Recenzja filmu

Wyprawa do dżungli (2021)
Jaume Collet-Serra
Artur Kaczmarski
Dwayne Johnson
Emily Blunt

Parostatkiem w piękny rejs

Superprodukcję Jaume Colleta-Serry trudno postrzegać inaczej niż jako dziecko bezdusznego korporacyjnego biznesplanu. Jednak jeszcze trudniej odmówić jej wdzięku i wigoru, jakimi powinny ...
Parostatkiem w piękny rejs
Nie ma w przemyśle rozrywkowym firmy, która równie stanowczo co Disney realizowałaby politykę "zero waste". W przedsiębiorstwie Myszki Miki każdy odnoszący sukces pomysł musi zostać wykorzystany ponownie na nowych polach eksploatacji. Jeśli więc "Jungle Cruise" - mrożący krew w żyłach rejs parostatkiem po dzikiej rzece - od ponad 60 lat lat należy do najchętniej odwiedzanych atrakcji Disneylandu, nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć inspirowany nim film. Prace nad widowiskiem trwały półtorej dekady. W tym czasie zmieniła się zarówno konwencja scenariusza (awanturnicze kino akcji zatopiło komedię familijną) jak i obsada (Dwayne "The Rock" Johnson i Emily Blunt zajęli miejsce Toma Hanksa i Tima Allena). Superprodukcję Jaume Colleta-Serry trudno postrzegać inaczej niż jako dziecko bezdusznego korporacyjnego biznesplanu. Jednak jeszcze trudniej odmówić jej wdzięku i wigoru, jakimi powinny charakteryzować się udane wakacyjne blockbustery za skrzynię złota.  



Scenarzyści sprytnie przemycili na ekran lunaparkowy rodowód "Wyprawy do dżungli". Oto grany przez Johnsona kapitan Frank Wolff zarabia na życie jako podrzędny organizator rejsów po Amazonce. Bohater dwoi się i troi, aby dostarczyć klienteli mocnych wrażeń. Upiorne rekwizyty, efekty specjalne oraz ustawki z zaprzyjaźnionym plemieniem pozwalają mu zamienić nudną krajoznawczą wycieczkę w show będący zastrzykiem adrenaliny. Zabawa kończy się z chwilą, gdy Frank wpuszcza na pokład  parostatku charakterną brytyjską uczoną Lily Houghton (Blunt) oraz jej nienawykłego do kontaktów z dziką przyrodą brata McGregora (Jack Whitehall). Rodzeństwo gotowe jest sowicie wynagrodzić kapitana, o ile tylko uda im się dotrzeć do ukrytego w sercu dżungli mitycznego Drzewa Życia. Problem w tym, że na magiczną roślinę chrapkę ma także nieprzebierający w środkach pruski książę Joachim (Jesse Plemons). Od tego, kto pierwszy dotrze do celu, będą zależeć losy I wojny światowej.   



Jak na filmowy park rozrywki przystało, "Wyprawa do dżungli" od pierwszych minut torpeduje widza atrakcjami. Jeszcze zanim łajba Franka zdoła opuścić port, poznacie legendę o przeklętych konkwistadorach, weźmiecie udział we włamaniu godnym Arsene'a Lupina, będziecie świadkami wrestlingu z jaguarem, a także zobaczycie w akcji okręt podwodny. Tempo przygód jest tu do tego stopnia zawrotne, że zwłaszcza w drugiej połowie seansu trudno nie odczuć lekkiego zmęczenia. W natłoku zdarzeń twórcy znajdują na szczęście czas, by sportretować bohaterów, a także zbudować między nimi wiarygodne relacje. Wolff okazuje w równej mierze czarującym krętaczem, zmęczonym cynikiem oraz nieustraszonym twardzielem z wielkim sercem i marnym poczuciem humoru. Lily emanuje arystokratycznym wdziękiem, jest ambitna i odczuwa palącą potrzebę niesienia pomocy słabszym. Z kolei Jack zaczyna podróż jako postać komediowa, by z czasem odsłonić przed widzem oblicze zranionego outsidera, który z powodu orientacji seksualnej znalazł się poza nawiasem konserwatywnej brytyjskiej socjety. Dla każdego z podróżników ekspedycja stanie się sprawdzianem odwagi, charakteru oraz talentu bokserskiego.

Choć Johnson i Blunt mają charyzmy po kokardę i mogą pochwalić się świetną aktorską chemią, największymi gwiazdami filmu okazują się wspomniani już Jesse Plemons oraz wyczarowany przez speców od cyfrowej animacji wielki kot. Pierwszy niczym najlepsi złoczyńcy z "Indiany Jonesa" łączy na ekranie grozę, szaleństwo oraz szczyptę groteski. Drugi dołącza do długiej listy uroczych disneyowskich zwierzaków towarzyszących bohaterom w niebezpiecznych przygodach. Opisując uczestników "Wyprawy do dżungli", trudno uniknąć skojarzeń z filmową klasyką. Całe dzieło Colleta-Serry (włącznie z promującym je plakatem wzorowanym na twórczości mistrza Drew Struzana) jawi się przecież jako hołd złożony evergreenom kina przygodowego: "Afrykańskiej królowej", "Aguirre, gniewowi bożemu", "Poszukiwaczom zaginionej arki", "Miłości, szmaragdowi i krokodylowi", "Mumii" czy wreszcie "Piratom z Karaibów". Dowodzona przez hiszpańskiego reżysera "Wyprawa do dżungli" ostatecznie zamienia się więc w nostalgiczną eskapadę po historii popkultury. Biuro podróży Disney zaprasza na turnus.
1 10
Moja ocena:
7
Łukasz Muszyński
Zastępca redaktora naczelnego Filmwebu. Stały współpracownik radiowej Czwórki. O kinie opowiada regularnie także w TVN, TVN24, Polsacie i Polsacie News. Autor oraz współgospodarz cyklu "Movie się",... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
94% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (50 głosów).