Recenzja filmu

Absolwent (1967)
Mike Nichols
Anne Bancroft
Dustin Hoffman

Dylematy młodego Braddocka

Choć fabuła może na pierwszy rzut oka wydawać się sztampowa, "Absolwent", w reżyserii Mike'a Nicholsa, nie bez powodu zaliczany jest do klasyki kinematografii. Wiele czynników determinuje jego ...
Nieśmiały absolwent college'u, rozdarty między romansem z dużo starszą od siebie sąsiadką a silnym uczuciem do jej córki musi podjąć trudną decyzję. Brzmi jak logline co najmniej przeciętnej komedii? Nic bardziej mylnego. Choć fabuła może na pierwszy rzut oka wydawać się sztampowa, "Absolwent", w reżyserii Mike'a Nicholsa, nie bez powodu zaliczany jest do klasyki kinematografii. Wiele czynników determinuje jego wyjątkowość i ponadczasowy wydźwięk.

Główny bohater, Benjamin Braddock, to dwudziestolatek o odrobinę upośledzonych umiejętnościach społecznych. Pomimo sukcesów odniesionych na studiach i zdobytego stypendium, nie chce kontynuować nauki. Mierzy się z tym samym problemem, z którym niejeden młody Polak mierzy się dzisiaj – nie czuje się gotowy do podejmowania decyzji, które będą miały wpływ na całe jego przyszłe życie. Bo czy to w ogóle możliwe? A co jeśli okaże się ona zła? Będzie trzeba pokutować za nią kilkadziesiąt lat? Taki wybór na skali wartości klasyfikuje się bardziej jako wyrok niż perspektywa. Przytłoczony ciężarem odpowiedzialności Benjamin, odwleka wszelkie postanowienia w czasie, a naciskany przez rodziców i ich wysoko postawionych przyjaciół jeszcze bardziej zamyka się w sobie, powtarzając tylko "Niepokoję się tym wszystkim." Niepokój ten niewątpliwie boleśnie wkrada się także w serce każdego młodego widza, generując od samego początku narastającą sympatię do ekscentrycznego bohatera.

Na odmienność Benjamina ma wpływ przede wszystkim toksyczna atmosfera panująca w domu. Jego rodzice w pierwszym dialogu z synem przedstawieni są bez ukazania twarzy, co do pewnego stopnia odbiera im pierwiastek człowieczeństwa. Gdy reżyser odsłania ich twarze, okazują się one być przeciętne, idealnie wpasowują się w stereotypową ramkę bogatych Amerykanów – wspólnika w dużej firmie i jego eleganckiej żony, zamieszkujących dzielnicę willową i pędzących swój wolny czas na pełnych konwenansów spotkaniach z podobnymi sobie znajomymi lub nad brzegiem ogrodowego basenu. Ojciec, chcąc wychować syna na podobnego sobie, wywiera na niego szczególną presję, nie tylko w sferze nauki i kariery zawodowej lecz także związków.

Benjamin długo opiera się wpływom ojca. Uwiedziony przez panią Robinson, rzuca się w toń doznań erotycznych, w zakresie których nie miał wcześniej doświadczeń. Czas swój dzieli między nocne schadzki z sąsiadką a wylegiwanie się na słońcu. Co ciekawe, dokładnie przemyślane ujęcia i dynamiczny lecz płynny montaż nadają całej sytuacji charakter oniryczny.

W rzeczywistości jednak, życiu absolwenta jest tak daleko do snu, jak pani Robinson do jej córki. Dwie kobiety reprezentują dwie różne hierarchie wartości. Matka, której uczucia są płytkie jak cała jej egzystencja, skupione wokół doznań zmysłowych, motywowane materialistyczno-hedonistycznymi pobudkami, reprezentuje życie wygodne lecz jałowe pod względem relacji międzyludzkich. Eleaine, rówieśniczka Benjamina symbolizuje życie oparte na wzajemnym zaufaniu, troskę i dążenie do szczęścia niezależnego od czynników zewnętrznych.

Benjamin stoi na rozstaju dróg. Wie, że pierwsza jest prosta i przyjemna, druga zaś kręta, pod górkę, pełna wystających korzeni, czy też przysłowiowych kłód rzucanych pod nogi. Tylko podejmując właściwy wybór, będzie w stanie wyjść z lepkich objęć wygodnictwa i z chłopca stać się mężczyzną.

Wyjątkowy klimat "Absolwenta" oparty został o muzykę duetu Simon&Garfunkel i barwne kreacje głównych bohaterów. Anne Bancroft świetnie sprawdza się zarówno jako elegancka uwodzicielka jak i porzucona kochanka, a pierwszorzędna gra aktorska Dustina Hoffmana stanowi swoiste preludium do jego późniejszej roli autystycznego Raymonda Babbita w "Rain Manie".

Mimo ewidentnych zalet nie można oprzeć się wrażeniu, że pewne elementy filmu są przerysowane lub wręcz trącą kiczem. Zapewne zobowiązuje do tego współczesna definicja komedii. Mike Nichols wspiął się na wyżyny sztuki reżyserskiej, z jednej strony tworząc przyjazną widzowi, lekką satyrę, z drugiej - zabarwiony nutą nostalgii film psychologiczny. "Absolwent" nie klasyfikuje się może do kategorii kina najwyższych lotów, jednak skrywa pewne uniwersalne przesłania i trafia do szerokiego grona odbiorców, co czyni go ważnym elementem amerykańskiej kinematografii.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
87% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (23 głosy).
Udostępnij:
Spośród plejady największych reżyserów Holywood, zmarły w 2014 roku Mike Nichols jawi się jako nazwisko dość zapomniane. O nim i jego wybitnych dziełach pamięta ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 97%
"Absolwent" to bez wątpienia jeden z klasyków kina. Film, który ogląda się z prawdziwą przyjemnością, który dostarcza świetnej rozrywki z najwyższej półki. To, co Mike ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 82%