasze szkolnictwo przez metodykę praktycznie nie zmienioną od przejęcia modelu edukacji pruskich guwernantek, faworyzuje kobiety.
      I nie, nie zamierzam tu rozpoczynać jakiejś licytacji kto może mieć gorzej itp (chociaż ten cały narratyw białego "patriarchatu" głoszony przez feministki i parytety płac to już przegięcie)
      Joker przedstawiony w filmie, to co trzeci mężczyzna dzisiaj. On nie zadaje sobie pytań "jak blisko linii jest", on już ją dawno przekroczył, tylko tego jeszcze nie pokazał. I właśnie dlatego nie czytasz ich wypowiedzi, bo oni o tym nie mówią, kolokwialnie ujmując nie mają jaj, bo wychowywała ich matka i pijany tatuś więc mają deficyt testosteronu i nieaktywną depaminę, więc albo cały dzień się katują, albo masturbują. Kobieta zrobi sobie sweet focię, wstawi na fejkbuczka, zgarnie trachę lajków i już świat jest lepszy. Mężczyźni z takimi problemami nie mają nikogo do kogo mogą/chcą się zwrócić. Bo nigdy się tego nie nauczyli. Kobiety mają deficyty fizyczne w naturze, mężczyźni psychologiczne. W dzisiejszym społeczeństwie, w którym kobiety nie muszą już się martwić że zje je tygrys czychający za drzewem, kobiety są o wiele bardziej samowystarczalne psychologicznie niż mężczyźni. Co ma też związek z tym że mężczyźni mają większe libido i zapewniam cię, że możesz być najmniej atrakcyjną i najgłupszą dziewką na świecie, ale jak cię zamknę na miesiąc w jednym pokoju z genialnymi mężczyznami w wieku 19 lat, to najpóźniej po dwóch tygodniach zaczną ciebie adorować. Nieważne co sobą reprezentujesz, czy jaką osobowośc masz. W drugą stronę to tak nie działa.
      Więc zanim się następnym razem skompromitujesz, przemyśł co napisałaś.

      Pozdrawiam.

      • ""Trzymaj się, Kaelsa. Jest nas więcej."
        Och, wzruszające.
        Nie.
        Nie jest was więcej."

        Myślę, że nie do końca mogłeś zrozumieć to zdanie - z mojego punktu widzenia autorce chyba chodziło o to, że jest więcej podobnych do autorki postu kobiet, czyli takich do których film trafił w ten empatyczny sposób, nie że więcej niż <tu wstaw cokolwiek> - a z takiego stwierdzenia nie ma się co naśmiewać ;>

        • Polemizowałbym.

          Zależy od tego czy chce się to zdanie rozumieć w oderwaniu od reszty wypowiedzi szanownej użytkowniczki, czy nie. Akapit wcześniej jest mowa o porównywaniu fiutów i o tym że kobiety piszą najpiękniej i najtrafniej (nota bene; Homer, Owidiusz, Horacy, Dante, Rilke, Buechner, Proust, Thoreau, Twain, Baudelaire, Sartre, King, Poe, Ellison, Pascal etc. w grobach się przewracają), więc myślę że interpretacja ostatniego zdania jako prztyczek wymierzony w mężczyzn jako ogół jest logiczna.
          Poza tym, nie wydaje mi się że "empatyczna reakcja" byłaby wystarczającym powodem by sformuować ostatnie zdanie w taki (pampatyczny) a nie inny sposób.
          W sumie nie wiem po co sobie język strzępię, Schopenhauer już raz napisał; nie rozmawiaj z idiotami, najpierw sprowadzą cię do swojego poziomu, a później pobiją doświadczeniem.

      • Wypowiedź GelidumDomine jest niemal słowo w słowo skopiowana z wywiadu z Jordanem Petersonem. Skopiowana, a właściwie bezmyślnie powielona.

        Nie chodziło o to, że "nas" jest więcej od "was". Tylko o to, że ludzi wrażliwych i nieprzystosowanych jest więcej niż tylko autorka posta - dokładnie tak jak wyłuszczył(a) ci to Despair. Sam zresztą napisałeś, że Jokerem jest dzisiaj co trzeci mężczyzna.

        Nigdzie nie napisałem, że kobiety generalnie piszą piękniej od mężczyzn. Chodziło mi tylko o przypadek tego konkretnego forum poświęconego temu konkretnemu filmowi.

        W jednym masz rację - mężczyźni rzeczywiście są dziś zahukani i przewrażliwieni na swoim punkcie, czego dowodem twój post.

        I jaki seksizm, człowieku? Chodziło mi tylko o to, że generalnie kobiety są bardziej wrażliwe. Tak więc bądź łaskawy zabrać swoje incelowskie paranoje gdzie indziej. Więcej empatii życzę.

        P.S. Nie jestem kobietą.

        • 1. To że powołuję się na te same źródła co Peterson, Herrnstein, Deutsch, Madow, Cialdini, Crow, Kimura, nie znaczy że ich kopiuję. To co prezentuje Peterson jest znane w środowisku naukowym od ok 35 lat. Więc te statystyki to nie jakiś nowy fenomen, tym bardziej nie można mówić o "dzisiejszym zahukaniu".
          Przewrażliwieni na swoim punkcie, pardon ? To że odpowiadają za ponad 3/4 samobójstw to wynik przewrażliwienia ? To już boję się spytać, co nie jest przewrażliwieniem. Przeczytaj więcej niż jedną książkę, więcej niż jeden wywiad i dopiero wtedy pouczaj ludzi.
          2. Reszta twojego tłumaczenia się jest nielogiczna. Ludzi wrażliwych i nieprzystosowanych jest więcej, aha...więcej od kogo ? Od tych niewrażliwych mężczyzn porównywujących fiuty i prowadzących gimnazjalne spory ?
          Jeśli nie widzisz tutaj seksizmu, to nie potrafię pomóc. Poza tym skąd przesąd że kobiety są bardziej wrażliwe, cokolwiek masz na myśli posługując się tym wyznacznikiem. Bardzo mało wiemy o psychoneuronowych różnicach między płciami.
          3. Po fakcie możesz odwracać kota ogonem jak chcesz, ja widzę "Jakie to znamienne, że najpiękniej i najbardziej trafnie o tym filmie napisały kobiety.". O tym filmie. Nie w tym wątku, forum itp.
          I co ma tu być znamienne ? Łączysz kompetencje wysławiania się z ... płcią ? I nie widzisz w tym seksizmu ?

          "P.S. Nie jestem kobietą"
          Polemizowałbym.

          • Proszę drogiego Pana.

            Osobna postronna czytająca komentarz - czyli ja i autor komentarza (wybacz autorze za pomyłkę) wytłumaczyły Ci że zwyczajnie źle zinterpretowałeś to proste zdanie, a Ty ciągle brniesz zamiast po prostu napisać ' A ok, my bad' czy coś i już zakończyć ten niepotrzebnie rozwlekany temat - i po co tak?
            Nikt tu nie chce jakichś dyskusji prowadzić bo nie ma o czym - tylko Ty się rozpisujesz do racji które nawet nie padły, jeszcze podsumowując końcowym zdaniem, że jesteśmy 'idiotami' , no zupełnie niepotrzebnie! ;>

            Miłego dnia życzę i liczę, że odnajdziesz swoją widownię gdzie indziej, tam gdzie faktycznie na takie stwierdzenia będzie potrzeba.

          • GelidumDomine: nie rozumiesz jednej podstawowej rzeczy. Otóż popełniłeś błąd w samym założeniu, tzn. interpretując moje słowa niezgodnie z moimi intencjami, za to przez pryzmat swojej ideologii. To z góry skazało cię na klęskę w tej dyskusji (którą zresztą sam wywołałeś). Trudno, żebyś z fałszywych przesłanek wyciągnął prawidłowe wnioski. Ktoś, kto pisze o logice tonem nieznoszącym sprzeciwu, powinien znać jej podstawy. W przeciwnym razie idąc w zaparte, tylko się ośmiesza. Zupełnie tak jak ty.

            Chciałeś wyjść na mentora (lub chociaż znawcę), pouczając żebym czytał uważnie, to może się czegoś dowiem - a zostałeś zdemaskowany jako ktoś, kto bezmyślnie powtarza zasłyszane informacje. Nie powołałeś się na żadne źródła (nie zauważyłem bibliografii ani odsyłaczy do naukowych artykułów), po prostu słowo w słowo powieliłeś wypowiedź Petersona, licząc po cichu, że nikt tego nie zauważy. A teraz bredzisz, że jego dokonania są znane w środowisku naukowym od 35 lat. Człowieku, on miał wtedy 22 lata i był anonimowym studentem. A ty, jak większość świata, dowiedziałeś się o nim góra 3-4 lata temu.

            Mam dla ciebie złą wiadomość: nie tylko ty dysponujesz dostępem do internetu. Takie rzeczy można sprawdzić dziś w kilka sekund.

            Na dodatek ośmieszyłeś się nieznajomością źródeł. Osławione słowa o dyskusji z idiotami, które zacytowałeś, są autorstwa Marka Twaina, a nie Schopenhauera. Gdybyś przeczytał coś więcej tego pana niż zawartość fanpage'a na facebooku albo kilka tekstów z WikiCytaty, wiedziałbyś, że nawet fraza nie jest podobna do tego, co pisał nieodżałowany Artur. Więc swoje słowa o czytaniu więcej niż jednej książki/wywiadu skieruj sam do siebie, bo widać, że masz fundamentalne braki w wiedzy.

            Przy czym, co chyba najzabawniejsze, z twoich postów bije ton zarozumialstwa. Wydaje ci się, że jesteś ponadprzeciętnie inteligentny, bo coś tam przeczytałeś, może nawet ukończyłeś jakieś studia kierunkowe (tak jakby cokolwiek to znaczyło w czasach, gdy dyplomy rozdaje się na lewo i prawo). A wychodzi na to, że jesteś po prostu - w najlepszym razie - atencjuszem, który szuka poklasku, w najgorszym zaś: uczonym idiotą powołującym się na nazwiska, których dokonań ani nie zgłębił, ani tym bardziej nie zrozumiał. Już ci ktoś napisał powyżej - nikt tu tego nie chce. Może zajrzyj na 4chan?

            Co do mojej płci: polemizować to sobie możesz z tezami, hipotezami i teoriami, a nie z twardymi faktami biologicznymi. Ja wiem, że teraz są czasy, w których można sobie wybrać tożsamość płciową spośród 35 opcji, ale na szczęście w moim przypadku ta kwestia jest bezsporna (co, mam nadzieję, potwierdzi moja żona). 100% male, na dodatek samiec alfa, który skopałby ci tyłek nie tylko w potyczce intelektualnej, ale i fizycznej.

            • Nie zamierzam kontynuować tej dyskusji. Zamiast odpowiedzieć na moje pytania; kogo masz na myśli pisząc "my", "wy" itp. bo jeśli tylko ludzi "wrażliwych", jak to teraz niewinnie tłumaczysz, to dlaczego zdanie wcześniej piszesz o różnicach między płciami, jeśli niby "my" i "wy" nie odnoszą się do płci; zamiast tego wolisz na podstawie 2 moich komentarzy wysuwać wnioski o moim życiu. Oj, widzę że zabolało. Ale to zrozumiałe, też niekoniecznie chciałbym się przyznać że świadomie napisałem takie bzdury, jak ty w swoim pierwszym komentarzu. Jeśli już jesteś tak ciekawy mojego życia prywatnego, to zdradzę że mam tytuł naukowy w Niemczech. I tak, tutaj w przeciwieństwie do Polski studia i dyplomy coś znaczą, bo nie każdy idiota z >70 iq zdaje maturę, struktura studiów dla 90% społeczeństwa nie jest taka sama i nie ma czegoś takiego jak prywatne uczelnie gdzie płacisz za zaliczenie i średnia nie gra roli. Nie wiem czy to zarozumiałość, raczej pogarda dla twoich seksistowskich komentarzy.
              "są autorstwa Marka Twaina, a nie Schopenhauera." Schopenhauer napisał je pierwszy, Twain tylko rozpowszechnił, w czasach kiedy nie było tylu tłumaczeń Schopenhauera na angielski. Literaturę niemiecką znam bardzo dobrze, więc wiem co mówię. Mniej wikicytatów czy czegokolwiek tam używasz, a więcej książek. I to najlepiej w oryginale.
              "A teraz bredzisz, że jego dokonania są znane w środowisku naukowym od 35 lat."
              Nie zrozumiałeś, nie chodziło o jego dokonania, ale o statystyki na które się powołuje, w jego dokonaniach. One są znane już ok. 35 lat i Peterson niczego nowego nie odkrył, zapakował to tylko w miłe teleologiczne kategorie.

              Żegnam.

      • ktoś tu siedzi za dużo na 'fejsbuczkach' lol
        i nie, nie trafiłeś

  • Piękne napisane. Ja o filmie myslę do dziś. W każdym z nas jest trochę Jokera, bo wiekszosc z nas choć przez chwilę czuła się jak on. Dlatego ten film tak boli.

  • Nie wiem czemu, ale dla mnie postać Jokera grana przez Phoenixa w pewnym sensie przypomina życie Robina Williamsa, wybitnego komika który tak naprawdę, mimo rozweselania innych ludzi - sam cierpiał na poważne problemy psychiczne.
    Wielu z nas nosi maski, które zakładamy przebywając pośród ludzi, udajemy szczęśliwych, a w głębi serca, pod tym najlepszym makijażem jakim jest uśmiech kryjemy często głęboką, pogłębiającą się depresję...

  • W punkt! Świetnie napisane! Przez cały seans towarzyszyły mi te same uczucia! Joker Phoenixa będzie bliski każdemu, kto mocno wczuje się w sens całego filmu, kiedy uświadomi widzowi jak blisko bycia Jokerem jest jazdy z nas. Jak cienka granice jest między normalnością i obłędem. W pewnym momencie zrobiło mi się żal głównego bohatera. Żal socjopaty i mordercy. A może żal człowieka? Z tak ludzkim Jokerem nie mieliśmy wcześniej do czynienia. Jak dla mnie arcydzieło.

    • Dla mnie film był szalenie smutny i bolał, ale nie czułam się Jokerem. Ani że jestem blisko. Czułam tylko głęboki smutek, że ludzie są okrutni i tak łatwo im przychodzi niszczenie innych. Czułam żal, że nie ma nikogo, kto by mu pomógł, wyciągnął rękę i posłuchał tego, co ma do powiedzenia. Przytulił i powiedział, że to się zmieni, że będzie lepiej, że mu pomoże. Czułam cały jego ból i smutek, ale nie czułam się Jokerem, dlatego tym bardziej przykro mi, że wy tak czujecie. Będzie lepiej.

      • I kolejny post w punkt! Sympatia bardzo często idzie w parze z empatią - mnie rownież było piekielnie przykro widząc jak okrutny potrafi być człowiek. Każdy z nas ma inny punkt zapalny, szybciej lub wolniej można nas złamać. Każdy w mniejszym lub większym stopniu mógł się identyfikować z głównym bohaterem, lub po prostu poczuć się poruszonym tym co widzi na ekranie. Wiele osób martwiło się, że po seansie „Jokera” wzrośnie gloryfikacja przemocy. Paradoksalnie jej ogrom zmusza nas do refleksji, a to już jeden krok bliżej od tego, żeby stać się lepszym człowiekiem. Czy to nie piękne, że cała dyskusja dotyczy filmu o największym przeciwniku gościa biegającego w rajtuzach, postaci z komiksu dla dzieci? Każdy przeczytany tutaj post utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że mamy do czynienia z arcydziełem!

  • Mam identyczne odczucia. Każdy z nas ma w sobie coś z Jokera. Żadna filmowa postać nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, takiego szoku jak ten Arthur Fleck, właśnie przez to, że jest taki prawdziwy. Mógłbym się bardziej rozpisać, ale przedmówcy wyczerpali temat. Fajnie, że nie tylko ja tak myślę o tej postaci i co ona sobą reprezentuje.

  • Polecam recenzje filmu mojego skromnego autorstwa i to nie po to, żeby sie reklamować, a by pokazać, że zdanie z tego tematu nie jest odosobnione. Film jest genialny, ale fakt, że nie każdy go doceni, bo nie każdy czuł się kiedys takim Jokerem, a prawda jest taka, że wszyscy po czesci nim jestesmy. https://pisanepopijaku.pl/ten-o-zloczyncy-jak-ty-i-ja-czyli-...

  • Stefan Wilmont pewnie też by się zgodził z Twoim opisem.

  • Nie no bez przesady - Heath był lepszy i zrobił najlepszą rolę w historii kina. Ale sama historia to arcydzieło.

  • Joker byl swirem i freakiem od zawsze..Arthur stalby sie Jokerem tak czy inaczej,niezaleznie od okolicznosci i srodowiska w jakim przebywal.Albo jestes silny na tym swiecie, albo slaby,a slabi zawsze zostaja zepchnieci na margines predzej czy pozniej.Scena na schodach,swietnie pokazuje,jak Arthur stal sie w koncu "wolny" i przeistoczyl sie w Jokera,szalenca ktory nie liczy sie juz nikim i z niczym.Film aktorsko,technicznie a takze soundtrack z najwyzszej polki,ale zabraklo mi spektakularnego finalu,na ktory bardzo liczylem bo swietnej scenie w studiu u Franklina.

    • Słaby, czyli taki, który nie umie, jak dziś mówi się, przepracować traumy? To nie jest tak, że na świecie są silni i słabi. Są mniej lub bardziej doświadczeni złem. Jeśli ktoś od urodzenia był traktowany kijem, w momencie kiedy przygniata go drzewo już nie staje na nogi. Musi być pewna równowaga między doświadczanym złem, a dobrem, którego również doznajemy. Musi być stała podpora, baza do której wracamy, która daje nam siłę do walki z trudami życia. Zbyt dużo mówi się dziś, a nawet jest moda na wspomniane już przeze mnie przepracowanie traum. A tu trzeba wyraźnie powiedzieć, że nie wolno nikogo tą traumą uraczyć, nie wolno krzywdzić drugiego człowieka, nie wolno. A każdemu dziecku należy się miłość rodzica, nie tresura wychowawcza i miska zupy. Film pokazuje, że wsparcie tzw. profesjonalne jest tylko protezą w procesie zdrowienia. Ważną, ale to zdrowa miłość jest lekarstwem. Co innego choroba psychiczna, a co innego gotowanie człowieka w garnku zła i doprowadzenie go granicy, za którą już tylko może kąsać. Arthur do końca pamiętał kto dał mu odrobinę sympatii, mimo, że już wtedy unicestwiał swych ,,oprawców". Gdyby tej sympatii było więcej, a nie tylko ta od równie doświadczonego człowieka, można było zawalczyć o niego.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię