Bartosz Czartoryski

Smerfetki z Marvela

Hotspot
/fwm/article/Smerfetki+z+Marvela-142898
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Chlo%C3%A9+Zhao%3A+od+mikrobud%C5%BCet%C3%B3w+do+Marvela-142651
HOTSPOT

Chloé Zhao: od mikrobudżetów do Marvela

Podziel się

Jakub Majmurek pisze dla nas o twórczości autorki "Nomadland".

Odbierając Oscara za "Nomadland", Chloé Zhao stała się drugą kobietą reżyserką w historii z tą nagrodą – po Kathryn Bigelow, która 11 lat temu wygrała ze swoim "Hurt Lockerem". Zhao została też nagrodzona Oscarem jako producentka filmu oraz wyróżniona nominacją za scenariusz adaptowany i montaż. 

Niespełna czterdziestoletnia reżyserka znajduje się dziś na wielkiej, wznoszącej fali. W listopadzie do kin wchodzi jej pierwsza superprodukcja, "Eternals" – film z całą plejadą gwiazd (Angelina Jolie, Salma Hayek, Kit Harington), otwierający kolejną fazę filmowego uniwersum Marvela. Budżet szacowany jest na 200 milionów dolarów. Zhao przebyła długą drogę od mikrobudżetowego debiutu "Pieśni braci moich" (2015) do Oscara i największych produkcji.


Z Pekinu do Indian Lakota


W drodze zawodowej i życiowej Zhao odbija się szereg procesów kształtujących współczesny świat: rozwój Chin i nowej chińskiej elity, towarzysząca temu niesłabnąca hegemonia amerykańskiej popkultury, przenikanie się Hollywood i obiegu kina niezależnego, rosnąca pozycja kobiet reżyserek w branży. Zacznijmy od początku. 

Zhao przyszła na świat jako Zhao Ting w Pekinie w 1982 roku. Jej ojciec zrobił błyskotliwą karierę w biznesie, najpierw jako menadżer państwowego konglomeratu stalowego, następnie inwestor obecny m.in. na rynku nieruchomości. Pokolenie rodziców Zhao skorzystało na rynkowych reformach Deng Xiaopinga, które otworzyły wielkie możliwości – głównie finansowe – przed nową, chińską elitą. Reżyserka wspomina, że dorastała w uprzywilejowanych warunkach, choć jej rodzice rozwiedli się.

Jako dziecko Zhao słabo się uczyła, interesowała się filmem i mangą. Sama próbowała rysować komiksy, ale jak przyznaje nigdy nie miała do tego dość talentu. W wieku piętnastu lat wyjechała na naukę do Wielkiej Brytanii, choć dość słabo mówiła wtedy po angielsku. Uczęszczała tam do Brighton College, prywatnej szkoły z internatem – założonej w połowie XIX wieku, w solidnych, dość ponurych neogotyckich gmaszyskach, z czesnym wynoszącym obecnie ponad 30 tysięcy funtów za rok. "To było jak wejście w świat Harry’ego Pottera" – mówiła później Zhao. Gdy skończyła osiemnaście lat, z Anglii przeniosła się do Los Angeles. Zamieszkała sama w niewielkim mieszkaniu w Koreatown i ukończyła lokalny ogólniak.

Po szkole średniej wybrała studia politologiczne w jednym z college'ów Nowej Anglii. Tam jednak uznała, że polityka nie jest dla niej. Interesowały ją raczej ludzie niż polityczne układanki. Zapisała się więc do szkoły filmowej na Uniwersytecie Nowojorskim. Jej nauczycielem został tam między innymi Spike Lee. W nowojorskiej filmówce poznała też pochodzącego z Wielkiej Brytanii (konkretnie Kornwalii) operatora Joshuę Jamesa Richardsa, który został jej partnerem życiowym i artystycznym – Richards pracował do tej pory z Zhao jako operator przy wszystkich jej pełnych metrażach, poza "Eternals". 

Szukając dla siebie tematu na debiut, Zhao nie potrafiła go znaleźć w Nowym Jorku. Pewnego dnia przeczytała reportaż o fali samobójstw wśród Indian Lakota w rezerwacie Pine Ridge w Dakocie Południowej. W tym czasie pracowała już przy inne produkcji w Dakocie Północnej. Zainteresowana udała się więc w najważniejszą być może podróż życia – do Pine Ridge. Wracała tam jeszcze wielokrotnie, by porozmawiać z zamieszkującymi rezerwat Rdzennymi Amerykanami. Próbowała zrozumieć ich życie codzienne i świat na zasadzie czegoś w rodzaju etnograficznego badania. 

Reżyserka pracowała jednocześnie nad mającym się rozgrywać w rezerwacie filmem, który ostatecznie powstał pod tytułem "Pieśni braci moich". Jego realizacja trwała jednak trzy lata, Zhao gromadziła środki z różnych funduszy i grantów i przepisywała scenariusz – ostatecznie powstało jego 30 wersji. Twórczyni ciągle nie była zadowolona, z tego, co napisała. 

"Pieśni braci moich"
Wtedy Zhao i Richards zdecydowali się postawić wszystko na jedną kartę. Zainwestowali w film swoje oszczędności i nakręcili go za jedną dziesiątą planowanego wcześniej budżetu, tylko z treatmentem, bez scenariusza. Ostatecznie fabuła opowiada historię młodego chłopaka z indiańskiego rezerwatu, który waha się, czy po ukończeniu szkoły średniej pojechać ze swoją dziewczyną do Los Angeles (ona dostała się na studia, on nie ma w mieście żadnych szczególnych perspektyw) czy zostać i zająć się swoją młodszą siostrą. Ojciec rodzeństwa nie żyje, matka ma problem z chorobą alkoholową, starszy brat odsiaduje wyrok w więzieniu.

"Pieśni…" trafiły do Sundance i Cannes, dostały też trzy nominacje do Independent Spirit Awards – "Oscarów kina niezależnego". Ryzyko się opłaciło, kariera Zhao wystartowała.

Metoda Zhao


W "Pieśniach..." ustaliła się przy tym reżyserska metoda Zhao, która wraca we wszystkich jej trzech filmach. Po pierwsze, reżyserka za każdym razem poprzedza pracę nad filmem pogłębionym, "etnograficznym" riserczem. Zanurza się w świat przedstawiony, jaki chce pokazać na ekranie, próbuje w nim na chwilę – o ile to możliwe – zamieszkać. Jej drugi pełny metraż, "Jeździec" (2017), też wyrósł z pobytu w Pine Ridge i okolicach. Pracując nad "Nomadland", zarówno Zhao, jak i Frances McDormand również zanurzyły się w społeczność współczesnych amerykańskich "nomadów". Dużą część 2018 roku reżyserka spędziła na podróżach vanem po Stanach.

Po drugie, Zhao pracuje głównie z niezawodowymi aktorami. Odkryła, że tak pracuje się jej najlepiej już na drugim roku studiów, gdy pojechała nakręcić jedną z etiud do ojczystych Chin. W "Pieśniach" niemal wszystkie osoby, które widzimy na ekranie to po prostu mieszkańcy rezerwatu. Odtwórcę głównej roli, Johna Reddy’ego, reżyserka wypatrzyła na zdjęciu w księdze pamiątkowej wydanej przez jego liceum. Doświadczenie aktorskie miały nieliczne występujące w filmie osoby: Irene Bedard, Taysha Fuller (matka i dziewczyna głównego bohatera) oraz Eleonore Hendricks, aktorka, scenarzystka i reżyserka obsady stale współpracująca z braćmi Safdie. W "Jeźdźcu" Brady Jandreau gra w zasadzie samego siebie: trenera koni, któremu wypadek na rodeo uniemożliwia kontynuowanie ukochanej pracy. W roli przyjaciół i rodziny Brady’ego występują jego faktyczna rodzina i przyjaciele. W "Nomadland" poza McDormand oraz Davidem Strathairnem nie widzimy rozpoznawalnych aktorów. Większość osób na ekranie to ludzie, których ciężka sytuacja życiowa faktycznie zmusiła do życia w drodze pokazanego w filmie. 

Po trzecie, chińska reżyserka luźno podchodzi do scenariusza. W efekcie jej filmy mają raczej swobodną dramaturgiczną strukturę, często mocno dygresyjną lub zaledwie sugerującą kluczowe dla opowiadanej historii wydarzenia. Zamiast realizować schemat z trzema aktami i dwoma punktami zwrotnymi, Zhao pozwala swoim filmom swobodnie płynąć, nigdzie się z nimi nie spieszy. W połączeniu z niezawodowymi aktorami i naturalistycznymi zdjęciami Richardsa nadaje to filmom twórczyni "Jeźdźca" paradokumentalnej jakości.

"Jeździec"
Po czwarte, dla Zhao kluczowy jest krajobraz Amerykańskiego Zachodu: pustkowia, pustynie, nagie skały, ciągnące się w nieskończoność drogi, niezurbanizowana przestrzeń roztaczająca się aż po horyzont. Krajobraz jest tłem i bohaterem jej kina, określa jego wyjątkową wizualną formę. Wiąże go też z najbardziej amerykańskim z gatunków filmowych: westernem. Te związki bardzo świadomie podkreślane są w "Nomadlandzie" – w przedostatniej scenie widzimy główną bohaterkę, jak opuszcza swój rujnowany dom w dawnym przemysłowym miasteczku Empire w Nevadzie i idzie w pustkę – kamera stoi za drzwiami i filmuje ją od tyłu. Podobnie pokazany jest idący w głąb pustyni John Wayne w ostatniej scenie "Poszukiwaczy" (1954) Johna Forda. "Obojga nas fascynuje amerykański zachód, pobudza naszą wyobraźnię. Jego krajobraz czuje się, zanim jeszcze się go zobaczy. Zawsze zastanawiamy się nad wykorzystaniem w naszych filmach obrazów rodem ze starych westernów" – mówił w wywiadzie dla "The Warp" Richards.

Po piąte wreszcie, w swoich dotychczasowych filmach Zhao portretuje wykluczone wspólnoty. W "Pieśniach" i "Jeźdźcu" widzimy nędzę życia w rezerwacie Pine Ridge: chorobę alkoholową, z którą nie jest sobie w stanie poradzić prohibicja, bezrobocie, przestępczość, przemoc, rozbite rodziny, brak perspektyw, biedę i prekarność egzystencji. W "Nomadlandzie" – seniorów, którzy zamiast cieszyć się zasłużoną emeryturą, z powodu wielkiego krachu z końca pierwszej dekady XXI wieku zmuszeni są przemierzać Stany w swoich vanach, w poszukiwaniu pozwalającym im nie zatonąć prostych, dorywczych, niskopłatnych prac.

Chiński problem


Każdy kolejny film Zhao był większym sukcesem od poprzedniego. "Jeździec" pokazywany był w prestiżowej sekcji Quinzaine des Realisateurs w Cannes, zdobył też pakiet nominacji do Independent Spirit Awards. Barack Obama umieścił go na swojej liście ulubionych filmów 2018 roku. Co najważniejsze, zwrócił na niego uwagę Frances McDormand. Aktorka kupiła wcześniej opcję na ekranizację książki "Nomadland", reportażu Jessicki Bruder, który ukazał się w Stanach w 2017 roku, i chciała wyprodukować film na jej podstawie. Zhao i McDormand poznały się w trakcie gali ISA w marcu 2018 roku, w końcu zaczęły wspólnie pracować nad przeniesieniem książki Bruder na ekran. Aktorka, świeżo po Oscarze za "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri", dała Zhao pełną artystyczną wolność, podporządkowała się jej sposobowi pracy.

"Nomadland" wygrał Wenecję, a następnie zgarnął pakiet nagród na Złotych Globach i Oscarach. Jedynym miejscem, gdzie Zhao niespecjalnie gratulowano, były… Chiny, jej (dawna) ojczyzna. Oficjalne serwisy internetowe nie podawały informacji o Oscarach dla Zhao, a państwowa wyszukiwarka miała wręcz blokować wyniki związane z "Nomadlandem" i jego reżyserką. Widzowie w Chinach i Hongkongu nie mogli zobaczyć tegorocznych Oscarów – choć tu powodem bardziej niż nominacje dla Zhao mogła być nominacja w kategorii "najlepszy krótkometrażowy dokument" dla filmu "Do Not Split", portretującego niedawne protesty w Hongkongu.  

"Nomadland"
Dlaczego Chińczycy mają problemem z Zhao? Jeszcze po Złotych Globach chińskie państwowe media gratulowały reżyserce i przedstawiały jej sukces jako osiągnięcie, z którego Chiny mogą być dumne. W międzyczasie wypłynęły jednak dwa stare wywiady z reżyserką. W jednym, dla australijskich mediów, miała powiedzieć, że "Chiny nie są już dłużej jej krajem" – sprawa została sprostowana, dziennikarze mieli ją źle zacytować. W drugim, dla "Filmmaker Magazine" z 2013 roku (udzieliła go, gdy zaczynała pracę nad "Pieśniami") Zhao powiedziała, że dorastała w Chinach "otoczona kłamstwami", a gdy wyjechała stamtąd, "musiała na nowo się nauczyć historii" swojej ojczyzny.

Słowa te wywołały wzburzenie aktywnych w chińskiej sieci nacjonalistycznych grup, które uznały, że Zhao "obraża Chiny". Grupy te stają się coraz potężniejszym ośrodkiem nacisku na oficjalne władze – które same przyjmują coraz bardziej nacjonalistyczną retorykę. Fakt, że nacjonalistyczne wzburzenie skupiło się właśnie wokół "Nomadlandu", jest dość zabawne. Jak zauważa "New York Times", jest to film, który w zasadzie Chiny powinny powitać z radością: daje się on bowiem wpisać w propagandową opowieść o zmierzchu Ameryki i amerykańskiego snu. Jak przytacza nowojorski dziennik, głosy typu "to wspaniały film pozwalający nam docenić chiński socjalizm" też pojawiają się w chińskim internecie, gdzie wśród mniej nacjonalistycznie wzburzonej opinii publicznej "Nomadland" zbiera bardzo pozytywne recenzje.

Jak ułożą się relacje Zhao z jej (dawną) ojczyzną, okaże się szczególnie ważne w kontekście "Eternals". Wielkie hollywoodzkie produkcje, takie jak filmy z uniwersum Marvela, od dawna budżetowane są z założeniem istotnych zysków na chińskim rynku. A dostęp do rynku ciągle zależy w Chinach od politycznej decyzji. Są teorie, że Marvel "wybielił" postać Starożytnej w "Doktorze Strange", właśnie po to, by nie drażnić Chińczyków i nie zamykać filmowi dostępu do chińskiego rynku. W komiksach Starożytna była tybetańskim mężczyzną – a chińska cenzura nie patrzy dobrze na filmy wspominające Tybet i tybetańską kulturę. 

Kwestia przywileju


Oczywiście, nie tylko Chińczycy bywają krytyczni wobec twórczości Zhao. Najczęstszy zarzut, jaki pojawia się wobec jej filmów, dotyczy przywileju, z pozycji którego reżyserska przygląda się głęboko wykluczonym bohaterom. W ich światach – Pine Ridge, społeczności współczesnych nomadów – jest zaledwie "turystką", kimś, kto w każdej chwili może wrócić do bezpiecznego i dostatniego życia. Niektórzy z mieszkańców Pine Ridge skarżyli się, że filmy Zhao powielają stereotypy w portretowaniu współczesnych Rdzennych Amerykanów – z obowiązkowymi obrazami biedy, podzielonych rodzin, alkoholizmu. Niektórzy krytycy "Nomadland" natomiast mieli za złe Zhao fragmenty kręcone w magazynach Amazona – firmie znanej z nie najwyższych standardów praw pracowniczych. Amazon jest w filmie przedstawiony jako firma dająca walczącym o przetrwanie seniorom szansę na pracę za względnie niezłe pieniądze. Zabrakło krytycznej refleksji, czy starsi ludzie w ogóle powinni pracować w takich miejscach i czy jedna z najlepiej radzących sobie na rynku firm nie powinna opłacić im jakiegoś hostelu, a nie tylko parkingu, gdzie śpią w vanach.

Wydaje się, że jakkolwiek uprzywilejowane byłoby spojrzenie Zhao, to robi ona ze swojego przywileju dobry użytek. Reżyserka nie patrzy na swoich bohaterów z góry, nie przykraja ich historii do swoich publicystycznych tez, oddaje im na ekranie głos.

Pytanie, jak wykorzysta swój przywilej teraz, gdy znajduje się w tak korzystnej pozycji. Jest utalentowaną reżyserką w momencie, gry branża po dekadach strukturalnej dyskryminacji otwiera się na kobiece talenty. Ma pozycję wypracowaną w kinie niezależnym, co w obecnym Hollywood daje jej dostęp do największych budżetów i produkcji. Jakie historie opowie w tak komfortowych warunkach? Czy stając za sterami wielkich produkcji uda się jej zachować dawną wrażliwość na to, co na marginesie? A przynajmniej swój własny, autorski styl? Jakąś część odpowiedzi na to pytanie poznamy w listopadzie – na premierę "Eternals" warto czekać, nawet jeśli nie jest się fanem Marvela. 
44