Jakub Socha

Morderca w państwie miłości

Gorączka złota
/fwm/article/Morderca+w+pa%C5%84stwie+mi%C5%82o%C5%9Bci-131025
Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Kto+wymy%C5%9Bli%C5%82+Stana+Lee-130871

Kto wymyślił Stana Lee?

BEZ KOMENTARZAPodziel się

Nieśmiertelność Stana Lee wydawała się zapisana w amerykańskiej konstytucji i zagwarantowana kosmiczną technologią.

Nie oszukujmy się, że opłakujemy śmierć scenarzysty. Najważniejszy bohater wymyślony przez Stana Lee w cywilu nazywał się Stanley Martin Lieber.

W doniesieniach o śmierci kolejnych ikon popkultury coraz częściej najbardziej zadziwia mnie fakt, że jeszcze przed chwilą żyli. Nie w tym przypadku. Nieśmiertelność Stana Lee wydawała się zapisana w amerykańskiej konstytucji i zagwarantowana kosmiczną technologią, a sam zainteresowany nie pozwalał o tym zapomnieć, odgrywając regularnie drobne epizody w kolejnych filmowych widowiskach. Poświęćmy jednak chwilę na zdumienie faktem, że kiedy Lee zaczynał pracę w wydawnictwie Marvel, nie nazywało się ono jeszcze Marvel, prezydentem Polski był Ignacy Mościcki, a tygodnik "Time" naprawiał zeszłoroczną gafę, przekazując tytuł człowieka roku z rąk Adolfa Hitlera w ręce Józefa Stalina. 

Kiedy większość ludzi po raz pierwszy widziało jego nazwisko w druku, poprzedzał je conajmniej przymiotnik "legendarny". Lee własnoręcznie go tam umieścił. Był żywym pomnikiem, kiedy w Polsce ukazywał się pierwszy zeszyt z przygodami Spider-Mana i gdyby umarł wtedy, na początku lat 90., nikt nie ośmieliłby się powiedzieć, że odszedł jako człowiek niespełniony. Świat okryłby się żałobą, jak po niedawnej śmierci współtwórcy Spider-Mana Stevea Ditko. Bo przecież wszyscy pamiętamy te medialne poruszenie z czerwca tego roku. Prawda?

WYPIĆ ROSÓŁ PRZED WSZYSTKIMI

Można oczywiście odpowiedzieć, że Ditko był "jedynie" rysownikiem, który zilustrował jeden z genialnych pomysłów Stana Lee, ale wtedy musielibyśmy błędnie uznać, że dziś opłakujemy śmierć scenarzysty. Lee w wydawnictwie błyskawicznie przeszedł drogę od pomocnika biurowego do redaktora naczelnego, a jako autor zaczął udzielać się w latach czterdziestych. Wszystko co najważniejsze wydarzyło się jednak dla niego na początku lat 60., kiedy na fali odżywającej mody na superherosów narodzili się najpopularniejsi bohaterowie Marvela: Spider-Man, Hulk, Iron Man, Thor, X-Meni i prowadzący korowód przebierańców Fantastic Four. Nowa generacja herosów była bardziej ludzka, mocniej zakorzeniona w rzeczywistości. Wszyscy chętnie obnosili się ze swoimi wadami i słabościami, dotykały ich problemy ekonomiczne i społeczne ówczesnej Ameryki.

Czy Kirby ilustrował jedynie genialne pomysły Stana, czy to raczej Stan "ilustrował" słowem pomysły Kirby'ego?
Darek Arest
Lee podpisywał te historyjki jako współautor do spółki ze swoimi najznakomitszymi rysownikami: wspomnianym Steve'em Ditko i przede wszystkim Jackiem Kirbym, przy czym role nie były tu wyraźnie rozdzielone. Lee nie miał już wtedy czasu na pisanie pełnoprawnych scenariuszy. Żywy jest mit kreatywnych spotkań, w czasie których panowie mieli skakać po biurkach, odgrywając na żywo sceny z wymyślanych komiksów. Po wspólnej burzy mózgów Lee spisywał notatkę, a rysownik siadał do pracy i samotnie ubierał wszystko w konkrety i rozpisywał na kadry. Na samym końcu Lee dopisywał dialogi. Łatwo dostrzec, że słynna "Metoda Marvela" daje wielkie pole do interpretacji. Czy Kirby ilustrował jedynie genialne pomysły Stana, czy to raczej Stan "ilustrował" słowem pomysły Kirby'ego? Co rzeczywiście Stan napisał, co wymyślił, a pod czym się jedynie podpisał?

Gdy w grę wchodzą miliony dolarów, nie ma mowy o uzgodnieniu wspólnej wersji zdarzeń. Konflikty wybuchały zawsze, gdy bite były rekordy dochodu, a zgorzknienie potęgowało się wraz z wiekiem. Różnica pozycji przywilejowała jednak Stana Lee. Zgodnie z polityką firmy prawa do postaci należały nie do autorów, ale do wydawnictwa, które zlecało im pracę. Kiedy Kirby współtworzył Fantastic Four, mógł liczyć na umówione honorarium, ale kura znosząca złote jajka zostawała przy Marvelu. Lee nie był tam szeregowym pracownikiem. Kiedy cedował swoje prawa na wydawnictwo, w dużej mierze cedował je na siebie.

ŻYWY DUCH OPOWIEŚCI

Choć nie da się ustalić dokładnie, w jakiej mierze Lee był odpowiedzialny za stworzenie ikonicznych postaci, połączenie ich w spójne uniwersum jest głównie jego zasługą. To on synchronizował poszczególne opowieści i prowadził strony klubowe, na których opisywał życie redakcji i utrzymywał kontakty z fanami. Poza dialogami tworzył też przypisy; utrzymując przyjacielski, żartobliwy ton wcielał się w ducha opowieści. Duch miał jednak coraz bardziej rozpoznawalną twarz i imię wyeksponowane na okładce, albo stronie tytułowej. Na wszystkim zostawiał swoje odciski palców. Napis "Stan Lee przedstawia" stawiał go w zasadzie w roli producenta zapraszającego na film będący jego dziełem i jego wyłączną własnością. Jednocześnie to on wprowadził zwyczaj przedstawiania na stronie tytułowej twórców komiksu, a o Kirbym publicznie wypowiadał się zawsze z najwyższym uznaniem. Nie protestował jednak szczególnie żywiołowo, gdy ktoś przypisywał mu wyłączne zasługi stworzenia uniwersum. 

Choć nie da się ustalić dokładnie, w jakiej mierze Lee był odpowiedzialny za stworzenie ikonicznych postaci, połączenie ich w spójne uniwersum jest głównie jego zasługą.
Darek Arest
Seksapil superbohaterów Marvela zanegować trudno, ale kto wie, czy ważniejszy dla sukcesu wydawnictwa nie okazał się właśnie ten anturaż. Idea uniwersum, w którym wszystko jest połączone, ma swoją historię i nieuniknione następstwa, bardzo przemawiała do mojej dziecięcej wyobraźni. Biura wydawnictwa wyobrażałem sobie jako bezcenną bibliotekę, w której Stan Lee na specjalną prośbę może wyciągnąć z archiwum komiks dokumentujący każdy dzień z życia każdego z herosów. I jeżeli nie znalazł się on do tej pory w druku, to tylko dlatego, że znający wszystkie odpowiedzi Pan Marvel miał swoje powody, żeby utrzymywać jego treść w tajemnicy. 

Już w latach 70. Lee niemal przestał się udzielać w Marvelu jako autor, a następną dekadę spędził na promowaniu pozakomiksowych projektów wydawnictwa. W książce "Niezwykła historia Marvel Comics"  Sean Howe przedstawia ten okres jako desperacką walkę o sprzedanie idei superbohaterów Hollywood. Lee chwytał się w tym celu absolutnie wszystkiego, z efektami, które delikatnie można by określić jako "mieszane". Zaangażowanie, z którym oddał się tej misji, a także styl, z jakim odnalazł się w roli medialnego ambasadora Marvela, zdaje się potwierdzać, że to właśnie Hollywood wyznaczało dla Stana Lee horyzont marzeń. Roy Thomas, który w Marvelu przejął jego obowiązki i widział się z nim na dwa dni przed śmiercią, wspominał w "The Hollywood Reporter", że Lee nie przestawał opowiadać o kolejnych filmowych epizodach, które mógłby zagrać w przyszłości.

***


Pomysł na filmowe epizody to naturalna konsekwencja obecności w komiksach Marvela. Połączenie mitu bohaterskiego z mitem wydawniczym zaowocowało w końcu narodzinami rysowanej wersji Stana Lee – być może to najważniejszej postaci, jaką udało mu się umieścić w pulsującym życiem Uniwersum. Kiedy Stanley Martin Lieber zaczął w latach 40. pisać dla Timely Comics, ukrył się pod pseudonimem, który miał ocalić jego prawdziwe nazwisko dla "poważnej" literatury, którą planował tworzyć w przyszłości. Kiedy filmowa maszyna Marvela zaczęła się rozpędzać, był już dawno na oficjalnej emeryturze, pełniąc rolę żywej maskotki Domu Pomysłów. A kiedy pierwsze filmowe sukcesy "X-Men" i "Spider-Mana" stały się faktem, maskotka nie omieszkała pozwać wydawnictwa za związane z tym niewypłacone autorskie tantiemy. To w zasadzie gotowy materiał na scenariusz o spełnionym amerykańskim marzeniu, pod którym Stan Lee mógłby się wreszcie podpisać jako autor, nie wzbudzając przy tym najmniejszych kontrowersji.
51