Artykuł

Nowy wspaniały świat?

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Nowy+wspania%C5%82y+%C5%9Bwiat-100086
Kino lubi przedstawiać ekstremalne formy społecznej koegzystencji – zwłaszcza te ufundowane na niesprawiedliwym podziale dóbr. Uczy ponadto, że jedynie zderzenie rozdzielonych ekonomicznymi dysproporcjami światów (gatunków, społeczeństw, dystryktów) może doprowadzić do rewolucji i zmian. 


"Igrzyska śmierci"

Od plemiennego współbiesiadowania, przez niewolnictwo, feudalizm i kapitalizm, po kolejny wielki wybuch pozwalający osiągnąć ludzkości stan idealny. Taki był plan. Wyszło jak zawsze. Bo kapitalizm ma się całkiem nieźle i jak na razie nie wygląda na to, żeby się gdzieś wybierał. Zamiast gwałtownej rewolucji, wiecznej szczęśliwości, wolności i równości, dostaliśmy kolejne formy wyzysku. Człowiek, wykazując niewyczerpalne zdolności adaptacyjne, czego nie przewidzieli XIX-wieczni twórcy materializmu historycznego, odmawia sobie coraz więcej albo pozwala, by inni odmawiali za niego. Niezbyt stabilna forma zatrudnienia to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Film lubi przedstawiać najróżniejsze formy społecznej koegzystencji, nadawać im najbardziej kuriozalne kształty, co nierzadko pociąga za sobą potrzebę zredefiniowania samego człowieczeństwa albo wykorzystania w scenariuszu zupełnie nowego gatunku istot. Bez zmiany pozostaje jedno – niesprawiedliwy podział dóbr. Przedmiot sporu nie musi być wcale dobrem materialnym, mogą być to abstrakcje – czas, miejsce, prawda. Piękny dom, samochód i inne bogactwa będą wówczas wyłącznie bonusem, przydającym filmowym konfliktom pikanterii. Punktem krytycznym jest zwykle moment konfrontacji uprzywilejowanych z dyskryminowanymi. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal – u podstaw każdego dystopijnego porządku leży niewiedza.

W "Wyścigu z czasem" Andrew Niccola ludzie dzielą się na tych, co biegną i na tych, co idą. Wszyscy są piękni i młodzi – ludzkość uporała się ze śmiercią i starością i musiała jakoś poradzić sobie z wynikłymi z tej nagłej odmiany losu problemami. Dosyć dosłownie potraktowano maksymę "czas to pieniądz" i, zamiast pieniędzy, wprowadzono zupełnie nowy środek płatniczy, mianowicie czas. Niektórzy mają go w bród, pozostali – tylko rok. Wszyscy muszą jednak pozostać czujni, bo teoretycznie każdy może paść ofiarą tego systemu albo okazać się jego wielkim beneficjentem. Ludzie żyją w stanie ciągłego zagrożenia, bo wystarczy jeden desperat, by stan bardzo wątpliwej (nie)równowagi się załamał; by czas, a co za tym idzie – życie i wszelkie bogactwa zmieniły właściciela. Póki New Greenwich i Strefa 12 pozostają odrębnymi światami. Nagłe odkrycie istniejących między nimi zależności, wszystkich różnic i podobieństw, skłania parę bohaterów, Willa (Justin Timberlake) i Sylvię (Amanda Seyfried), do zweryfikowania organizującego rzeczywistość konsensusu.


"Wyścig z czasem"

Podobny kompromis, który jednych skazuje na śmierć w pół kroku, innym pozwalając na życie wieczne, jest fabularną podstawą "Igrzysk śmierci". Raz w roku każdy dystrykt wysyła na pewną zgubę jednego chłopca i jedną dziewczynkę. Tytułowe igrzyska to, według organizatorów, uświęcone tradycją wydarzenie, które jednoczy wszystkie dystrykty. I biada temu, kto nie chciałby świętować. Zbiegiem okoliczności po raz kolejny trafiamy do Dystryktu Dwunastego, który po raz kolejny okazuje się jednym z najbiedniejszych regionów w kraju. Typowani drogą losowania "ochotnicy" dostają szansę jedyną w swoim rodzaju. Na kilka dni stają się sławni, piękni i bogaci, znajdują się w centrum uwagi wszystkich, przede wszystkim tych najbogatszych, ku uciesze których urządzane jest show. Jeśli przetrwają Igrzyska, pozbywając się po drodze pozostałych "ochotników", będą mogli cieszyć się tym wszystkim, co dotychczas pozostawało poza ich zasięgiem. A jednocześnie po raz kolejny usankcjonują system.

Wyręczająca w niewdzięcznym zadaniu swoją siostrzyczkę Katniss (Jennifer Lawrence) jest ostrożna i nieufna, nie pozwala się wciągnąć pięknej i lśniącej rzeczywistości fundowanej przez wszechmocny Kapitol. Gra i wygrywa na własnych zasadach. Choć powraca do Dystryktu Dwunastego, wciąż musi brać udział w medialnym przedstawieniu. Doskonale poznała rzeczywistość najbogatszych i może ją skonfrontować z własnym światem. Staje w rozkroku między minioną biedą i obecnym bogactwem, między wcześniejszą nieświadomością a zdobytą wiedzą. Była po drugiej stronie muru i zdołała wrócić. Raz pokonała Kapitol i na pewno spróbuje ponownie. Nie wiadomo tylko, czy świat nadal będzie patrzył i jej kibicował. Zarówno dla niej, jak i  dla Kapitolu nic nie będzie takie jak wcześniej. Katniss, podobnie jak Will, trwała w burej i smutnej rzeczywistości przekonana, że trafił jej się najlepszy z możliwych światów. Dopiero impuls z zewnątrz pozwolił jej dostrzec i zrozumieć, że innym wiedzie się o wiele lepiej i że nie jest to sprawiedliwe rozdanie.


"Noc oczyszczenia"

Kogo więc spotykamy po drugiej stronie barykady? Szczęśliwych, sytych, nieświadomych. Na przykład Sylvię z "Wyścigu z czasem", która zrozumie rządzące jej rzeczywistością mechanizmy dopiero w chwili, gdy staną się dla niej zagrożeniem. Do tego czasu jej życie będzie serią beztroskich aktywności, a jedynym zmartwieniem będzie pojawiająca się czasami na horyzoncie nuda. Jednakowo idylliczne, choć niepozbawione codziennych obowiązków, jest życie Jamesa Sandina z "Nocy oczyszczenia". James żyje w świecie wolnym od przemocy i przestępczości, żyje w świecie, w którym ludzie tylko raz w roku, podczas tytułowej nocy, dają upust swoim niskim instynktom – przez dwanaście godzin w roku kradną, mordują i gwałcą. W zamian za całoroczną "abstynencję" raz w roku pozostają zupełnie bezkarni. Ale nawet tej jednej nocy James Sandin może spać spokojnie – jego dom, z wszechobecnym systemem monitoringu i nowoczesnymi zabezpieczeniami antywłamaniowymi, jest twierdzą nie do zdobycia. Oczywiście, do czasu. Do świata Sandinów, którzy nigdy wcześniej nie musieli mierzyć się z upiorami Nocy Oczyszczenia, wdzierają się postacie z zupełnie innej krainy. W niczym nie przypominającej spokojnych przedmieść.

W filmie pojawia się Ścigany, potencjalna ofiara, która nie może sobie pozwolić na zbudowanie bunkra. I są jego prześladowcy – psychopaci czy raczej bawiąca się w psychopatów, znudzona spokojną codziennością "dobra młodzież". Rodzina Sandinów naraz musi zmierzyć się z realnym zagrożeniem, a także poradzić sobie ze świadomością, że ich spokój i dobrobyt zostały wzniesione na śmierci i strachu innych, zaś Noc Oczyszczenia nie jest wcale gwarancją bezpieczeństwa, tylko metodą kanalizacji atawistycznych potrzeb obywateli.


"Avatar"

Krajobraz chwyta za serce: zieleń jeszcze nigdy nie była tak zielona, niebo tak niebieskie, a woda tak przejrzysta. Lecz mimo wystrojenia programu "Avatar" w piórka misji antropologicznej nikt nie ukrywa, że zamiary ludzkości do najszlachetniejszych nie należą: chodzi o inwigilację wroga, którego prędzej czy później trzeba będzie skolonizować. Choć ludzie są zamknięci w pilnie strzeżonym obozie, to właśnie oni pozostają agresorami, najeźdźcami, którzy, stopniowo przenikając do prymitywnego społeczeństwa Na'vi, usiłują narzucić mu własne priorytety i sposoby postępowania; zmusić do uległości mieszkańców nowo odkrytej planety i samą planetę, którą chcą wykorzystać jako orbitalną kopalnię cennego surowca.

Uczestnicy programu Avatar bardzo szybko porzucają powierzone im zadania i stają po stronie mieszkańców Pandory. Znają oni "uruchomiony" przez Ziemian mechanizm, w końcu poznają też społeczność, która ma zostać skruszona w jego trybach. Postanawiają nie dopuścić, by system, który przez tysiąclecia organizował ziemskie życie, został wdrożony również w tej odległej galaktyce. O jego diabolicznym wręcz charakterze przekonują się jednak dopiero w konfrontacji z naiwnym społeczeństwem zaanektowanej planety, która jest niczym niemy wyrzut sumienia i zmarnowana szansa jednocześnie. W końcu ziemskie społeczeństwo też zaczynało od wspólnoty pierwotnej na miarę tego odległego świata. Wzajemne przenikanie się gatunków, społeczeństw, dystryktów jest niezbędnym warunkiem zmian. Kino przekonuje, że jedynie wówczas możliwe jest skruszenie muru niewiedzy i niechęci.


"Dystrykt 9"

Rzeczona fuzja może mieć formę zaplanowanego, wykalkulowanego działania ("Avatar") albo niespodziewanego, gwałtownego zderzenia, do którego dochodzi w "Dystrykcie 9" Neilla Blomkampa. W opowieści o obcych, nieważne, jaką formę istoty pozaziemskie przybiorą, człowiek jest zazwyczaj antagonistą. Jeśli akurat nie wycina magicznych drzew gdzieś tam w kosmosie, to właśnie zamyka w obozie odosobnienia przybyłych na Ziemię obcych. Zamyka, gdyż nie ma pojęcia, co zrobić z niepasującą do systemu anomalią. Wikus (Sharlto Copley) jest jednym z miliona bezrefleksyjnych narzędzi ziemskiego systemu władzy. Do czasu oczywiście, gdy sam stopniowo przeobraża się w "krewetkę" i staje się najbardziej poszukiwanym mieszkańcem getta. Getta, którego istnienie sankcjonowane jest przez strach Ziemian, w tym i jego samego, Wikusa. Metamorfoza Wikusa i związana z nią konieczność podporządkowania się regułom obowiązującym ten inny, gorszy gatunek stają się jednocześnie impulsem, który pozwoli mu zrozumieć prawa rządzące Ziemią. Nie trzeba dodawać, że ów porządek w każdej chwili może obrócić się także przeciwko Ziemianom. O ile już tak się nie stało.

Diagnoza jest bardzo prosta – nie jest dobrze, będzie jeszcze gorzej. Człowiek, którego największą siłą i słabością jest możliwość dostosowania się do każdych warunków, nadużywa swych zdolności i rzadko kiedy potrafi powiedzieć stop. Stop kolejnym ustępstwom i kompromisom. Przystosowuje się do obowiązującego stanu rzeczy sankcjonowanego przez silniejsze jednostki i grupy, a przede wszystkim, przez własną inercję. Wypracowane przezeń formy społeczne zasługują na ciągłą weryfikację – czy to na drodze jednostkowego oporu czy zakrojonej na większą skalę rebelii. Film lubi obnażać zwyrodnienie społecznych systemów, tworzyć sytuacje graniczne. Z jednej strony pokazuje zdegenerowany świat, z drugiej – daje nadzieję, że istnieje jakiś punkt krytyczny zwiastujący całkowitą zmianę. Na lepsze, oczywiście.
Udostępnij: