Graliśmy w "Mass Effect: Andromeda" na PC

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Grali%C5%9Bmy+w+%22Mass+Effect%3A+Andromeda%22+na+PC-122207
"Mass Effect: Andromeda" na pierwszy rzut oka robi przytłaczające wrażenie – jest bowiem olbrzymia i choć testowaliśmy wersję alpha, mogliśmy zobaczyć sporo ciekawostek.


Na temat szczegółów fabuły wiem niestety niewiele. Rozegrałem bowiem misję, która umiejscowiona jest zaraz po prologu, oraz etap w "otwartym" świecie znajdujący się w znacznie późniejszym stadium gry. Skok do późniejszej partii "Andromedy" miał swoje dobre strony –mogłem na przykład zobaczyć, jak wygląda już rozwinięta drużyna, chociaż w tej kwestii nie było zaskoczeń – bohaterowie mieli po prostu dobrze dopakowane karabiny, a w drzewkach umiejętności można było znaleźć klasyczną już biotyczną szarżę. Minusem takiego rozstrzelenia było oczywiście wybicie z fabuły. Zawiodło mnie też to, że w późniejszej części gry zamiast poznawać nowe elementy świata, częściej napotykałem bliskie i znane mi już rasy. Owszem, pojawiły się jedna czy dwie nowe nacje (w tym wrogowie), różnokolorowe i odmienne planety, ale wszystko to miało znajomy posmak świata krogan, ludzi i asari.


Skoro jesteśmy przy rasach, warto napisać kilka słów o drużynie. Podczas testu mogłem pozwiedzać flagowy statek, którym przyjdzie graczom poruszać po kosmosie czyli Tempest. W nim możemy złazić cały pokład i rozmawiać z wszystkimi postaciami pobocznymi. Opcji romansowych doczekamy się raczej w pełnej wersji, ale i teraz można było złapać misję czy dwie, które były związane wyłącznie z naszymi pomagierami. Wśród tych jest i śmiertelnie poważna turianka, i luzacki, czarnoskóry Liam, i – jak twierdzą fani oraz zwolennicy teorii spiskowych – córka Człowieka Iluzji z dawnej trylogii. Mam nadzieję, że nasi towarzysze rozwijają jakoś skrzydła w pełnej wersji gry.

Planety, które zwiedziłem (wybierałem je losowo), są duże i przemierzanie ich na piechotę mija się z celem. Tu przydaje się Nomad, nowa inkarnacja kultowego pojazdu Mako. Jest równie zwrotny, by nie rzec – skoczny, co poprzednik. Nomad ma jednak dwa tryby jazdy. W terenowym sprawnie porusza się po nawet najtrudniejszym terenie. Gdy zaś wyjedziemy na jakąś równinę, lepiej przełączyć się w klasyczny tryb jazdy, który pozwoli rozwinąć znacznie większą prędkość. W pojeździe mamy także system podtrzymywania życia, który wspomoże nas na mniej gościnnych planetach. 


Od czasu do czasu nawiążemy walkę z jakimiś wrogami – czy to nowi antagonistami, czy po prostu gwiezdnymi piratami. Potyczki to swego rodzaju miks walki rodem z trzeciego "Mass Effecta" oraz "Dragon Age: Inkwizycji". Raz na jakiś czas możemy użyć naszych mocy, a pomiędzy bardziej spektakularnymi momentami prujemy z karabinów ile się da. Oręż jest zresztą bardzo różnorodny. Na pokładzie Tempesta przy specjalnym stanowisku możemy ulepszać i cyzelować rozliczne bronie – możliwości modyfikowania narzędzi argumentu ostatecznego jest naprawdę dużo i można się w tym pogubić. Broń i inne rzeczy wynajdujemy oczywiście dzięki działowi badań i rozwoju oraz zbieraniu na planetach różnorakich surowców.

Problemem w stronie wizualnej są twarze postaci. Nie chodzi nawet o ich animację, ale o estetyczny szlif, który sprawia, że nasi (zwłaszcza ludzcy) bohaterowie wyglądają, jakby się urwali z jakiegoś dodatku "The Sims 4". Twórcy zapewniają, że ciężko pracują nad zmianą twarzy, ale jakiego liftingu dokonają, dowiemy się zapewne dopiero podczas premiery gry.


"Mass Effect: Andromeda" trafi na sklepowe półki już niedługo. Czy gra spełni oczekiwania wybrednych fanów, tego nie wiadomo. Ale na pewno szykuje się całkiem spory, także w zakresie samego rozmiaru miejsc do odwiedzenia, cRPG od Bioware. Oby twórcy poprawili twarze, animacje i kilka pomniejszych błędów, a będzie całkiem dobrze.
Udostępnij: