Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2020%3A+Recenzujemy+zwyci%C4%99ski+film+festiwalu-136770

BERLINALE 2020: Recenzujemy zwycięski film festiwalu

  • autor: Adam Kruk
  • Relacja
Tegorocznego Złotego Niedźwiedźa, najwyższą nagrodę Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie, zdobył "Sheytan vojud nadarad" ("There Is No Evil") w reżyserii Mohammada Rasoulofa. O filmie pisze Adam Kruk.

202006819_3_ORG.jpg

Długi film o zabijaniu ("There Is No Evil", reż. Mohammad Rasoulof)

Samochody krążą po zatłoczonych ulicach Teheranu – jak to w irańskim filmie. Za kierownicą jednego z nich siedzi Heshmat (Ehsan Mirhosseini), który odbiera skądś rację ryżu, następnie żonę po pracy, potem córkę ze szkoły. Trochę się kłócą, ale to fajna rodzina. Wspólnie robią pokaźne zakupy, także dla matki mężczyzny. Choć w Iranie od wprowadzenia amerykańskich sankcji panuje ogromna drożyzna, widać, że nie mają problemów finansowych. Potem w domu gotują, sprzątają, córka trochę kaprysi, mąż farbuje żonie włosy. Zwyczajny dzień normalnej rodziny. "There Is No Evil" zaczyna się niczym typowy – jak to mówią Anglicy – kitchen sink drama. Brakuje tylko dramatu, który uparcie nie chce nadejść.

Mężczyzna bierze jakieś pigułki i idzie spać, bo wstaje wcześnie. Budzik dzwoni o trzeciej – Heshmat wsiada znów do wozu i wyjeżdża na puste ulice Teheranu. Staje na światłach, te zmieniają się na zielone, ale samochód nie rusza – za chwilę domyślimy się, dlaczego. W pół godziny po rozpoczęciu filmu – jak w "Psychozie" albo w "Przypadku" – stanie się coś, co odmieni cały film i nada mu temat. Sprawi też, że inaczej spojrzymy na szczęście rodzinne Heshmata. Chwilę później, już w pracy, przeciera on oczy ze zmęczenia, parzy kawę, podkręca radio. W małym pokoiku przyciska guziki, przekręca pokrętła, słychać jakiś dźwięk. Potem patrzy w okienko – ukazuje się w nim kilka wiszących postaci. Widzimy tylko ich nogi: niektóre jeszcze w drgawkach, po innych spływają płyny ustrojowe.

Ekran się przyciemnia. Za chwilę zobaczymy kolejną z czterech części filmu. Jak się okaże, każda będzie mieć innych bohaterów i lokalizację: z Teheranu przeniesiemy na prowincję czy do koszar, gdzie stacjonują poborowi – w Iranie wszyscy mężczyźni, by móc pójść na studia, dostać pracę czy paszport, odsłużyć muszą 21 miesięcy. A w armii trzeba wykonywać polecenia, także egzekucje. Kara śmierci nie dotyczy więc tylko kryminalistów, ale – jak dowodzi "There Is No Evil" - angażuje sporą część społeczeństwa, którego trudne wybory i dylematy bierze tu pod lupę.

202006819_1_RWD_2400.jpg

Epizody powiązane są ze sobą dość luźno, wszystkie jednak łączy temat zabijania, które w Iranie zostało zinstytucjonalizowane. Odłączone – jak chce sam tytuł – od pojęcia zła, a odpowiedzialność za nie systemowo rozproszona. Bo każdy wykonuje tylko jeden element zbrodni, nikt nie jest katem od początku do końca. Ktoś wydaje wyrok, ktoś prowadzi skazanego z celi, kto inny jeszcze wciska guzik zapadni, ktoś później posprząta. Nie znaczy to wcale, że zło nie ma swojego ciężaru – od tego film Mohammada Rasoulofa aż się ugina.

Całą recenzję Adama Kruka przeczytacie TUTAJ.

zobacz też: