Wywiad

Rozmawiamy z Samuelem L. Jacksonem

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Rozmawiamy+z+Samuelem+L.+Jacksonem-103925
Od przeszło dwudziestu lat praktycznie nie znika z kinowego ekranu. Zagrał we wszystkim, w czym warto było zagrać. To jego twarzą Marvel obdarował superszpiega Nicka Fury'ego zarówno w filmie, jak i w komiksie. Z aktorskim mistrzem wszechwag, Samuelem L. Jacksonem, porozmawiał dla nas Bartosz Czartoryski. 



Masz już na koncie sześć filmów jako Nick Fury i...

Już sześć?

Mhm. Nie znudziło ci się jeszcze?

A gdzie tam. Jak tu nie lubić czarnego, wysokiego faceta z przepaską na oku?

Jak zareagowałeś, kiedy dowiedziałeś się, że Marvel wykorzystał w komiksach twoją twarz?

Pamiętam, że wziąłem do ręki pierwszy zeszyt "Ultimates", przejrzałem i usiłowałem sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek dałem im pozwolenie na użycie wizerunku. Zadzwoniłem do agenta, zapytałem, czy ktoś się do niego zgłaszał, uzyskałem odpowiedź przeczącą, więc poprosiłem, aby skontaktował się z Marvelem i zapytał, co jest grane. Dostałem telefon i dowiedziałem się, że planują serię filmową i chcieliby, żebym w niej zagrał, stąd ta komiksowa zachęta. No cóż, jeszcze tego samego dnia oswoiłem się z tą myślą, a potem nie mogłem się wręcz doczekać, aż zagram Nicka Fury'ego, jedną z moich ulubionych postaci. Zresztą zrozumiałem, że użycie w komiksie mojej twarzy, mnie, to był komplement ze strony Marvela. Nie sposób było się dłużej gniewać ani oburzać.

Czyli nie zastanawiałeś się długo nad przyjęciem roli?

To spełnienie mojego dziecięcego marzenia. Jako młody chłopak lubiłem zamknąć się w pokoju, czytać komiksy, marzyć o znalezieniu się tam, gdzie są ci wszyscy superbohaterowie. I nagle faktycznie do tego doszło, choć nie mam już kilkunastu lat i jestem starym koniem, ale potrafię docenić to, co los mi zesłał. Patrzę na ludzi, którzy wyrabiają różne cuda – latają! – i cieszę się jak gówniarz. Zadziwiające uczucie.

Teraz nareszcie widzowie i ciebie mogą zobaczyć w akcji.

Mówisz o tej samochodowej strzelaninie? Ta scena powstała w nieco dziwaczny sposób, ponieważ Tony i Joe (Russo, reżyserzy – przyp. red.) praktycznie podebrali elementy wszystkich najlepszych pościgów ze swoich ulubionych filmów akcji i połączyli je w jedno. Sam jestem kinomanem i byłem ciekaw, jak to wyjdzie, czy dorównamy takiemu "Roninowi", gdzie znajduje się bodaj moja ulubiona scena pościgu w historii. Sam podczas zdjęć nie miałem za bardzo pojęcia, co się dzieje wokół mnie, ale byłem spokojny o rezultat końcowy. Pracowałem z najlepszymi kaskaderami i kierowcami, czułem, że to precyzyjna robota. Poza tym korzystaliśmy z prawdziwych aut, jeździliśmy po prawdziwych ulicach, mogłem sobie postrzelać, żadnych półśrodków.



Czy prace nad każdym filmem Marvel Studios przebiegają podobnie, czy z każdym filmem jednak coś się zmienia? W końcu budżety rosną, a wraz z nimi oczekiwania.

Nic się nie zmieniło. Rzecz jasna z każdym kolejnym filmem mierzymy wyżej, a i ich skala jest chyba trochę większa, ale proces produkcji jest dokładnie taki sam. Może czasem trochę więcej dzieje się przy komputerach niż na planie, ale dla aktora to ciągle wkuwanie scenariusza, doczłapanie się na plan i próba rozkręcenia tego cyrku. A i ja do każdego filmu podchodzę podobnie, nawet u Marvela nie gram gościa obdarzonego żadnymi mocami. Staram się zagrać tak, jak sam chciałbym zobaczyć to w kinie. Mam siebie w równym stopniu za widza, co za aktora i kiedy czytam scenariusz, wizualizuję sobie wszystko w swojej głowie. 

Skoro jesteś i komiksiarzem, i kinomanem, nie żałujesz, że nie możesz cieszyć się tymi filmami tak jak zwyczajni widzowie?

Ależ mogę! Bo, jak mówiłem, czytając scenariusz mam pewną wizję filmu, ale rezultat jest zupełnie różny od moich wyobrażeń. Nie chodzę do montażowni, nie oglądam zdjęć ze swoim udziałem, nie szwendam się po planie, kiedy nie jestem potrzebny, dlatego też czekam na premierę tak jak każdy.

A kiedy doczekamy się premiery filmu o Nicku Furym?

Ha! Czekam na to od "Iron Mana" i nadal nie mam pojęcia. Oczywiście chciałbym mieć swój własny film, ale zrobiłem ich już, jak zauważyłeś, sześć i nadal nic. Lecz filmowe uniwersum Marvela to skomplikowana siatka powiązań i z pewnością pojawię się jeszcze tu i ówdzie, ten świat nie może istnieć bez Nicka Fury'ego. Swoją drogą – nie mam pojęcia, czemu DC nie wpadło na podobny pomysł, przecież mają Supermana, Batmana, ale te filmy się nie łączą, a szkoda, i jako fan komiksu jestem trochę zawiedziony. Lecz jeszcze bardziej jestem rozczarowany, że nikt do tej pory nie nakręcił filmu z Black Pantherem lub innym pierwszoplanowym czarnoskórym herosem, ale ufam, że nareszcie do tego dojdzie.



Tak czy inaczej, w "Zimowym Żołnierzu" masz najbardziej rozbudowaną jak do tej pory rolę.

Bo to jest wysokobudżetowa produkcja, która nie jest jedynie prostym widowiskiem, ale ma również złożoną fabułę z wątkami szpiegowskimi i politycznymi; mogę się tylko cieszyć, że kino idzie w tym kierunku i nie oferuje tylko efektownych spektakli. "Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz" już na pierwszy rzut oka, na papierze, wygląda inaczej niż pozostałe filmy z Marvel Studios i jestem niezmiernie ciekaw reakcji publiczności. Jasne, zdarzają się dzieciaki, które pójdą do kina i będą kręciły nosem, bo się okaże, że trzeba ruszyć głową i zastanowić się chwilę nad fabułą, a przyszły obejrzeć fajne wybuchy. Lecz wierzę, że większość widzów doceni złożoność tego filmu, zada sobie pytanie o cenę wolności, jaką musimy płacić – bo o tym jest mowa. Kapitan Ameryka w tym filmie nie reprezentuje owej wolności, pojmuje ten termin w zupełnie inny sposób niż Nick Fury, to facet z przeszłości i nie do końca rozumie meandry dzisiejszej polityki. I nie tylko on; bo kto z nas już oswoił się z myślą, że rząd chce mieć wgląd w nasze życie i kontrolować pewne jego aspekty po to, jak twierdzi, aby zapewnić nam bezpieczeństwo? Dumam nad tą kwestią już od lat sześćdziesiątych i nadal nie jestem ani trochę mądrzejszy.

Czyżby przygotowania do filmu pochłonęły cię bez reszty?

Zawsze odrabiam pracę domową, oglądam filmy, które, jak mniemam, pomogą mi zrozumieć lepiej poruszany problem, no i, oczywiście, nadal regularnie czytam komiksy, jestem zaznajomiony z bohaterami, miejscami, nazwami, wiem kto co i kogo reprezentuje oraz jakie wartości wyznaje. Nie stosuję jednak żadnych specjalnych rytuałów przygotowawczych, przeważnie układam sobie po prostu w głowie i w sercu wizję mojego bohatera, myślę nad tym, jak ty chciałbyś go widzieć, i staram się wyjść naprzeciw oczekiwaniom widza. Przy okazji "Zimowego Żołnierza" mamy dwóch reżyserów, którzy po raz pierwszy pracują nad filmem Marvela i czasem mówiłem im wprost, że zrobię to po swojemu, oni ocenią, czy im się podoba, a jeśli nie, to wtedy będziemy dyskutować i negocjować, choć od razu lojalnie ostrzegam, że i tak postawię na swoim i zrobię, jak będę chciał.

Jest jakiś reżyser, z którym poszedłbyś na kompromis?

Hmm... chyba nie. Mógłbym się jednak podłożyć, jeśli chodziłoby o film, jaki zawsze chciałem zrobić, jakiś western – uwielbiałem je za dzieciaka. Na przykład w lecie zaczynam zdjęcia do "Tarzana" i był to projekt, który, kiedy trafił na moje biurko, od razu przyklepałem, chciałem tam zagrać. Ba, musiałem! To kolejne moje marzenie, które spełnię, lecz dla mnie nieważne, czy reżyseruje Quentin Tarantino, czy ktoś inny. Zawsze pracuję po swojemu.
Udostępnij: