Recenzja Sezonu 1

Bridgertonowie (2020)
Julie Anne Robinson
Sheree Folkson

Szał dworskich ciał

Twórcy "Bridgertonów" co chwilę cytują lub parafrazują "Dumę i uprzedzenie", "Wichrowe wzgórza", "Emmę" i inne kostiumowe klasyki. Mamy pozornie niedostępnych, nieco melancholijnych romantycznych ...
Szał dworskich ciał
Jest rok 1813. Brytyjska arystokracja szykuje się na kolejny cykl bali, podwieczorków, parad, na których wykuwane będą małżeńskie sojusze. Wszystko to pod uważnym okiem królowej Zofii Charlotty, żony niedysponowanego (i niemal nieobecnego w życiu dworskim) króla Jerzego III. Wśród głównych bohaterów plotek i intryg są tu Daphne Bridgerton, która właśnie trafiła na salony i werdyktem królowej została uznana najbardziej pożądaną panną na wydaniu, oraz Książę Hastings, o którym mówi się, że jego noga nigdy nie stanie na ślubnym kobiercu.


Ale cóż to? Serialowa Zofia Charlotta wygląda inaczej niż monarchini, którą znamy z portretów. Książę Hastings (nota bene tytuł fikcyjny, w rzeczywistości istnieje Baron Hastings) też nie przypomina swojego odpowiednika z cyklu powieściowego Julii Quinn. Zanim jednak wyciągnięcie widły i pochodnie na takie fałszowanie prawdy historycznej i bezczeszczenie literackich świętości, wiedzcie, że "Bridgertonowie" nie są ani wierną ekranizacją książek Julii Quinn, ani w ogóle serialem inspirowanym rzeczywistymi wydarzeniami.

Nominalnie – inauguracyjny sezon "Bridgertonów" bazuje na książce "Mój książę" Quinn, ale tekst źródłowy serial traktuje bardzo swobodnie. Dla wielkich fanów powieści wprowadzenie różnorodności rasowej będzie najmniejszym problemem. Twórcy nie mieli skrupułów z dodaniem sporej liczby nowych postaci. Ba, nawet ze wskrzeszeniem nieżyjących bohaterów. Zmieniona została również wymowa niektórych kluczowych sytuacji (jak chociażby kontrowersyjnej sceny łóżkowej). Dla osób, które po przeczytaniu książki przywiązały się do swoich wyobrażeń bohaterów i zdarzeń, serial może być trudnym wyzwaniem. Trzeba jednak przyznać, że twórcy starannie przemyśleli fabułę i zmiany wypadają na małym ekranie naturalnie. Osoby, które nie znają literackiego pierwowzoru, nie zauważą niczego, co wydawałoby się nie pasować do reszty i wprowadzało dysonans do płynnie opowiadanej historii.


"Bridgertonowie" nie mają również nic wspólnego z XIX-wieczną historią Wielkiej Brytanii. Serial należy raczej traktować jako opowieść fantasy z silnym wątkiem romansowym. W fantastyce pisanej jest to prężnie rozwijający się gatunek. W serialach i filmach pojawia się dużo rzadziej, ale "Bridgertonowie" wcale nie są pierwszym dziełem tego typu. Gatunek ten czerpie motywy z konkretnych epok historycznych, czasami nawet wykorzystuje rzeczywiste postacie, ale używa ich do wykreowania własnego świata. Pozwala to twórcom budować scenografie dla głównego wątku miłosnego, mnożyć przeszkody na drodze bohaterów do mitycznego i wyczekiwanego przez fanów "żyli długo i szczęśliwie" – bez konieczności uwzględniania faktów historycznych. 

Autorzy serialu "Bridgertonowie" w pełni z takiego podejścia korzystają. XIX-wieczna Anglia jest im potrzebna do stworzenia świata, w którym podstawową rolą kobiet jest zamążpójście i wychowywanie dzieci, tak by te kontynuowały tradycję. Zadaniem mężczyzn – obok prowadzenia interesów, polityki i wojen – jest znalezienie żony, która wzmocni pozycję rodu i zasili skarbiec sutym posagiem. Ich powinnością jest też spłodzenie potomków: syna, który przejmie tytuł; córki, która pozwoli na dokonanie kolejnych małżeńskich sojuszy.


Twórcy "Bridgertonów" wychodzą z założenia, że trafiają do widzów zaznajomionych z XIX-wieczną literaturą, w związku z czym nie muszą już oprowadzać po świecie przedstawionym. Zamiast tego od razu wprowadzają nas w fabułę. I to, co rzuca się w oczy – to że niemal wszyscy bohaterowie, niezależnie od płci, rasy i pozycji społecznej, żyją w klatkach. Wielkość i wygody tychże mogą się różnić, ale dla osób, których marzenia i wizje samych siebie odbiegają od przyjętych norm, nawet złota klatka pozostaje więzieniem.

Trzeba przyznać, że "Bridgertonowie" nie unikają trudnych i poważnych tematów. Widzimy na przykład szokujące konsekwencje całkowitego braku edukacji seksualnej kobiet oraz skrajne przypadki prowadzenia podwójnego życia – z obawy przed więzieniem czy nawet śmiercią z powodu swojej prawdziwej tożsamości. Jednak twórcy przykładają wielką wagę, by serial nigdy nie stał się zbyt mroczny i przygnębiający. W "Bridgertonach" liczy się przede wszystkim zabawa. Scenarzyści są niczym nadworni błaźni: ubierają trudną prawdę w szaty żartów tak, by wszyscy dobrze się bawili, a ci, którzy chcą, dostrzegli drugie dno. Stąd też pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy w tym serialu, jest oszałamiająca scenografia. A drugą – pełne przepychu kostiumy. Wszystko jest tu kolorowe, soczyste, wyraziste. Króluje szał ciał i nieustająca zabawa konwencją.


Twórcy "Bridgertonów" co chwilę cytują lub parafrazują "Dumę i uprzedzenie", "Wichrowe wzgórza", "Emmę" i inne kostiumowe klasyki. Mamy pozornie niedostępnych, nieco melancholijnych romantycznych bohaterów, ambitnych dandysów, zbyt inteligentne jak na swoją płeć damy, romantyczne i naiwne nastolatki oraz przebiegłe i zdolne do wszystkiego matrony. Wszystko to został podane w sposób idealnie skrojony dla współczesnego widza. Jest frywolnie i odurzająco.Co więcej – Shonda Rhimes i jej ekipa doskonale pojmują ideę binge-watchingu. "Bridgertonowie" mają w sobie coś prawdziwie uzależniającego. Osoby dopiero zaczynające przygodę z serialem powinny dobrze rozplanować swój czas, bo na obejrzeniu jednego odcinka z całą pewnością się nie skończy.

Cudowna powierzchowność "Bridgertonów" jest jednak niczym XIX-wieczne makijaże i peruki skrywające liczne niedoskonałości. Serial gubi ostatecznie nadmierna frywolność. Większość postaci zapamiętuje się raczej ze względu na aparycję grających ich aktorów niż sposób ich prezentacji – wątki fabularne są bowiem sztampowe i już w pierwszym odcinku wiadomo, jak się skończą. Tajemnicom i intrygom poświęca się tu zdecydowanie za mało czasu, ale na więcej nie pozwala zbyt liczna menażeria bohaterów. Niektóre wątki można było pominąć,  inne – rozłożyć na kilka sezonów. Być może próbując upchnąć jak najwięcej w jednym sezonie, twórcy nie wierzyli w sukces swojego przedsięwzięcia. A jednak, pomimo wielu niedociągnięć, "Bridgertonowie" to naprawdę przyjemna rozrywka i z całą pewnością sezon drugi powinien zostać zrealizowany.
1 10
Moja ocena sezonu 1:
6
Marcin Pietrzyk
Rocznik '76. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale psychologii, gdzie ukończył specjalizację z zakresu psychoterapii. Z Filmweb.pl związany niemalże od narodzin portalu, początkowo jako... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
77% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (48 głosów).
Udostępnij: