Recenzja filmu Pełzająca śmierć (2019)
Alexandre Aja

W szczękach aligatora

Alexandre Aja po mistrzowsku rozgrywa napięcie, nawet na chwilę nie pozwalając widzowi złapać oddechu. Odkąd wraz z bohaterami trafiamy do piwnicy, jesteśmy z nimi uwięzieni, niemal fizycznie ...
Filmweb sp. z o.o.
Choć historie z gatunku animal attack są doskonałym materiałem na wakacyjny blockbuster, filmowcom rzadko udaje się zrobić z nich porywające widowisko. Do tej pory sztuki tej dokonał właściwie tylko Steven Spielberg, którego legendarne "Szczękinie tylko dały początek nowemu nurtowi w horrorze, ale też na lata wyznaczyły niedościgniony ideał. Kolejne próby powtórzenia ich oszałamiającego sukcesu (zarówno kasowego, jak i artystycznego) w najlepszym razie kończyły się nieudolnym naśladownictwem, w najgorszym zaś biły po oczach kiczowatymi atrapami krwiożerczych bestii i coraz bardziej śmieszyły absurdalnymi rozwiązaniami fabularnymi. Po tym jak w 2013 roku ciesząca się złą sławą wytwórnia The Asylum wypuściła pierwszą część serii "Rekinado", wydawało się, że morskie potwory (lub bagienne drapieżniki) już zawsze będą bawić grupkę koneserów kina klasy D, rozszarpując hojnie obdarzone przez naturę modelki. Trudno zatem dziwić się sceptykom prorokującym, że najnowsze dzieło Alexandre'a Aji, twórcy pamiętnej "Piranii 3D", ma szansę zostać nowym najgorszym filmem świata.

photo.title

Przewidywania te na szczęście okazały się dalekie od prawdy. Jeśli liczyliście, że seans "Pełzającej śmierci" upłynie Wam na chrupaniu popcornu i beztroskich żartach z niesionych przez huragan aligatorów, wpadających do domów, by pożerać ukrywających się przed żywiołem ludzi, czeka Was rozczarowanie. Reżyser, wziąwszy sobie do serca słowa Alfreda Hitchcocka, zaczyna bowiem od trzęsienia ziemi, by następnie jeszcze bardziej podkręcać napięcie. Piętrzy przed bohaterami kolejne trudności, zamykając ich w pułapce bez wyjścia. Szalejąca na zewnątrz ulewa, błyskawicznie zatapiająca piwnicę starego domu, w której zaniepokojona brakiem kontaktu Hailey (Kaya Scodelario) odnajduje nieprzytomnego ojca, to w gruncie rzeczy najmniejszy problem pary protagonistów. Pozbawieni broni i odcięci od kontaktu ze światem muszą zmierzyć się z przyczajonym w ciemnościach potworem. Kierowany atawistycznym popędem gad, wyposażony w nie mniej imponujące szczęki niż atakujący Amity Island rekin, musi właściwie tylko poczekać, aż jego ofiary utopią się lub, desperacko próbując wyrwać się na zewnątrz, wpadną prosto w jego paszczę. 

photo.title

Alexandre Aja po mistrzowsku rozgrywa napięcie, nawet na chwilę nie pozwalając widzowi złapać oddechu. Odkąd wraz z bohaterami trafiamy do piwnicy, jesteśmy z nimi uwięzieni, niemal fizycznie odczuwając narastającą panikę i kurczące się zapasy tlenu. Choć w obliczu powoli, acz nieubłaganie pełznącej ku niej śmierci Hailey czuje, że być może ma przed sobą ostatnią szansę, aby rozliczyć się z przeszłością i wyjaśnić nieporozumienia, jakie podzieliły ją z ojcem, dziewczyna nie ucieka we wspomnienia. Sytuacja rodzinna zostaje nakreślona za pomocą dialogów, nie ma tu ani łzawych retrospekcji, ani patetycznych wyznań. Co więcej, nawet kiedy reżyser nagina prawa fizyki na rzecz widowiskowości, udaje mu się nie przegiąć. Nadludzką siłę, jaką dysponuje protagonistka, można zresztą wytłumaczyć działającą adrenaliną. Z pewnością wśród widzów znajdą się domorośli herpetolodzy, którzy będą się doszukiwać braku realizmu w przedstawieniu zwyczajów aligatorów, nie wydaje się jednak, aby był to rzeczywisty problem filmu Aji. Mimo że "Pełzająca śmierć" nie może się poszczycić tak finezyjnym scenariuszem jak przywołanie już dzieło Stevena Spielberga, jest to najlepszy animal attack od czasu "Szczęk", który świetnie sprawdzi się jako wakacyjna rozrywka. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 70% uznało tę recenzję za pomocną (20 głosów).
Ewelina Leszczyńska
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię