Recenzja filmu Ted (2012)
Seth MacFarlane

Dorosłość jest przereklamowana

Zaprawdę powiadam Wam, od czasów Barei nie  było w kinach zabawniejszego misia.
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Ted (2012)
Proszę Państwa, oto miś. Miś był bardzo niegrzeczny dziś. Ma kaca-giganta, wypalił torbę zielska, a na zapleczu sklepu z pomocą pietruszki zaliczył seksowną koleżankę z pracy. Niech Was nie zwiodą jego niewinna minka i słodkie pluszowe futerko. Miś z komedii Setha MacFarlane'a to zwierzak, jakich mało. Nie chcielibyście, żeby córka przyprowadziła go do domu na kolację. Nie powierzylibyście mu opieki nad mieszkaniem. Jeśli jednak nie planujecie w najbliższym czasie dorosnąć i poszukujecie najlepszego kumpla, Ted to wymarzony kandydat na to stanowisko.

MacFarlane, któremu sławę i chwałę przyniosły telewizyjne kreskówki, w Hollywoodzie zadebiutował filmem dla dużych chłopców. To oni zrozumieją najlepiej dylematy, z jakimi musi się zmierzyć grany przez Marka Wahlberga bohater. Dobrze płatne, odpowiedzialne stanowisko czy  robota bez stresów i perspektyw? Szalone melanże do rana w towarzystwie podfruwajek i dilerów wszelakich używek czy sztywne jak wykrochmalony kołnierzyk firmowe imprezy? Relaks z kumplem przy gierkach i browarku, a może wieczór z dziewczyną na kanapie połączony z oglądaniem "Dziennika Bridget Jones"? John długo zwlekał z odpowiedzią na te pytania. Zegar tyka jednak nieubłaganie, wymówki się kończą, a wyrozumiała do tej pory ukochana (Mila Kunis) zaczyna tracić cierpliwość. Transfer z młodzieżowych adidasów do "poważnych" pantofli poszedłby pewnie zacznie sprawniej, gdyby nie Ted – ożywiony przez Johna w dzieciństwie przyjaciel, a zarazem symbol frajdy płynącej z niedojrzałości.

Amerykańskie komedie przyzwyczaiły nas do tego, że w finale bohater porzuca wreszcie gówniarski tryb życia, by zmierzyć się z rzeczywistością z podniesionym, a zarazem naznaczonym pierwszymi zmarszczkami czołem. MacFarlane – w przeciwieństwie np. do Judda Apatowa czy Todda Philiipsa – nie wydaje się już taki zasadniczy. Pokazuje, że dorosłość jest przereklamowana – monotonna, pozbawiona fantazji i uroku. W związku z tym wypada od czasu do czasu dać w palnik albo wbić się na scenę podczas koncertu Norah Jones. Jak wynika z filmu,  autorka "Come Away With Me" to rozrywkowa pannica.

Publiczność powinna bawić się równie dobrze co John i Ted. Za każdym razem, gdy w kadrze pojawia się pluszowy libertyn, ekranowy humor pieni się jak przelane do kufla piwo. Jeśli przytulanka ma akurat wolne, o podtrzymanie dobrego nastroju dbają obleśny Giovanni Ribisi oraz znany  ze "Sposobu użycia" mistrz drugiego planu, Patrick Warburton. Stężeniem gagów, dykteryjek i mistrzowskich one-linerów na centymetr taśmy filmowej "Ted" dorównuje najlepszym odcinkom "Głowy rodziny", sztandarowego dzieła MacFarlane'a. Termin "poprawność polityczna" zniknął ze słownika reżysera lata temu. Ofiarą nieprzyzwoitych żartów padają tu wszyscy: czarni, biali, żółci, Żydzi, grubi, chudzi, geje, chrześcijanie, osoby niepełnosprawne... Uff!  Do tego trzeba doliczyć milion mniej lub bardziej czytelnych jajcarskich odniesień do popkultury, których rozszyfrowanie zajmie znawcom tematu kilka najbliższych tygodni. Zaprawdę powiadam Wam, od czasów Barei nie  było w kinach zabawniejszego misia.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 73% uznało tę recenzję za pomocną (309 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię