Jordan był o krok od przedstawienia idealnej wizji miłości. Więcej, w wielu partiach filmu, szczególnie w tych, w których gra (mistrzowsko!) Julianne Moore udało mu się to osiągnąć. Czy uwierzył zatem, że kino to jednak dziedzina "romansu" a nie miłości? Czy uląkł się publiczności? A może po prostu już nie dostrzegamy...
więcejJordanowi udało się wyrazić obrazami to, co w powieściach Greene'a było wyrażane w różnorodny sposób, tylko częściowo poprzez sugestywny opis scenerii. Chodzi o wywołanie wrażenia, że świat jest wielką sceną, po której poruszamy się nieporadnie i na oślep, przerażeni jego obcością. "Koniec romansu", powieść wydana w...
więcejNiewiele pozostało w mojej głowie faktów z tego filmu, ale też wyraźnie scenariusz zmierzał w stronę groteski i nie sądzę, że był to efekt zamierzony. Oglądając czułam narastające zmęczenie kolejnymi scenami erotycznymi, które nic nie wnosiły do fabuły i rozdrażnienie kolejnymi absurdami tejże. Niestety nie jestem w...
więcej...pomimo dosyć dezorientujących skoków w czasie i kilku czasem zbyt sentymentalnych momentów. Ale są też momenty zaskakujące, i w miarę rozwoju akcji robi się coraz bardziej interesująco. Film oparty na autobiografii, z klimatem, skłaniający do refleksji. Jak zawsze świetny Ralph Fiennes i nieodstająca Julianne Moore....
więcejFilmu nie ratuję ani muzyka Michaela Nymana - melodia piękna, ani fantastyczny jak zawsze Ralph Fiennes. Czegoś w obrazie Neila Jordana brakuje, zawód tym większy bo to jeden z moich ulubionych reżyserów. Julianne Moore - nie wiem za co nominacja. Wielka szkoda bo końcowy przekaz ma morał i daje do myślenia.
Ilekroć czytam recenzję Pani Mazierskiej, wpadam w niedowierzanie. Ciągłe narzekanie, że Jordan to zrobił z książką Greene'a, a to tamto. I wszystko jest złe. Skończmy raz na zawsze, nieustannie szukać w filmie doskonałego odbicia materiału literackiego na podstawie którego został nakręcony. Nie wszystko to, co...