Recenzja filmu Czarne słońce (2007)
Krzysztof Zanussi

Masakra taśmą filmową

"Czarne słońce" ma jedynie wartość edukacyjną. Uczy pokory, udowadniając, że zrobienie nawet wielu znakomitych filmów nie chroni przed realizacją gniotów.
Filmweb sp. z o.o.
Zastanawiam się, czym też Krzysztof Zanussi podpadł dystrybutorowi, że ten zdecydował się wprowadzić do kin "Czarne słońce". I dla reżysera, i dla widzów byłoby lepiej, gdyby kopia została zagrzebana w archiwach i nigdy nie ujrzała światła dziennego. Truchło wypieczone w słońcu Italii ma w sobie więcej wdzięku niż to coś, czego nie śmiem nawet nazwać "filmem".

W założeniu "Czarne słońce" ma opowiadać o naturze świata, zadawać pytania na temat zła, przypadku i Boga. Oto młoda zakochana para rozkoszuje się sobą i pięknym porankiem. Naprzeciwko mieszka zniszczony przez życie i nałóg nieszczęśnik, którego zaboli ich szczęście. Wystrzeli więc kulę, która zabije przystojnego chłopaka. Jego ukochana o śmierci dowie się dużo później. Wtedy to zacznie szukać odpowiedzi, jednocześnie starając się poradzić sobie z szokiem wywołanym tragedią.

Pomysł fabularny mógł się jeszcze obronić, jednak nie w formie, którą wybrał Zanussi. Na ekranie nie widać ani jednej żywej osoby. Są jedynie aktorzy deklamujący nabrzmiałe od patosu monologi. Na deskach teatru mogłyby jeszcze znaleźć jakieś uzasadnienie ("Czarne słońce" było pierwotnie sztuką), w kinie brzmią jednak fałszywie, ośmieszając reżysera, scenarzystów i samych aktorów.

Jakby tego było mało, twórcy zdecydowali się wszystko nasycić symboliką. Problem w tym, że sprowadza się ona do zrobienia zdjęć pięknym włoskim plenerom i wnętrzom kościołów. Wszystko to zaś na ekranie pokazane jest w niemrawym tempie, żebyśmy nie przegapili faktu, że obraz ma zachęcać do kontemplacji. Nie tak jednak kino powinno prowokować do zadumy. Największe filmowe arcydzieła są zawsze fantastycznymi, pochłaniającymi opowieściami posiadającymi wyrazistych bohaterów. Pytania, jakie rodzą się w głowie widzów, są jedynie efektem ubocznym. Zanussi myślał najwyraźniej, że może pominąć fabułę i przejść bezpośrednio do reakcji widzów. Na szczęście tak nie działa X Muza.

"Czarne słońce" ma jedynie wartość edukacyjną. Uczy pokory, udowadniając, że zrobienie nawet wielu znakomitych filmów nie chroni przed realizacją gniotów.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 83% uznało tę recenzję za pomocną (35 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 1/10 nieporozumienie