Odnoszę wrażenie, że niewłaściwie rozdzielono "czas antenowy" na postacie. Niektóre, znane z poprzednich sezonów, zostały zignorowane niemal kompletnie (Finn), za to te nowe były za krótko, żeby je lepiej przedstawić i bardziej zainteresować, polubić/znielubić. Niektóre wątki zostały rozgrzebane i nieskończone....
Oglądanie 5 pierwszych odcinków było dla mnie katorgą jak nigdy. Każdy dłużył mi się w nieskończoność a ostatni odcinek mam wrażenie że jest dowodem tego że stworzyli za dużo wątków których nie są w stanie już zmieścić w jeden odcinek i sprytnie poucinali. A na film poczekamy jeszcze z 2 lata od teraz zapewne.
W jednym z odcinków Alfie Solomons zwraca się do głównego bohatera słowami
"Jeżeli masz zamiar się żalić, to znajdź kogoś kogo to ku..wa obchodzi"
Są to słowa które dokładnie odzwierciedlają intencje twórców, Wpływają one na odbiór 6. sezonu jako całości. Powstaje tu pytanie skierowane do odbiorców. Czy chcemy...
Już nawet nie chodzi o brak akcji. ZERO klimatu poprzednich sezonów....
Miałki scenariusz robiony jakby na siłę, że nie wspomnę o marnym soundtrack-u który wcześniej powalał na kolana.
Przegadany, nudny....Nijaki.
Żona po piątym odcinku mówi: Rozkręci się.....
Mówię: Kiedy? Został jeszcze jeden odcinek!