"Might & Magic X: Legacy" – już graliśmy

Filmweb autor: /
https://www.filmweb.pl/news/%22Might+%26+Magic+X%3A+Legacy%22+%E2%80%93+ju%C5%BC+grali%C5%9Bmy-98171
O powrocie legendarnej serii "Might & Magic" mówiło się sporo. Pierwsze materiały nie nastrajały jednak zbyt optymistycznie – gra nie prezentowała się zbyt porywająco, zwłaszcza że społeczność graczy zachwycała się wtedy świetnym "Legend of Grimrock". A jak wygląda teraz? Limbic Entertainment chwaliło się, że bierze pod uwagę konstruktywną krytykę użytkowników. Problem w tym, że nowa beta "Might & Magic X: Legacy" nie spełnia nawet mało wygórowanych oczekiwań względem dungeon crawlera.

"Legacy"
na obecnym etapie produkcji boryka się z wieloma problemami, spośród których na czoło wysuwają się dwa. Pierwszy to zestawienie z "Legend of Grimrock". Jak bardzo byśmy się bowiem nie starali myśleć ciepło o crawlerach z wczesnych lat 90. albo odwoływać do legendy serii "Might & Magic", to najlepszym probierzem wciąż jest "Legend of Grimrock". Od momentu, kiedy ukazało się ono w 2012 roku, wiemy, że można zrobić w dzisiejszych czasach bardzo archaiczną pod względem mechaniki grę, a przy tym i tak odnieść sukces.



"Legacy" nie jest niestety tak płynne jak "Grimrock". Być może dlatego, że gra jest jeszcze nieukończona, ale nie da się ukryć, że nasza drużyna porusza się dość ślamazarnie. W okolicznych lochach nie jest to tak zauważalne. Prawdziwym problemem jest startowe miasto – Karthal. Twórcy obiecali konkretne miejscówki i takie nam zaoferowali. Szkoda tylko, że nie przemyśleli tej kwestii. Zdarza się, że przechodzimy z jednego końca na drugi, załatwiamy sprawę u kowala czy magika i nagle nasze postacie zaczynają marudzić, że są przemęczone. A przecież to małe miasteczko, a nie Nowy Jork.

Drugi poważny problem to obciążenie oczekiwaniami względem marki. Dla wielu graczy, w tym niżej podpisanego, seria "Might & Magic" wiążą się z setkami godzin spędzonych z czteroosobową drużyną w – jak na tamte czasy – namiastce sandboksowego erpega. "Legacy" niestety tylko częściowo przypomina stare odsłony. Na przykład pod względem kompletowania naszej drużyny: i tu mamy cztery rasy – człowieka, krasnoluda, elfa i orka. Każda z dostępnych ras musi też wybrać jedną z kilku klas. W becie dostępne są jednak niestety tylko cztery profesje –  po jednej na rasę.



Podobnie jak w starych "Might & Magic" nasze postacie opisane są kilkoma statystykami oraz garścią zdolności. Za ich rozwój musimy płacić punktami umiejętności. Podobnie jak w "Might & Magic VI" i kolejnych grach z serii nasze postacie uczą się danych zdolności od stosownych nauczycieli. Obowiązuje przy tym stara zasada klasowości: magowie nigdy nie będą dobrze władać toporami, a orkowie-barbarzyńcy – rzucać ognistymi kulami. To niby standard, ale miły, bo przypomina stare przebieżki w siódmej czy ósmej części serii. Sama reminiscencja jednak nie pomoże. Póki co system zdolności i umiejętności drużyny wygląda dość blado.  Pamiętajmy jednak, że w becie nie ma możliwości grania wszystkimi klasami.

Jest jeszcze trzeci problem, choć już znacznie mniejszego kalibru. Chodzi o samą walkę, która jest mało satysfakcjonująca. Każde starcie wygląda bowiem identycznie. Najpierw mag pruje z daleka czarem, łucznicy zasypują potwora gradem strzał, a gdy ten jakimś cudem przeżyje, w ruch idą miecze i topory. I tak w kółko. W dodatku, co akurat zawsze było dość problematyczne w tej serii, nasza drużyna grzecznie stoi w jednym rzędzie. A zatem jeśli dopadną nas dwa stwory i jeden znajdzie się na polu obok, możemy zacząć przypominać sobie co bardziej wulgarne wiązanki. Naturalnie tak też było w starych "Might & Magic", lecz mogliśmy się w nich poruszać we wszystkich kierunkach. Tu skaczemy z kwadratu na kwadrat. Takie rozwiązanie ma sens wtedy, gdy drużyna – podobnie jak w "Grimrock" – stoi w dwóch rzędach. Z przodu wojownicy, z tyłu wsparcie. Gdy ktoś nas flankuje, ewentualne baty dostaje tylko jedna flanka, a nie cała drużyna. "Legacy" jest niestety bezlitosne, zwłaszcza w trudniejszym trybie rozgrywki. Dodajmy do tego wspomnianą ślamazarność drużyny i łatwo sobie wyobrazimy, jak angażująca może być co większa potyczka.



Wizualnie "Might & Magic X: Legacy" nie prezentuje się olśniewająco, ale prawdę powiedziawszy – nie musi. To nie jest produkt przeznaczony dla niedzielnych graczy, którzy raz w tygodniu włączą "Call of Duty". Grafika nie jest aż tak istotna. Byle wszystkie tryby rozgrywki były dobrze naoliwione. A tak niestety nie jest. Pozostaje mieć nadzieję, że Limbic nadal będzie cyzelować swój produkt. Na fajerwerki nie ma co liczyć, ale przecież... wszystko będzie lepsze niż feralne "Might & Magic IX".