GAMESCOM 2015: Graliśmy w "Assassin's Creed Syndicate"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/GAMESCOM+2015%3A+Grali%C5%9Bmy+w+%22Assassin%27s+Creed+Syndicate%22-112850
Mamy taką nową rzecz, mówi managerka stojąca przy konsoli, na której właśnie ogrywam „Assassin's Creed: Syndicate”, wybierz pocisk halucynogenny, dodaje, i zobacz, jak działa. Wybieram, strzelam. Jeden ze strażników dostaje tzw. złego tripa i zaczyna atakować kolegę, a potem pada na ziemię. Zastanawiam się, czy przypadkiem seria nie skręca właśnie w tę stronę.


Syndicate” to kolejna gra w świecie „Assassin's Creed”. Schodzi z taśmy już niedługo. Na Gamescomie mogliśmy zobaczyć i rozegrać nową misję z udziałem Evie, drugiej bohaterki gry. Celem było zabicie pewnej kobiety, z którą nasza Evie stawała w szranki w szukaniu pewnych artefaktów. Niestety, mam złą wiadomość dla każdego, komu nie podeszło „Unity”. „Syndicate” bowiem będzie bardzo, ale to bardzo podobne.

Nie miałem okazji przetestować jazdy powozami a la GTA, mimo że udało mi się znaleźć jeden i kilkoma kopniakami wysadzić woźnicę. Obszar misji był zbyt mały, żeby driftować czterokonnym powozem, więc po desynchronizacji wróciłem grzecznie do zabijania cichcem strażników. Misję mogliśmy rozwiązać – z grubsza – na trzy sposoby. Jako żywo przypomina to tzw. „sposobności” z „Unity”. Możemy zagadać z przyjaznym nam strażnikiem i po wykonaniu małego zadania zdobyć bezpośredni dostęp do naszego celu, ale jeśli mamy możliwość, równie dobrze da się podwędzić klucz innemu strażnikowi, otworzyć drzwi przy dachu, a potem zesłać z góry śmierć na wrogą templariuszkę.


Problem w tym, że gdyby nie krótka przejażdżka powozem, w ogóle nie odczułbym różnicy pomiędzy tą, a poprzednią częścią „Assassin's Creed”. Oczywiście seria operuje czymś więcej aniżeli tylko samą mechaniką, ale są coraz większe powody do niepokoju. „Assassin's Creed” to już seria schodząca z taśmy w regularnych odstępach czasu. Problem jednak w tym, że o ile takie „Call of Duty” osadzone jest mocno w rozgrywce sieciowej niezależnej od kretyńskich historii w trybie single player, „Assassin's Creed” z odsłony na odsłonę staje się coraz bardziej jednorodne nie tylko w zakresie rozgrywki, lecz także i nieco pretekstowych fabuł. 


Nie da się narzekać na to, czego nie ma (czyli historii), można marudzić na to, co jest. A jest znów rzetelnie i sympatycznie, ale wciąż w tej samej koleinie. Evie skacze, biega, czasem pruje ze strzałek, ewentualnie zasadzi komuś kosę pod żebro. Jedyną innowacją, jaką mogłem przetestować w misji była bardzo wygodna linka, podobna do urządzenia z serii „Batman: Arkham”. Tutaj sprawa jest o tyle uproszczona, że potrzebujemy tylko jednego punktu, by wystrzelić linę i np. spuścić się na niej na niczego niespodziewających się strażników, bądź przebyć znacznie większy dystans pomiędzy jakimiś budynkami. Cała jednak rzecz w tym, że nie wszędzie możemy użyć linki, więc czasem budzimy się w środku awantury i wściekłych strażników Królowej.

Cały playtest trwał raptem pół godziny, ale zdążyłem zrobić omawianą wyżej misję na dwa sposoby. Nie jestem zaniepokojony spadkiem poziomu samej serii. Ten utrzymuje się na rzetelnym poziomie od lat. Bardziej martwi to, że twórcom nie bardzo chce się myśleć kreatywnie. Nowe pomysły to po prostu reiteracje rzeczy, które znamy od lat. Okres historyczny oczywiście nęci, ale obawiam się, że może być tak, jak przy „Unity”. To nie główny wątek, a poboczne, np. Markiza de Sade czy Franciszka Vidocq'a ciągnęły tę grę. Obym jednak się mylił.
Udostępnij: