Dobra adaptacja znakomitej książki

Trylogia "Millennium" autorstwa przedwcześnie zmarłego szwedzkiego dziennikarza Stiega Larssona stała się międzynarodowym fenomenem. Wszystkie trzy książki to misternie skonstruowane kryminały, ...
Trylogia "Millennium" autorstwa przedwcześnie zmarłego szwedzkiego dziennikarza Stiega Larssona stała się międzynarodowym fenomenem. Wszystkie trzy książki to misternie skonstruowane kryminały, napisane jednocześnie lekkim językiem, pełne wyrazistych postaci, porywającej akcji i frapującego realizmu, dzięki czemu sprzedały się w dziesiątkach milionów egzemplarzy i opanowały listy bestsellerów. Larsson nie doczekał spektakularnego sukcesu swojego dzieła, czytelnikom pozostaje jedynie żałować, że nie napisze już więcej żadnej książki. Jego barwne życie mogłoby spokojnie stać się kanwą fabularnego filmu i być może doczekamy się takowej biografii kontrowersyjnego autora, tymczasem skupmy się na ekranizacji pierwszej części sagi "Millennium", najlepszego szwedzkiego filmu 2010 roku, "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet".

Mikael Blomkvist, znany sztokholmski dziennikarz, zostaje skazany w procesie o zniesławienie prominentnego biznesmena. W oczekiwaniu na wykonanie wyroku - jako że nie może wykonywać swojego zawodu - przyjmuje od właściciela dużego koncernu przemysłowego, Henrika Vangera, zlecenie zbadania tajemniczej sprawy sprzed lat. Chodzi o wyjaśnienie zagadki zaginięcia bratanicy Vangera, Harriet. Staruszek przez lata próbował rozwiązać tajemnicę, niewiele jednak osiągnął, a jakby tego było mało, ktoś prześladuje go, nie dając mu zapomnieć o tragedii. Blomkvist, początkowo z niechęcią odnoszący się do zadania, stopniowo odkrywa sekrety klanu Vangerów. Gdy natrafia na przeszkodę, z którą nie może sobie poradzić, dostaje do pomocy Lisbeth Salander, osobliwą, ale piekielnie skuteczną hakerkę.

Do filmowej adaptacji książki, która wciągnęła mnie bez reszty i głęboko utkwiła w pamięci, podchodziłem ze sporą rezerwą. Niepotrzebnie, okazało się bowiem, że obraz Nielsa Ardena Opleva to kawałek solidnego kina kryminalnego. Duński reżyser prowadzi akcję niespiesznie i umiejętnie buduje napięcie. Od początku do końca jest mrocznie, chłodno, surowo - jednym słowem klimatycznie. Oplev nieźle poradził sobie z przeniesieniem na ekran specyficznej aury, którą przesiąknięte są strony książki Larssona. Szwecja w "Millennium" Opleva jest bezduszna, brutalna, bezwzględna, a to odczucie potęgują zwłaszcza okrutne sceny przemocy wobec kobiet. O książce Larssona recenzenci pisali, że to, oprócz znakomitego kryminału, powieść społecznie zaangażowana, bezlitośnie ukazująca prawdę o zakulisowych, zezwierzęciałych poczynaniach szwedzkich mężczyzn, także - a może zwłaszcza - tych ze szczytu piramidy społeczeństwa. Obraz Opleva jest również głosem w dyskusji, choć to zdecydowanie bardziej po prostu dobry film niż prowokujący dyskursy manifest, jakim niewątpliwie jest twórczość Stiega Larssona.

Przygotowując scenariusz, autorzy stanęli przed niełatwym zadaniem skondensowania ponad sześciuset stron w ramy dwuipółgodzinnego filmu. Cięcia były niezbędne, jednak Nikolaj Arcel i Rasmus Heisterberg poradzili sobie całkiem sprawnie. Skupili się głównie na śledztwie Blomkvista i Salander, pomijając wiele wątków pobocznych, w tym marginalizując rolę m.in. całej redakcji pisma "Millennium", co może nie przypaść do gustu sympatykom powieści Larssona. Niemniej fabuła jest zgrabna i logiczna, a najmocniejszą jej stroną są świetne dialogi, żywcem wyjęte z książkowych "Mężczyzn...".

Jednym z walorów powieści, jeśli nie jej głównym atutem, są doskonale zarysowani, pełnokrwiści bohaterowie. W filmie prym wiodą postaci Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander odgrywane przez gwiazdy szwedzkiego kina, Michaela Nyqvista i Noomi Rapace, którzy poradzili sobie znakomicie. Blomkvist w wykonaniu Nyqvista to facet, z którym chętnie wypiłoby się piwo i pogadało o polityce, a do tego wytrwały, sumienny i doświadczony dziennikarz. Jeszcze lepiej wypada natomiast Rapace w roli Salander. Jej Lisbeth jest dokładnym odzwierciedleniem książkowego, kultowego już pierwowzoru - to zamknięta w sobie buntowniczka i wojowniczka o jasno zdefiniowanych poglądach, ponadto doskonała hakerka o przenikliwym umyśle, zadziorna, niezależna i odważnie wytatuowana, o chłopięcym wyglądzie, jednocześnie niepozbawiona swoistego wdzięku. Rapace wcieliła się w postać Salander z dużym zaangażowaniem, dzięki czemu zdobyła kilka wygranych i nominacji do prestiżowych nagród aktorskich. Wypada także wspomnieć o kilku dobrych rolach drugoplanowych, zwłaszcza Petera Anderssona w roli sadystycznego prawnego opiekuna Lisbeth Bjurmana, Svena-Bertila Taube jako Henrika Vangera oraz świetnego Petera Habera, odgrywającego postać Martina Vangera.

To co mi się nie spodobało i co uważam za słaby punkt obrazu Opleva, to że pozbawił on Lisbeth tajemniczości, w kilku scenach dość obcesowo odsłaniając arkana jej bolesnej przeszłości. Zabieg ten miał zapewne dopełnić jasności i wyklarować historię dla tych, którzy z powieścią Larssona wcześniej się nie zetknęli, dla mnie pozostaje jednak pewną niedoskonałością. Niejasna jest też według mnie początkowa fascynacja Salander Blomkvistem. Również relacja, jaka nawiązuje się między nimi później, została nieco spłycona w stosunku do jej motywów ukazanych w powieści. Oplev dość wyraźnie postawił na szczegółowe przedstawienie wydarzeń zaprezentowanych w literackich "Mężczyznach...", zapominając o bardziej sugestywnym pokazaniu istotnych współzależności między bohaterami.

Niemniej "Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" to film udany i godny rekomendacji. Tak zwani "betonowi" fani twórczości Larssona albo w ogóle go nie obejrzą, urzeczeni świetną powieścią, albo oddadzą się kontestacji, obficie uargumentowanej... bezwarunkową do niej miłością. Przepraszam za tę drobną złośliwość, ponieważ moim zdaniem warto poświęcić czas na obejrzenie obrazu Opleva, tak dalekiego od cukrowych, hollywoodzkich produkcji, nie odrzucając go od razu "z definicji". Bo to nie tylko kino rozrywkowe z poważniejszymi ambicjami, ale również dobra adaptacja znakomitej książki. Jednocześnie chciałbym uspokoić wielbicieli Larssona, którzy jeszcze filmu nie widzieli, że sceny z książki odciskają się w pamięci dużo trwalej niż te z filmu, a to chyba o czymś świadczy. Polecam.
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
82% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (38 głosów).
Udostępnij:
Doskonała książka "Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" szwedzkiego dziennikarza posłużyła jego krajanom do stworzenia obrazu filmowego, który w kraju nad ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 82%