Recenzja filmu

Nocny kowboj (1969)
John Schlesinger
Jon Voight
Sylvia Miles

Jesteś tylko Ty, Joe

O czym jest właściwie ten film, o czym opowiada? O walce? Owszem. A może o próbie znalezienia własnej orientacji seksualnej? O tym też. Ale moim zdaniem jest to film przede wszystkim o przyjaźni. ...
O czym jest właściwie ten film, o czym opowiada? O walce? Owszem. A może o próbie znalezienia własnej orientacji seksualnej? O tym też. Ale moim zdaniem jest to film przede wszystkim o przyjaźni. O przyjaźni dwóch, wydawałoby się, odmiennych mężczyzn. Ale zacznijmy od początku.

Joe Buck (Jon Voight) jest młodym chłopakiem z Teksasu, niezbyt rozgarniętym (ledwo umie czytać), ale o dobrym sercu, mającym zasady. Chłopak naczytał się o wymagających kobietach ze Wschodniego Wybrzeża i postanowił pojechać do Nowego Yorku, by zostać tam panem do towarzystwa, czyli innymi słowy - męską dziwką. Bo jak sam mówi: "tylko w łóżku jestem dobry". Już podczas podróży (od Teksasu do Nowego Yorku jest szmat drogi) poznajemy, jakim jest człowiekiem - prostym, to słowo najlepiej go opisuje. Dodatkowo to typowy przedstawiciel Teksasu - widać to zarówno po stroju, ale także po akcencie. Niestety jego kariera w Nowym Yorku nie rozpoczyna się zbyt dobrze. Kocha się ze starszą kobietą, która, wykorzystując jego naiwność, nie dość, że mu nie płaci za "usługę", to jeszcze wyciąga od niego kasę. Następnie pod wpływem nowo poznanego, niepełnosprawnego kanciarza, Enrico Salvadore Ratso (Dustin Hoffman), postanawia znaleźć sobie menadżera. Enrico sugeruje mu swojego kumpla, prowadzącego rzekomo największą stajnię dziwek w mieście, O’ Daniela. Młody kowboj się zgadza, ale jak można było przewidzieć, Ratso go oszukuje. Buck zostaje wydelegowany ze swojego pokoju, a na dodatek recepcja trzyma pod zastaw jego rzeczy, aby zagwarantować sobie, że Joe odda pieniądze. Podczas swoich wędrówek po Nowym Yorku Joe spotyka kanciarza, który, aby spłacić dług, zaprasza Bucka do "swojego" mieszkania.

To zarys scenariusza tego filmu. Ale gdzie tu wspomniana przeze mnie na początku recenzji przyjaźń? Oczywiście nawiązuje się pomiędzy mężczyznami. W jaki sposób do tego dochodzi? Cóż, młody kowboj po zawodach, jakich doświadczył w Nowym Jorku, nabrał nieufności. Boi się zasnąć, ponieważ obawia się kradzieży ze strony Rico. Chyba zresztą czas przedstawić dokładniej postać graną przez Hoffmana. Z początku wydaje się typowym cwaniaczkiem chcącym zyskać na naiwności spotkanego mężczyzny. Ciężko współczuć mu kalectwa (Rico ledwo chodzi). Z początku jest to postać w 100 procentach negatywna. Jak Joe go spotyka i żąda zwrotu pieniędzy, to zaprasza Bucka do siebie, dla własnej korzyści, a nie z dobroci serca.

Ważnym bohaterem filmu jest samotność. To ona przyciąga kowboja do kanciarza. Widać ją na twarzy Ratso i (choć stara się to maskować) na twarzy Bucka. Z czasem pod wpływem wspólnej walki o pieniądze bohaterowie się do siebie zbliżają, zaczyna im na sobie zależeć. Nie ma w tej przyjaźni momentu przełomowego. Jest jak w życiu. Czas ich zbliżył i wspólne doświadczenia. Ulica. Zdecydowanie Enrico nie jest jednowymiarową postacią. Ale podobnie jest z Buckiem. Z pozoru prosty, pogodnie nastawiony do życia młody facet. Tyle że w przeszłości spotkała go tragedia, która zdecydowanie miała wpływ na jego podejście do seksu - na nim i na jego dziewczynie dokonano brutalnego gwałtu analnego. Ale gdy go poznajemy,  nie widać tego. Mężczyzna stara się o tym zapomnieć. Nigdy o tym nie mówi (nawet swojemu współlokatorowi). Wspomnienia zostały pokazane w jego snach i retrospekcjach. Wszystko wraca, gdy z powodu braku  pieniędzy zgadza się na stosunek z innym mężczyzną…

Tak ciekawe i naprawdę trudne do wykreowania postacie musieli zagrać wielcy aktorzy. I tak się stało. Obaj - Jon Voight i Dustin Hoffman - stworzyli wybitne i bardzo możliwe, że najwybitniejsze kreacje w swoich bogatych karierach. Zacznijmy od Voighta. Podobnie jak Jodie Foster w "Milczeniu owiec", na potrzeby roli nabył odpowiedniego dla postaci akcentu. W tym przypadku jest to oczywiście gwara typowa dla Teksańczyków. Aktorowi udało się w sposób realistyczny pokazać charakter swojej postaci. Zarówno jego beztroska, jak i tragedię z przeszłości. Zagrał oszczędnie w mimice (przeciwieństwo szalejącego Hoffmana), aby w przekonywujący sposób przedstawić swoją postać. Widać wyraźnie, że Joe nie grzeszy rozumem i daje sobie wmówić każdą rzecz, choćby najgłupszą. Mimo iż pod koniec filmu widać zmianę pod wpływem przyjaźni, to Voight zagrał konsekwentnie i za to mu chwała. Naprawdę świetna rola.

Tymczasem Hoffman daje kolejny raz popis swoich umiejętności, stwarzając kolejną wybitną kreację. Wyzwanie aktorskie stojące przez młodym Dustinem było ogromne, przyjaciele nawet mu radzili, aby odrzucił propozycję (aktor dzięki roli z "Absolwenta" był już popularny), ale on się uparł i podjął się wyzwania. Współpraca z Schlesingerem wyraźnie daje dobre efekty. Jego role w filmach tego reżysera są naprawdę świetne. Ta z "Nocnego kowboja" oraz z "Maratończyka". Zawsze zdawałem sobie sprawę z tego, że Hoffman jest bardzo wszechstronnym aktorem, ale nie sądziłem, że uda mu się tak prawdziwie zagrać tak skomplikowaną postać. Jak to zrobił? Przede wszystkim musiał się bardzo do tej roli przygotować, aby realistycznie pokazać, że jego postać jest kaleką. Udało mu się to doskonale. Dodatkowo musiał oddać skomplikowany charakter swojej postaci. Zniszczonego życiem, kanciarza-kalekę nie można zagrać w taki sposób, jak zrobił to Voight. Hoffman musiał zagrać dużo bardziej ekspresywnie. Jak krzyczy, przeklina, śmieje się, stara się przymilić do Bucka – to naprawdę idealne aktorstwo. Ale największe brawa należą się Hoffmanowi  za końcówkę. Bezbronność, jaka z niego emanuje, jest rozbrajająca. Wybitna rola.

Hoffmanowi  i Voightowi udało się stworzyć tak genialne kreacje nie tylko ze względu na ich umiejętności aktorskie. Duża w tym zasługa Johna Schlesingera, który przede wszystkim bardzo konsekwentnie poprowadził obu aktorów, a mógł pójść na łatwiznę i zrobić z tego ckliwy dramat. Ale reżyser miał większe ambicje. Chciał stworzyć film, w którym zostanie pokazana psychika oraz uczucia mężczyzn, będących na skraju fizycznego i psychicznego wytrzymania. W przedstawieniu relacji między Joe a Rico dużą rolę spełnia muzyka, która doskonale oddaje te uczucia oraz charakter młodego kowboja. Film naprawdę gorąco polecam, nie tylko fanom talentu Dustina Hoffmana i Jona Voighta, ale przede wszystkim każdemu, kto chce obejrzeć ambitne, oryginalne kino.

Dawid Waszewski
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
69% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (70 głosów).
Udostępnij:
Joe Buck (w tej roli John Voight) jest naiwnym młodzieńcem, który pragnie samodzielności i życia w wielkim mieście. Rzuca więc pracę w podrzędnej restauracji i, ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 86%
Joe Buck (Jon Voight) nie jest typem osoby posiadającej zbyt wiele talentów. Joe wierzy jednak, że przynajmniej w jednym jest dobry: w dostarczaniu kobietom rozkoszy. Z ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 83%