Recenzja Sezonu 2

X-Men '97 (2024)
Jake Castorena
Chase Conley

Powrót do przyszłości

Scenariusz jest niezmiennie jednym z najmocniejszych elementów "X-Men ‘97". Twórcy ze swobodą wykorzystują motyw podróży w czasie i bez wstydu czerpią z dobrodziejstw komiksowego pierwowzoru.
Powrót do przyszłości
Recenzja odcinków 1-3 drugiego sezonu

Kiedy Marvel Studios ogłosiło, że powstanie kontynuacja kultowego serialu "X-Men: The Animated Series", można się było zastanawiać, czy sequel będzie jedynie żerować na nostalgii, czy twórczo rozwinie to, co doskonale znali już fani oryginału. Dodatkowych powodów do niepokoju dostarczyły doniesienia zza kulis, w tym nagłe rozstanie Marvela z głównym scenarzystą Beau DeMayo jeszcze przed premierą serialu. Ostatecznie wszystkie ewentualne wątpliwości okazały się bezpodstawne. Pierwszy sezon nie tylko zachował klimat pierwowzoru, lecz także rozwinął jego formułę, oferując dojrzałą fabułę, świetnie napisanych bohaterów i emocjonalne historie, dzięki czemu błyskawicznie zdobył powszechne uznanie. W przypadku drugiego sezonu twórcy nie musieli już więc nikogo przekonywać, że powstanie "X-Men ‘97" miało sens – pozostało zaledwie pokazać, że potrafią utrzymać poziom.

    
Z początkiem lipca na Disney+ zadebiutowały trzy odcinki nowego sezonu. Wszystkie stanowią kontynuację wydarzeń z finału pierwszego sezonu (gdzie podzieleni na grupy członkowie X-Men trafili w różne punkty w czasie), ale każdy z nich stawia na pierwszym planie innych bohaterów. W pierwszym oglądamy losy grupy Cyclopsa i Jean Grey (którzy przebywają w dalekiej przyszłości), w drugim – Cable’a i Jubilee (w teraźniejszości), a w trzecim – historię Magneto i Xaviera, których grupa przebywa w starożytnym Egipcie.

Scenariusz jest niezmiennie jednym z najmocniejszych elementów "X-Men ‘97". Twórcy ze swobodą wykorzystują motyw podróży w czasie i bez wstydu czerpią z dobrodziejstw komiksowego pierwowzoru, jednak na pierwszym miejscu zawsze stawiają bohaterów. Pierwszy odcinek w poruszający sposób zahacza o kwestie rodzicielstwa i dojrzewania do tego, by wypełnić swoje przeznaczenie. Drugi – który swoją drogą ciekawie bawi się tytułem i czołówką serialu – sprawia wrażenie, jakby wyreżyserował go James Gunn; jedna kipiąca energią scena akcji z udziałem Jubilee wygląda jak wyjęta wprost choćby ze "Strażników Galaktyki". Wreszcie trzeci kładzie większy akcent na jeden z najciekawszych aspektów historii o mutantach, a więc na starcie światopoglądów Magneto i Xaviera


Niezmiennie całość podparta jest świetnymi dialogami i kipi od momentów wywołujących ciarki (szczególnie gdy w tle wybrzmiewa motyw główny serialu), które na pewno usatysfakcjonują fanów tytułowej grupy. Rozczarują się jednak ci, którym X-Men kojarzą się przede wszystkim z Wolverine’em. Choć w kinowych ekranizacjach to ten bohater wiedzie prym, w "X-Men ‘97" wciąż stoi na drugim (a w premierowych odcinkach drugiego sezonu nawet na trzecim) planie. Twórców wyraźnie bardziej interesują takie postaci, jak Cyclops, Storm czy Cable i to z nimi wiąże się sporo emocjonalnych momentów. 

Niemało czasu ekranowego dostaje też złoczyńca. Apocalypse został już raz przeniesiony na ekran w aktorskim filmie pełnometrażowym ("X-Men: Apocalypse"). Tamta interpretacja jest jednak powszechnie uznawana za mało satysfakcjonującą. Serialowa wersja już po kilku odcinkach robi lepsze wrażenie – raz, że Apocalypse samą prezencją wywołuje większy respekt i poczucie zagrożenia, a dwa, że jest ciekawiej podbudowany ze względu na obecność w różnych punktach w czasie. W sekwencjach egipskich poznajemy go bowiem jeszcze jako En Sabah Nuhra. W tym wątku pojawia się także inna ciekawa postać znana fanom komiksów (a nawet MCU), w której tkwi ogromny potencjał, ale na ten moment nie zdradzajmy szczegółów.


Po trzech odcinkach – z czego ostatni kończy się cliffhangerem, potęgując ciekawość – można śmiało stwierdzić, że drugi sezon "X-Men ‘97" trzyma poziom i jest świetną mieszanką komiksowego szaleństwa, poruszających momentów poświęconych bohaterom i satysfakcjonujących scen akcji. Całość dopełnia przyciągająca wzrok animacja (świetna choreografia walk i zobrazowanie mocy mutantów!), znakomita muzyka i bardzo dobre role głosowe. Na ten moment nie dostaliśmy jeszcze takiej emocjonalnej bomby, jak piąty odcinek pierwszej serii, ale cóż – wszystko przed nami. To współcześnie jeden z najbardziej spełnionych projektów, jeśli chodzi o adaptacje komiksów Marvela – liczę na to, że twórcy "Avengers: Doomsday" w podobnym stopniu oddadzą mutantom szacunek na ekranie.
1 10
Moja ocena sezonu 2:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?