Wywiad

WYWIAD: Rozmawiamy z Rebeccą Hall

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/WYWIAD%3A+Rozmawiamy+z+Rebecc%C4%85+Hall-95518
Brytyjska aktorka Rebecca Hall opowiada o swojej roli w filmie "Iron Man 3", czytaniu komiksów, intelektualnych przepychankach z Gwyneth Paltrow i tłumaczy, czym różni się teatr od green screenu. Dla Filmwebu porozmawiał z nią Bartosz Czartoryski.



Nie zazdrościłaś kolegom z planu, że nie możesz pobiegać w fikuśnym stroju, a Twoja bohaterka nie strzela promieniami z oczu?

Rebecca Hall: Szczerze? Niezbyt. "Iron Man 3" jest moim pierwszym filmem o superbohaterach, więc pomyślałam, że może to i lepiej, jak zacznę na spokojnie. Kiedy przeczytałam scenariusz i okazało się, że nie muszę odstawiać żadnych wygibasów i fikać koziołków, odetchnęłam z ulgą. Nie zrozum mnie źle, nie mam nic przeciwko podobnym rolom, domyślam się, że to musi być niesamowita frajda i nie wykluczam wciśnięcia się któregoś dnia w lateks!

Jaką superbohaterkę chciałabyś więc zagrać?

Szalenie trudno mi odpowiedzieć, bo, aż wstyd przyznać, nie mam zielonego pojęcia o komiksach superbohaterskich, zupełnie nie orientuję się w temacie i pewnie nie wpadłabym na nic, co już nie zostało zrobione wcześniej i lepiej przez kogoś innego. Trzeba by było napisać coś specjalnie dla mnie, wymyślić superbohaterkę dla Rebeki Hall. To byłoby dopiero coś.

No ale chyba "Extremis" [powieść graficzna Warrena Ellisa, której wątki wykorzystano w filmie – przyp. red.] czytałaś?


Tak! I nawet mi się podobało! To faktycznie imponujące dzieło i obiecuję, że będę częściej sięgała po powieści graficzne. Podziwiam, jak bardzo rozwinął się ten segment rynku, myślę, że mogłabym pokochać czytanie komiksów i chyba jestem na dobrej drodze.

Nie mogę jednak uwierzyć, że nigdy wcześniej nie miałaś w ręce komiksu.

To nie tak, że byłam przeciwna komiksom, po prostu ich nie znałam. Oczywiście podczytywałam czasem Asteriksa, ale to w sumie wszystko, z czym miałam styczność jako dziecko. Nie bardzo wiedziałam, za co się kocha komiksy, co jest w nich takiego szczególnego, że ludzie szaleją na ich punkcie, na co muszę zwrócić uwagę. Teraz więc otworzyła się przede mną zupełnie nowa rzeczywistość, poznałam unikalną formę sztuki, z której istnienia praktycznie nie zdawałam sobie sprawy. Odkryłam tym samym, że istnieje liczna grupa wyjątkowych, utalentowanych i błyskotliwych ludzi, którzy tworzą niesłychane rzeczy. To naprawdę wspaniałe, ale i zawstydzające, móc odkryć komiksy po trzydziestce. Stawiam swoje pierwsze kroki, przede mną jeszcze mnóstwo schodów do pokonania, zanim będę mogła nazywać się czytelniczką komiksów. Nie mam zupełnie pojęcia o tak zwanym fandomie, świat miłośników superbohaterów jest mi zupełnie obcy, to jak inny wymiar. Nie byłam nigdy na żadnym Comic Conie, nie wiem nawet, jak to wszystko funkcjonuje.



Osobiście bardzo się rozczarowałem, że w filmie – w przeciwieństwie do komiksu – Twoja postać, Maya Hansen, nie występuje w każdej scenie...

Głupia sprawa, bo sama jeszcze nie widziałam filmu, więc trudno mi powiedzieć, ile scen z moim udziałem wypadło podczas montażu, a ile zostało, ale mam nadzieję, że nie poleciałam na plan na marne!

Zdążyłaś polubić Mayę?


Nie mogło być inaczej. Identyfikacja – może nie zupełna, ale przynajmniej częściowa – z daną postacią jest dla mnie jednym z warunków przyjęcia roli, więc mogłabym powiedzieć, że jest w niej coś ze mnie, a we mnie coś z niej, choć w tym konkretnym przypadku o mojej decyzji zaważył fakt, że Maya mnie po prostu uwiodła. Przede wszystkim jest tym typem człowieka, który chce dogodzić wszystkim wokół, skłonna jest ponieść ofiarę dla dobra innych. Nie zauważa przy tym, że po drodze idzie na zbyt wiele kompromisów i jej osąd staje się wypaczony, co zresztą zdarza się wielu osobom, które myślą tylko o dotarciu do określonego celu i o niczym więcej. No i jest przemądrzała, tak jak i ja. Kiedyś byłam naprawdę pyskata.

"Byłaś"?

No dobra, nadal jestem.

Rola Mai jest więc dla ciebie idealna, mogłaś w końcu dopiec samej Gwyneth Paltrow...

Oj, tak. Ludzie spodziewają się istnej wojny kociaków o Tony'ego Starka, a dostaną dwie intelektualistki przerzucające się docinkami.

  

"Iron Man 3" to Twój pierwszy blockbuster. Byłaś nieco skołowana produkcyjnym rozmachem?

I to jak! Przez większość czasu czułam się naprawdę przytłoczona, jakby nagle zrzucono na moje barki naprawdę duży ciężar. Pod koniec zdjęć zaczęłam zdawać sobie jednak sprawę, że tak naprawdę różnice pomiędzy realizacją kameralnego filmu a blockbustera nie są zbyt wielkie i nie ma znaczenia, czy na planie jest czterdzieści czy czterysta osób, bo i tak wszystko sprowadza się do sytuacji, w której musisz stanąć przed kamerą i ktoś krzyknie "akcja!". Sama robota aktorska wygląda wszędzie tak samo.

Nawet przy green screenie?


No tak, green screen to zupełnie inna sprawa. Poruszanie się w otoczeniu gołych ścian wymaga naprawdę sporej dozy cierpliwości i wyobraźni. Gapisz się w pustkę, zieleń wali po oczach, i mówią ci, że właśnie patrzysz na katastrofę lotniczą i masz zagrać przerażenie. Czasem faktycznie trudno się odnaleźć, choć przecież aktorstwo polega w dużej mierze na instynkcie, który wspomaga nas w krytycznych sytuacjach i często wybawia z opresji. Zresztą wszystko zależy od sytuacji, bo kiedy jesteś na tle green screenu i reżyser mówi, że to pokój hotelowy, a ty siedzisz na sofie, nie ma problemu, luz, nie trzeba nawet specjalnie się wysilać, ale gdy wokół niby szaleje wichura lub trzęsienie ziemi, to zupełnie inna sprawa.

  

Czy przypadkiem w teatrze nie jest podobnie?


Teatr to nieustanne ćwiczenie umysłu, gra wyobraźni. Przede wszystkim trzeba przywyknąć do myśli, że publika nie istnieje, że pomiędzy sceną a widownią stoi mur. Zaryzykuję więc stwierdzenie, że faktycznie nic nie przygotuje cię na green screen lepiej niż teatr!

Co planujesz w najbliższym czasie? Pojawisz się na ekranie?

Niedługo ruszają zdjęcia do "Transcendence", gdzie gram u boku Johnny'ego Deppa i w tym miejscu muszę dodać, że scenariusz tego filmu jest jednym z najbardziej złożonych i wymagających, z jakimi się zetknęłam, więc będzie to naprawdę interesujące doświadczenie, zarówno dla mnie, jak i, miejmy nadzieję, dla widza. Nie mogę się doczekać pierwszego dnia na planie, choć odczuwam lekką presję, bowiem nadal jestem na etapie przygotowań do roli i jeszcze nie mam do końca pewności, kim jest moja postać, jeszcze jej nie rozgryzłam. Poza tym już niedługo, w sierpniu, na ekrany wchodzi "Closed Circuit", film, który nakręciłam już w zeszłym roku. To thriller prawniczy, którego akcja dzieje się w Londynie, zaś fabuła, mówiąc oględnie, w dużym skrócie, będzie obracała się wokół tematu terroryzmu.
Udostępnij: