Recenzja filmu

Bliscy (2020)
Grzegorz Jaroszuk
Olaf Lubaszenko
Adam Bobik

Bliscy nieznajomi

W "Bliskich" Grzegorza Jaroszuka daje o sobie znać absurdalne poczucie humoru reżysera, widoczne już w jego pełnometrażowym debiucie sprzed kilku lat – "Kebabie i horoskopie". Podobnie jak w ...
Śluby i pogrzeby – to na nich najczęściej widują się członkowie rodziny. "Pomyślałem, że musiało się coś stać, skoro dzwonisz" – mówi syn zaskoczony telefonem od dawno niewidzianego ojca, by nazajutrz pod domem rodzinnym niespodziewanie natknąć się na siostrę. Zabraknie tu jednak wylewnych powitań i gradu pytań. Krewni spotykają się bowiem tylko z jednego powodu: zaginięcia żony i matki.

Podejmowane przez nich próby odnalezienia kobiety są początkowo nieporadne i nieskoordynowane. Piotr (Adam Bobik) zaciska w dłoni magiczne kamienie i prosi, aby kolejny dzień przyniósł coś nowego, Marta (Izabela Gwizdak) wciąż przypomina o konieczności nakreślenia planu działania, ale sama nie potrafi go stworzyć, ojciec (Olaf Lubaszenko) natomiast wyraźnie żałuje sprowadzenia dzieci i subtelnie, acz uporczywie namawia je do wyjazdu. Wspólny cel nie od razu staje się remedium na problemy z komunikacją. Prywatne śledztwo w sprawie zniknięcia matki daje im możliwość bliższego poznania jej, odkrycia nieznanych wcześniej cech i skonfrontowania się z wizerunkiem, jaki miała w oczach innych.

W "Bliskich" Grzegorza Jaroszuka daje o sobie znać absurdalne poczucie humoru reżysera, widoczne już w jego pełnometrażowym debiucie sprzed kilku lat – "Kebabie i horoskopie". Podobnie jak w fabule skupiającej się wokół sklepu z dywanami, tak i w kontakcie z najnowszym dziełem twórcy, uśmiech raptownie ustępuje grymasowi goryczy. Choć typowo komediowa ścieżka dźwiękowa autorstwa czeskiego kompozytora Petra Ostrouchova ("Czerwony pająk") dodaje opowieści lekkości, "Bliscy" to przede wszystkim zapis rozpadu więzi międzyludzkich, gorzki portret zatomizowanej rodziny, obraz stagnacji, frustracji i apatii trawiących jej członków.

Nie będzie wielkich przełomów, intensywnych emocji, poważnych konfrontacji. Siła filmu Jaroszuka tkwi w jego kameralnym i wsobnym charakterze, wyciszonym tonie, powolnej eksploracji świata, zamykającego się w szarym blokowisku i jego okolicy, ujętych w wyblakłych kadrach Roberta Lisa i Magnusa Borge'a. "Bliscy" mogą odrzucać także ze względu na niezręcznych, powściągliwych i ostrożnych w szafowaniu sprawczym potencjałem bohaterów. Marta, Piotr i ich ojciec posługują się w dodatku drętwym i zachowawczym – zupełnie jak oni sami – językiem. Sztuczność dialogu pióra Jaroszuka świetnie koresponduje jednak z wykreowanymi przez niego postaciami, trzymającymi się utartych sformułowań i bezpiecznych intonacji jak ostatniej deski ratunku, która pozwala im przetrwać w skomplikowanej i chaotycznej rzeczywistości.

"Musimy coś z tym zrobić, bo inaczej wszystko stanie się nienormalne" – mówi Piotr, dla którego odnalezienie matki staje się synonimem utrzymania status quo, powrotu do uwierającej, ale jednak własnej strefy (dys)komfortu. Z czasem jednak staje się jasne, że po kilku wieczorach spędzonych wspólnie przy okrągłym stole, niegdyś symbolu rodzinnego ciepła i szczęścia, żaden z bohaterów nie będzie mógł przejść nad owym doświadczeniem do porządku dziennego.
1 10
Moja ocena:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
67% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Udostępnij: