Graliśmy w nowe "Assassin’s Creed". Czy "Syndicate" przywróci dobre imię serii?

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Grali%C5%9Bmy+w+nowe+%22Assassin%E2%80%99s+Creed%22.+Czy+%22Syndicate%22+przywr%C3%B3ci+dobre+imi%C4%99+serii-113640
"Assassin's Creed Syndicate" nie ma w tym roku łatwego zadania. Choć po kolejne odsłony serii co roku sięgają miliony graczy, to nowe "asasyny" nie budzą już takich emocji jak kilka lat temu. Do tego jeszcze swoje trzy grosze dorzuciło zeszłoroczne "Unity" - niedopracowane i pełne błędów. "Syndicate" musi nie tylko odzyskać utracony honor serii, ale i pokazać, że po tylu odsłonach Ubisoft wciąż potrafi czymś zaskoczyć.


Londyn, rok 1868. Do miasta przybywa rodzeństwo Frye'ów – Jacob i Evie. Nie kieruje nimi zemsta, nie są też jakimiś wybrańcami. Po prostu po śmierci ojca postanawiają zrobić coś dobrego dla biednych mieszkańców Londynu – wyzwolić ich z opresji rządzących metropolią templariuszy. Na celownik biorą Crawforda Starricka, człowieka trzymającego w ręce cały Londyn. Aby jednak do niego dotrzeć, muszą uporać się z jego siedmioma poplecznikami kontrolującymi wszystkie filary londyńskiej społeczności. W tym momencie do akcji wkraczamy my i poznajemy największą nowinkę "Syndicate" – dwie grywalne postacie, pomiędzy którymi możemy się przełączać wedle chęci.

 

Jacob już przy pierwszym spotkaniu daje nam do zrozumienia, że nie jest fanem skradania i cichego mordowania. W kontakcie z przeciwnikiem w ruch idą ostrza, pięści, kolana i łokcie. Od poprzednich asasynów różni go też nowa zdolność – ogłuszanie. Pomaga to w sytuacjach, kiedy w grupce przeciwników znajdzie się kilku osiłków. Evie jest za to zupełnym przeciwieństwem swojego brata. Uwielbia się skradać i mordować po cichu. Jeśli sami tego nie zauważymy, to pokaże nam to drzewko rozwoju postaci – Evie już na starcie ma kilka dodatkowych punktów rozwoju przypisanych do skradania. Choć do mnie osobiście przemawia styl walki Jacoba, to miło, że twórcy zdecydowali się dać nam w niektórych misjach wybór. Co ciekawe, to, którą postacią wykonujemy konkretne zadania, wpływa na to, w jaki sposób będziemy musieli podejść do jakiejś misji kilka rozdziałów później. Fajnie rozwiązano też kwestię punktów doświadczenia – zawsze wpada ich tyle samo na konta obu bohaterów.


To nie koniec nowości w "Assassin's Creed Syndicate". Do serii dodano pojazdy w postaci powozów. Nie jest ich na mieście zbyt dużo, bo posiadanie powozu w wiktoriańskim Londynie było jak wożenie się dzisiaj Fordem Mustangiem po Warszawie. Jeśli jednak już jakiś spotkamy, to wzorem "Grand Theft Auto" możemy go po prostu pożyczyć na wieczne nieoddanie. Powozami jeździ się naprawdę przyjemnie, można korzystać z dopalacza, a nawet taranować inne powozy. Każdy powóz ciągnie tytanowy koń, któremu koszenie latarni niestraszne, ale hej – to tylko gra! Sam parkour to za mało, aby przemieszczać się po tak dużym mieście jak Londyn, więc miło, że dodano coś szybszego. To nie koniec, bo wzorem Batmana czy Rico Rodrigueza z "Just Cause" mamy też do dyspozycji grappling hook. Nie ma tu się jednak nad czym rozwodzić – działa on tak samo dobrze jak w innych grach i to w sumie tyle. Dodając nowe sposoby na poruszanie się po Londynie, twórcy nie zapomnieli na szczęście o wspinaczce. Dlatego dopracowali swój (i tak już dobrze działający) system parkouru, dzięki czemu rzadziej niż w poprzednich odsłonach blokujemy się czy trafiamy na elementy budynku, po których nie można się wspinać.

Więcej o zmianach w mechanice i o tym, czemu zdecydowano się je wprowadzić, opowie Wam Francois Pelland, jeden z producentów gry. Nasz wywiad z nim możecie obejrzeć po kliknięciu w poniższe zdjęcie.


Największe wrażenie w nowym "Assassin's Creed" zrobił na mnie sam Londyn. Uwielbiam to miasto, uwielbiam się po nim krzątać bez celu albo usiąść na ławce i wpatrywać się w jedną z wielu atrakcji turystycznych. Kiedy więc dostałem do ręki pada, pierwsze, co zrobiłem, to pobiegłem pod Katedrę św. Pawła i wdrapałem się na sam szczyt. Stamtąd wypatrzyłem Big Bena, następnie ukradłem jeden z przejeżdżających powozów i chwilę potem stałem na czubku najpopularniejszego zegara na świecie. Kiedy tak podziwiałem Londyn z tej perspektywy, przypomniałem sobie, że dzień wcześniej nocowaliśmy w hotelu przy samej stacji Waterloo. Udałem się więc dokładnie w to miejsce, w którym dziś stoi nasz hotel, aby zobaczyć, co było tam ponad sto lat temu. Niesamowita sprawa. Ale o ile, zeszłoroczne "Unity" pozwalało na szaleńcze pościgi przez prywatne mieszkania i na wchodzenie do znanych budynków poza misjami, o tyle w "Syndicate" już tego nie uświadczycie, choć nie wydaje mi się, aby ktokolwiek za tym tęsknił. Twórcy zyskali dzięki tym cięciom trochę mocy obliczeniowej, którą mogli zainwestować w płynniejszą animację. Jeszcze trochę mocy udało się odzyskać dzięki zmniejszeniu liczby mieszkańców na ulicach – niby jest to w porządku z historycznego punktu widzenia, jednak przy pierwszym kontakcie z grą zauważycie, że dużo mniej NPC-ów krząta się po ulicach. Na osłodę mamy za to jeszcze więcej detali budynków, co możecie zobaczyć na poniższych obrazkach – ten po lewej to zdjęcie Pałacu Westministerskiego, a ten po prawej to zrzut ekranu z gry. Robi wrażenie, prawda? Klikając tutaj, możecie zobaczyć więcej takich porównań.

 

Zespół deweloperski miał na zrobienie "Syndicate" dwa i pół roku. Biorąc po uwagę fakt, że dostali już całą technologię po "Unity" i musieli ją tylko doszlifować, to gros czasu poświęcono na jak najwierniejsze odwzorowanie świata, w którym graczom przyjdzie spędzić kilkadziesiąt godzin. I nie mam na myśli tylko wymodelowania ładnych budynków. Studio skrupulatnie odwzorowało realia ówczesnego Londynu. Jeśli uważaliście na lekcjach historii, to na pewno pamiętacie, że tanią i całkiem dobrą siłą roboczą były wtedy… małe dzieci. Nasi bohaterowie będą mieli okazję pomagać bezdomnym dzieciakom w wyzwalaniu ich przyjaciół i rodzeństwa z fabryk, aby w zamian otrzymać cenne informacje o tym, co dzieje się na mieście. Z innej beczki – Londyn już wtedy zamieszkany był przez mieszankę ludzi z całego świata, mówiących przeróżnymi dialektami. Słychać to na każdym kroku i czasami warto się na chwilę zatrzymać, aby po prostu posłuchać rozmawiających ze sobą mieszkańców. Chylę czoła przed Judith Flanders, historyczką i pisarką, której jednym z zadań było przekładanie tekstów napisanych w XXI-wiecznym amerykańskim angielskim na XIX-wieczny brytyjski angielski. Wiktoriański Londyn to jednak nie tylko specyficzny język, ale i bardzo charakterystyczna dla tego okresu muzyka. Skomponowane na potrzeby gry melodie "w klimacie" brzmią świetnie, ale nowe aranżacje napisanych w tamtych latach piosenek to oczko w głowie Lydii Andrews i jej ekipy odpowiedzialnej za warstwę audio gry. Jak zapewniała nas w rozmowie, każda dzielnica Londynu ma swój charakterystyczny klimat, zarówno jeśli chodzi o stylistykę, jak i o przygrywającą w różnych sytuacjach muzykę. Podczas zorganizowanej prezentacji mieliśmy okazję przeprowadzić z obiema paniami wywiady, które możecie obejrzeć poniżej.

 

Kwestią dyskusyjną pozostaje dla mnie oprawa graficzna. Dziennikarze z innych krajów, z którymi miałem okazję spędzić te kilka godzin przy "Syndicate" twierdzili, że gra wygląda lepiej od "Unity", choć moim zdaniem jest minimalnie gorsza wizualnie. Dla odmiany samo miasto jest większe i bardziej szczegółowe, a co najważniejsze – animacja chrupała dużo rzadziej, niż podczas wirtualnej wycieczki po Paryżu. Mogę poświęcić tych kilka pikseli rozdzielczości czy jakość tekstur, jeśli w zamian mam otrzymać płynną rozgrywkę. Wiadomo, że idealnym układem byłoby kombo 1080/60, ale o tym chyba nie mamy co marzyć w tej generacji konsol.


Jaki jest więc "Assassin's Creed Syndicate"? To prawdopodobnie największy i najbardziej dopakowany atrakcjami "asasyn", jaki się ukazał. Fajnie, że porzucono tryb wieloosobowy, w który nikt nie grał, chaotyczną kooperację czy też beznadziejne aplikacje towarzyszące na smartfony. Z jednej strony to bardzo dobra odsłona serii "Assassin's Creed", która na pewno przyciągnie do siebie oddanych fanów i osoby – tak jak ja – zakochane w Londynie. Z drugiej jednak – to wciąż "Assassin's Creed", seria o wspinaniu, skradaniu i maszynie do odtwarzania wspomnień. I choć po raptem czterech godzinach spędzonych przy konsoli trudno wydawać wyroki, to ja za niecały miesiąc na pewno wrzucę płytkę z "Syndicate" do napędu swojej konsoli.
Udostępnij: