Recenzja filmu Poznasz przystojnego bruneta (2010)
Woody Allen

Stary człowiek i Londyn

Film toczy się niespiesznie. Allen spokojnie rozwija wątki i splata ze sobą losy poszczególnych bohaterów, a potem równie delikatnie ich od siebie odsuwa.
Filmweb sp. z o.o.
Już na początku odzywa się narrator. Spokojnym głosem człowieka, który sporo wie i jeszcze więcej widział, wygłasza sentencję, cytuje Szekspira: "Życie jest wrzaskliwą opowieścią, a na końcu nic nie znaczącą". Kto mógłby zacząć tak film? Oczywiście Allen, a w szczególności – późny Allen. W jego dawnych filmach tego typu fraza pojawiłaby się pewnie gdzieś w środku, a nie na początku, pewnie nastąpiłaby po niej zabawna pointa, pewnie jej autorem byłby któryś z żydowskich i nowojorskich neurasteników granych przez samego reżysera. Dzisiejszy Allen, a szczególnie ten europejski, kręcący kolejno w Londynie, Barcelonie, Paryżu już nie żartuje – nie żartuje, bo nie musi; nie żartuje, bo może już nie potrafi.

Starzy mistrzowie i ich późna twórczość – temat rzeka. Zazwyczaj nie spełnia ona naszych oczekiwań, wydaje się albo zbyt łzawa, albo zbyt pompatyczna, albo zbyt przewidywalna. Żądamy wręcz od naszych ulubieńców, by zmieniali się, ale tylko po naszej myśli: by kwestionowali to, co przez lata wypracowali; by otwierali się na nowe; by stawali się coraz bardziej zabawni; by nie przynudzali o śmierci i o tym, że koniec jest bliski. Podskórnie pewnie w ogóle chcemy, by dali sobie już spokój, by nie zakłócali naszych opinii o nich samych. Chcemy, by zeszli ze sceny niepokonani. Tylko, dlaczego wiekowi filmowcy, tak jak i wiekowi rockmani mają nas w ogóle słuchać – czy na starość nie mogą już, na przykład, tworzyć wyłącznie dla siebie. Allen mówi o swoich filmach: " To próba odwrócenia uwagi i stawianie sobie wyzwań, które odciągną mój umysł od makabrycznych myśli". Pozwólmy mu na to.

Trudno chyba jednak  odwracać myśli, gdy kręci się właśnie o makabrze świata zaludnionego przez małych, czasami podłych, czasami tylko głupich, a w najlepszym przypadku naiwnych ludzi, którzy codziennie muszą się mierzyć z innymi, a może przede wszystkim z działaniem ślepego losu. W najnowszej londyńskiej historii Allena jest nie inaczej. Obserwujemy czworo bohaterów, dwa małżeństwa: to z większym stażem już się rozpadło, to z mniejszym jest na najlepszej drodze ku temu. Mimo że zajmują się na pozór ekscytującymi rzeczami: handlem dziełami sztuki, pisaniem powieści, romansowaniem z prostytutką, spirytyzmem, są bardzo zwyczajni i bardzo zwyczajne popełniają błędy. To jeszcze nie kino Mike’a Leigha, ale blisko.  

Allen patrzy na ich niedoskonałość charakteru, pasywną postawę i desperackie próby wyrwania się z życiowego impasu jakby życzliwiej, niż nas do tego ostatnio przyzwyczaił, i może właśnie dlatego "Poznasz przystojnego bruneta" jest najlepszym filmem autora "Wnętrz" od dłuższego czasu. Nie znajdziemy w nim wynoszenia się ponad ziemską kotłowaninę ani nachalnego wpychania postaci w ramiona kolejnych tez: o absurdzie życia, rządzącym wszystkim przypadku, egoizmie jako podstawowej kategorii definiującej człowieka. Allen wreszcie odpuścił sobie kręcenie własnej wersji "Zbrodni i kary" czy czegoś podobnego, tym razem postanowił, że wystarczą mu tacy bohaterowie, jakich sam napisał.

Film toczy się niespiesznie. Allen spokojnie rozwija wątki i splata ze sobą losy poszczególnych bohaterów, a potem równie delikatnie ich od siebie odsuwa. Żadna piłka nie tańczy tu na tenisowej taśmie, żaden pistolet nie wypala, nie zjawia się nagle nawet ubrany w czerń kostuch. Rekwizyty rodem z teatrzyku do niczego nie są potrzebne. Hollywoodzkie gwiazdy: Naomi Watts, Josh Brolin, Antonio Banderas, Anthony Hopkins zwyczajnie sobie bez nich radzą – świetnie wkomponowują się w ten spektakl bez spektaklu, tak bardzo niehollywoodzki. Grają oszczędnie, wystrzegają się szarży. Naprawdę, "Poznasz przystojnego bruneta" spokojnie mógłby nosić tytuł "Sekrety i kłamstwa". To, że nie oglądamy jednak filmu Leigha, przypomina odzywający się sporadycznie narrator, który w pewnym momencie rzuca od niechcenia: "czasami urojenia działają skuteczniej niż leki". Właśnie tym jest film Allena, jest także dokładnie o tym.

Jakub Socha
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (134 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)