
Uniwersum Sheldona Coopera to spójnie skonstruowany świat ukazany w trzech serialach. To opowieść o dorastaniu genialnego, ale społecznie nieprzystosowanego fizyka, jego rodzinie oraz przyjaciołach – przedstawiona na różnych etapach życia. Całość tworzy pełne humoru, emocji i kontrastów uniwersum, w którym nauka łączy się z codziennym życiem, a wybitny intelekt mierzy się z wyzwaniami zwykłego świata.
W "Młodym Sheldonie" poznajemy dzieciństwo Sheldona (Iain Armitage) w konserwatywnym Teksasie – jako cudowne dziecko, zmagające się z niezrozumieniem otoczenia, ale wspierane przez rodzinę. "Teoria wielkiego podrywu" (tu w roli Sheldona Jim Parsons) pokazuje jego dorosłość w Pasadenie, gdzie pracuje na Caltech, otoczony grupą podobnych mu naukowców. Ich świat to mieszanka badań naukowych, popkultury i powolnego dojrzewania emocjonalnego. Natomiast "Georgie i Mandy wzięli ślub" opowiada o dorosłym życiu starszego brata Sheldona, który próbuje odnaleźć się w roli męża i ojca, z dala od świata nauki, ale wciąż w cieniu rodzinnej historii.
Jedynym plusem tego serialu jest obecność postaci z TBBT (który to serial uwielbiam całym serduszkiem i z czystym sumieniem dałam mu 10/10 bo oglądałam całość od A do Z dwukrotnie i chętnie wrócę do niego ponownie!) i nawiązania do niego. Na tym plusy się kończą - ni to interesujące, ni zabawne. Jak dla mnie bardzo...
1. Mało realistycznym faktem jest, że młody niepracujący facet, czyli serialowy Connor posiada pokój pełen najróżniejszego sprzętu muzycznego.
2. Podobnie teść Georgie'go poważnie zastanawiał się nad sprzedażą zakładu swemu niesympatycznemu konkurentowi, który na dodatek w młodości związany był z żoną Jima.