Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/news/%22Life+is+Strange%22+-+oceniamy+pierwszy+epizod-109984

"Life is Strange" - oceniamy pierwszy epizod

  • autor: Joachim Snoch
  • Gry
Telltale Games ma się czego obawiać. Dontnod, twórcy „Remember Me”, wzięli się za przygodówkę o strukturze podobnej do „The Walking Dead”. I, co dość upiorne, wygląda na to, że zrobili to znacznie lepiej i ciekawiej niż ekipa odpowiedzialna za przygody Lee i Clementine.

Unknown.jpeg


Oczywiście, nie ma co wyrokować, bowiem na rynku jest dopiero pierwszy z pięciu epizodów „Life is Strange”, ale już teraz widać, że Dontnod zrobili całkiem sporo ze schematem przygotówki, polegającej niemal wyłącznie na gadaniu i pozornej nieliniowości. Pozornej dlatego, że jak pamiętamy, pierwszy sezon „The Walking Dead” był emocjonalnym walcem tylko przy pierwszym podejściu. Gdy zachciało nam się zagrać drugi raz, okazywało się, że niezależnie od podjętych decyzji fabuła miała swój ustalony tor i konkretną konkluzję.

Czy tak będzie z „Life is Strange”? Być może to tylko złudzenie, mimo że na początku widzimy tekst, który sugeruje, że nasze akcje będą miały wpływ na to, co dzieje się w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Czy podjęte decyzje doprowadzą do kilku zakończeń czy różnych rozwiązań fabuły? Nie wiadomo. Ale już teraz widać, że Dontnod zastosowało bardzo ciekawy twist w kwestii podejmowania pewnych kluczowych decyzji podczas przechodzenia gry.

10626301_293031857555146_5036151033729480348_o.jpg


Cała rzecz bowiem w tym, że Max, główna bohaterka gry, niespodziewanie zostaje obdarzona mocą manipulowania czasem. Trochę przypomina to fragmenty „Remember Me”. Możemy przewijać daną scenę tak, by np. zmienić podjęte wcześniej decyzje. Cofanie się w czasie jest też o tyle istotne, że często dowiadujemy się pewnych rzeczy i użyjemy ich w rozmowie dopiero wtedy, gdy niejako „wrócimy” do niej za pomocą mocy Max. Mało tego, samo wybieranie pewnych ścieżek fabularnych jest o wiele mocniejszą jazdą na emocjach, gdyż mimo możliwości cofnięcia czasu nigdy nie wiemy, jak dalej potoczy się gra. A przecież musimy się na coś zdecydować. Obejrzenie w locie krótkoterminowych konsekwencji nic nam nie daje. Nie uciekniemy przed pewną formą odpowiedzialności za swoje wybory. Cudowna sprawa.

Paliwa dostarcza tu ogólna atmosfera gry i otoczenie, w którym znajduje się Max. „Life is Strange” jako żywo przypomina seriale dla młodzieży. Akcja dzieje się głównie w Blackwell Academy, gdzie nasza bohaterka, nieco nieśmiały geek, studiuje fotografię. Już na wstępie dostajemy zresztą przepiękną ekspozycję fabularną, gdy Max wychodzi z sali wykładowej, zakłada słuchawki i człapie korytarzem w kierunku łazienki. Głosy z zewnątrz są wyciszone, słyszymy tylko muzykę i monologowanie naszej protagonistki, która opowiada o mijanych przez nią ludziach.

Pierwszy epizod to raptem maksymalnie dwie godziny grania. Zagadki nie sprawią trudności nawet totalnemu amatorowi. Siłą „Life is Strange” jest bowiem nie wysilanie mózgu, by bawić się w logiczne łamigłówki, ale poznawanie ludzi. Produkcja Dontnod to całkiem nieźle napisana gra obyczajowa. Choć leitmotivem pewnie będzie zaginiona Rachel Amber i podróże w czasie rodem z „Donnie Darko” (co nieco sugeruje finał), podobnie jak wspomniany film „Life is Strange” wydaje się przede wszystkim opowieścią o dość bolesnym wejściu w dorosłość. Mamy tu zresztą zestaw stereotypów znany z seriali młodzieżowych: jocks, czyli buraki z drużyn sportowych, cheerleaderkę z problemami, klasową zołzę z bogatej rodziny... Kto pamięta seriale z lat 90., odnajdzie się od razu w „Life is Strange”.

10551738_293031984221800_654402897074524906_o.jpg


W pierwszym epizodzie można dostrzec w zasadzie tylko jeden minus: grafikę. Niestety nie należy ona do najpiękniejszych i choć twórcy sprawnie żonglują barwami i mają estetyczny smak, nie można tego samego powiedzieć o jakości modeli postaci czy terenów. Szkoda, leniwe i melancholijne doświadczanie Arcadii byłoby pełniejsze.

To na razie pierwszy akt tej gry. Poznajemy bohaterów, mamy pierwsze problemy i twórcy głównie podsuwają nam wabiki fabularne. Jakie będzie „Life is Strange” w całości, zobaczymy za jakiś czas.

zobacz też: