Relacja

Prosto z Rzymu. Graliśmy w "Total War: Rome II"

Filmweb / autor: , /
https://www.filmweb.pl/article/Prosto+z+Rzymu.+Grali%C5%9Bmy+w+%22Total+War%3A+Rome+II%22-97834


11 lipca w legendarnym studiu Cinecittà w Rzymie miał miejsce pokaz gry "Total War: Rome II". Na planie filmowym serialu "Rzym" nie tylko mieliśmy możliwość zagrania w nowe "Total War", ale i dane było nam zobaczyć pokazy grupy rekonstruktorskiej działającej w ramach stowarzyszenia CIVILTA’ ROMANA. 

Dziś zapraszamy Was do obejrzenia krótkiej relacji z planu filmowego oraz przeczytania naszych wrażeń z "Total War: Rome II". 



Po niemal dekadzie na ekrany komputerów osobistych powraca jedna z bardziej udanych strategii osadzonych w czasach antycznych, czyli "Rome". The Creative Assembly, firma znana z wypuszczanych taśmowo (i niezwykle dobrych przy okazji) strategii, wraca na stare tory. Podczas pokazu gry w Rzymie mieliśmy okazję rozegrać niewielki prolog do głównej kampanii gry.

Czemu The Creative Assembly nie wróciło do "Rome" wcześniej? Ukazały się przecież sequele "Medieval" czy "Shogun". A jednak wielbiciele starożytnego Rzymu musieli czekać dziewięć lat na powrót tego okresu historycznego. Historia tego developera pokazuje zresztą, że najlepiej wychodzi im robienie gier historycznych. Niedawne "Stormrise" było, delikatnie mówiąc, umiarkowanym sukcesem, a o dość ciekawym i piekielnie trudnym "Viking: Battle for Asgard" nikt już nie pamięta.

 


Prolog, który rozgrywaliśmy, niestety nie pokazuje wszystkich elementów gry. To krótkie wprowadzenie głównie opiera się na walkach i zawiadowaniu prowincjami. Nie mieliśmy więc do czynienia z fajniejszymi funkcjami w postaci dyplomacji, polityki i szpiegostwa. Prolog to raczej demo, w dodatku gry jeszcze nieukończonej. Stąd zawieszki i dziwne błędy były niestety normą.

Kampania rozgrywa się w czasie wojen samnickich. Najpierw bierzemy udział w oblężeniu Kapui; podczas tego etapu z dowódcy małej jednostki, Gaiusza Fulwiusza Silanusa, wyrasta prawdziwy bitewny zakapior. Wraz z postępami w grze podejmiemy się obrony Wąwozu Kaudyjskiego, aż wreszcie dokonamy ataku na Samnium.

Mechanika gry jest mimo wszystko mocno okrojona – to typowe starcie "jeden na jednego", gdzie nie liczy się dyplomacja i zabawa w politykę, a sprawnie naoliwione tryby machiny wojennej. Widać to najlepiej już podczas pierwszej, mocno wstępnej mapy strategicznej. Oblężenie Kapui i nasza maleńka armia wbijająca się klinem w najeźdźców zrealizowane są z iście epickim rozmachem. Oczywiście nie wszystko działa, jak należy, ale to raczej kwestia nieukończonych prac nad grą, a nie błędów jako takich. Najbardziej przykry moment, jaki mnie spotkał, to nieudana szarsza ekwitów w drugiej misji – obronie wąwozu. Choć paradnie zjechali ze wzgórza i rozpędzili samnickich oszczepników, postanowili przy okazji olać rozkaz odwrotu i nadal wiązać się z piechotą w rozpaczliwej walce. Powiedzieć o tym wydarzeniu "spektakularna porażka" to za mało. Mam tylko nadzieję, że takie podstawy jak odwrót zostaną naprawione w finalnej wersji gry. Miłym wtrętem jest za to samodzielne obsługiwanie katapult (podczas oblężenia Kapui). Możemy przenieść się w widok pierwszoosobowy i z tej perspektywy ciskać głazy w nacierające oddziały wroga.

Starcia nie są rozwiązane rewolucyjnie, nie uświadczymy tu kolosalnych zmian w rozgrywce. To stary, sprawdzony system, w którym zarządzamy legionami, możemy zmusić je do biegu, monitorujemy cały czas zmęczenie i morale, atakujemy z flanki i tak dalej. Każdy fan serii "Total War" odnajdzie się w tym bez problemu. Ciekawostką jest pozycjonowanie wojsk – mogą przyjąć postawę ofensywną, przygotować się do zastawienia pułapki i tak dalej. Rozwinięcie wątków bitew morskich jest zdecydowanie ciekawą rzeczą, ale na jej opisanie musimy poczekać do premiery gry. Już teraz jednak można antycypować taranowanie wrogich statków, walkę na pokładzie czy szturm na nadmorskie umocnienia. 

Twórcy – czego oczywiście nie było nam dane zobaczyć – chwalą się rozmachem zarówno pod względem wizualnym, jak i ilościowym. "Total War: Rome II" ma oferować nie tylko ogromną kampanię (i potem, w domyśle, narzędzia moderskie), ale i niespotykaną dotąd różnorodność jednostek. Nie chodzi tylko o ich liczbę na polu bitwy, ale także pochodzenie. Będziemy mogli potykać się z różnorakimi barbarzyńcami z terenów całej Europy i północnej Afryki. Podobno w ostatecznej wersji gry ma pojawić się ponad setka frakcji, z którymi będziemy mogli skrzyżować miecze. Osobiście, jako wielbiciel Arminiusa, liczę na powtórzenie misji z masakrą Rzymian w Lesie Teutoburskim. 



Wizualnie "Total War: Rome II" jest świetne. Twórcy chwalą się modelowaniem każdego żołnierza z osobna, tak by oddać przy okazji ich emocje na polu bitwy – czy to podczas zwycięskiej potyczki, czy w chwili, gdy legioniści padają jak świeżo zżęte zboże. To wszystko w słowach prezentuje się doskonale, ale prawda jest taka, że w ogniu walki ostatnie, na co będziemy zwracać uwagę, to grymas strachu czy blaza na twarzy jakiegoś legionisty... Co więcej, do odpalenia wszystkiego na maksymalnych detalach potrzebny będzie dość potężny komputer.

  


Jedną rzeczą, która zachwyciła mnie od razu, jest oprawa muzyczna. W "Rome II" zamiast Jeffa van Dycka po raz kolejny usłyszymy kompozycje Richarda Beddowa. Choć van Dycka darzymy wszyscy ogromnym szacunkiem za pracę przy starych "Total War", trzeba to powiedzieć wprost: nowy soundtrack Beddowa jest po prostu obłędny. Nawet gdy maszerujecie trzema skrwawionymi legionami, muzyka towarzysząca podczas walki sprawia, że macie ochotę zasunąć w twarz komuś, kto siedzi obok. Cudowne, dynamiczne i odpowiednio napompowane patosem kompozycje współgrają idealnie z tym, co dzieje się na ekranie.

 


Na "Total War: Rome II" poczekamy do września. Choć zapowiada się uczta niemal lukullusowa trzeba wziąć poprawkę na to, że twórcy mają sporo błędów do poprawienia. Historia The Creative Assembly pokazuje, że lepiej uzbroić się w cierpliwość i poczekać, by potem nie było już niczego do łatania po premierze gry. Warto jednak przemyśleć kwestie zaskórniaków i we wrześniu zainteresować się nowym "Rzymem". A poza tym sądzę, że Kartaginę należy zniszczyć.
Udostępnij: