Felieton

Spoiler Alert!

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Spoiler+Alert-76675
Uspokajam: poniższy tekst nie zawiera spoilerów. Bądźcie jednak czujni i wyrozumiali - każdemu od czasu do czasu zdarza się powiedzieć o jedno zdanie (i opisać o jedną scenę) za dużo.

Kinoman to zwierzę stadne. Zależy mu wprawdzie na komforcie, swobodzie i przestrzeni na kubek z colą, ale rzadko przedkłada je ponad frajdę z uczestnictwa w kinowym rytuale. Lubi współodczuwać i dzielić emocje, inaczej siedziałby w domu, głaskał psa i rozmawiał tylko z lodówką. Spoilowanie nie jest może najcięższym z grzechów, które mógłby popełnić, jest natomiast przewinieniem nieodwracalnym – łatwo je wybaczyć, trudniej zapomnieć. Pan zagryzający nad naszym uchem nachosy w końcu opróżni całą tackę, upierdliwym dzieckiem prędzej czy później zajmą się rodzice, zaś "komórkowców" szybko uspokoi samozwańczy strażnik obyczajów. Co jednak, gdy ktoś zdradzi nam zakończenie filmu, na który czekaliśmy parę miesięcy albo rok z okładem? Ta drzazga może tkwić pod skórą naprawdę długo.

Niedawno w redakcji padł pomysł, żeby miernikiem naszej koleżeńskiej uczciwości był słoik na drobniaki. Błyszcząca "piątka" za każdy spoiler, czyli - powtarzając za e-ncyklopediami wiedzy powszechnej - za każdą niepożądaną informację o szczegółach fabuły filmu, książki lub spektaklu. Idea była szczytna, lecz niemożliwa do realizacji z przyczyn fundamentalnych, czytaj: motywacyjnych. O ile nie oddalibyśmy pełnego słoika na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, raczej nikt nie miałby do zgromadzonej fortuny moralnego prawa. A czy wśród Was znajdzie się ktoś, kto nigdy - przypadkiem bądź celowo, ze złości lub przez nieuwagę - nie zaspoilował znajomym zakończenia filmu? Czy jest ktoś, kto źle dobierając słowa i nieuważnie selekcjonując fakty, nie zasłużył na sąd podług kodeksu Hammurabiego: oko za oko, ząb za ząb, spoiler za spoiler?

Każdy ma swoje traumatyczne wspomnienia związane ze spoilerami, każdy też powinien przygotować się na więcej. Z "fanowską" rozmową o filmie jest jak z ruchem ulicznym - możesz być doskonałym kierowcą, ale przecież wypadek nie musi wydarzyć się z twojej winy. Pozwólcie więc na chwilę ukołysać się filmowej "mgiełce". Co widzicie? O! To mój przyrodni brat, który nie mogąc ukryć entuzjazmu po seansie "Podziemnego kręgu", opowiada mi cały film - oczywiście od końca. A tutaj kolega ze studenckiej ławy, chcąc odwrócić uwagę od finałowego twista w "Osadzie" Shyamalana, rzuca reflektor na poprzedzający go fabularny zwrot. I piękna nieznajoma, która nie mogąc znieść brzemienia powtórnego seansu "Shutter -Widmo", streszcza finał swojej koleżance, a głos ma donośny, niczym córka Louisa Armstronga i Janis Joplin. Na deser słynna poznańska legenda (przywoływana w jednym z poprzednich felietonów) o kawalarzu, który biegnąc przez zatłoczony hol Multikina, mijał ludzi czekających na seans pewnego filmu i darł się wniebogłosy: "Matka zabija! matka zabija!".  

A propos zabijania - znamy przykłady morderstw popełnionych na sali kinowej (za zbyt głośną rozmowę, albo nieestetyczne pałaszowanie popcornu), ale chyba jeszcze nikt nie stracił życia przez nierozważne zaspoilowanie filmu współtowarzyszowi seansu. Pewnie ma to związek ze skalą zjawiska - spoilują przecież wszyscy: ekspedientki w sklepach, zawodowi recenzenci, wykładowcy akademiccy, anonimowi kioskarze i wujek Czesiek. Przyczyn jest tyle, ile ludzi, a ludzi tylu, ile filmów. Jako że spojler spojlerowi nierówny, myślące o swoim harmonijnym rozwoju społeczności wykształciły pewne zasady. Są one płynne i wymagają raczej intuicyjnego rozumienia, w końcu nigdy nie wiadomo, kto i co za spoiler uważa. Czym innym jest przecież zaspoilowanie końcówki "Szóstego zmysłu", a czym innym zdradzenie, jaki finał spotka Harry'ego Pottera. Inaczej patrzymy na recenzenta, który pastwiąc się nad pierwszą "Piłą", odbiera widzowi satysfakcję z rozwiązywania łamigłówki, a inaczej na oceniającego jej piąty sequel krytyka, który punktuje finałowy twist jako obowiązkowy element konwencji całego cyklu.


Naukowcy z San Diego ustalili, że spoilery pomagają przygotować odbiorcę do świadomego odbioru filmu - pozwalają skupić się na formie dzieła, zwrócić uwagę na fabularne detale, poszerzają przestrzeń interpretacyjną podczas dziewiczego seansu. Proste badanie przeprowadzone na dwóch grupach dowiodło, że bardziej zadowoleni z projekcji byli ci, którzy przeczytali wcześniej streszczenie fabuły. Brzmi to sensownie, ale rozbija się o cały ten rytuał, którego jednym z nieodzownych elementów są pobudzające wyobraźnię i emocje niespodzianki. Ciekawe więc, ilu uczestników seansu w poznańskim Multikinie zamiast skupiać się na rozwiązaniu filmowej zagadki, myślało tylko o tym, żeby dogonić wesołka i zaspoilować mu jego marny koniec?
Udostępnij: