Narwany sterydowiec biega po skandynawskim lesie i tłucze się z zakapiorami. Jeden z nich przypomina najbardziej orientalnego członka grupy Black Eyed Peas, drugi nie wygląda w ogóle, a na plan
Narwany sterydowiec biega po skandynawskim lesie i tłucze się z zakapiorami. Jeden z nich przypomina najbardziej orientalnego członka grupy Black Eyed Peas, drugi nie wygląda w ogóle, a na plan przybył prosto z Nijakowa Dolnego. Tak w skrócie przedstawia się fabuła filmu "Soldaten" (aka "The Fight") w reżyserii Erika Solberga.
"Fabuła" stanowi tu nieomal słowne nadużycie, gdyż na projekt "Soldaten" składają się w sumie trzy niedługie sceny. Wybredni za nadużywające właściwej definicji uznaliby także słowo "film". "The Fight" klasyfikowany jest jako film krótkometrażowy, ale wyglądem, duchem i jakością wykonania przypomina studencką etiudę - eksperyment, który daje podwaliny pracy reżyserskiej, testuje możliwości. "Soldaten" już teraz popadł w niepamięć, choć w Norwegii - gdzie go wyprodukowano - miał nawet oficjalną premierę.
Ten bardzo prowizoryczny obraz to przede wszystkim wabik dla potencjalnych producentów. Choć Solberg nie wydaje się być interesującym reżyserem, odtwórca głównej, tytułowej roli przyciąga wzrok i uwagę. Daniel Stisen, kulturysta i model fitness, od dłuższego czasu stara się zagrzać swoje miejsce w branży filmowej. Krótki koncert charyzmy i uroku osobistego w krótkometrażowym "The Fight" udowadnia, że byłby lepszym gwiazdorem kina akcji niż The Rock czy Jet Li.