#4v1 - graliśmy w "Evolve", nową grę twórców "Left 4 Dead"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/4v1+-+grali%C5%9Bmy+w+%22Evolve%22%2C+now%C4%85+gr%C4%99+tw%C3%B3rc%C3%B3w+%22Left+4+Dead%22-104507
Gdybym miał zamiast tego tekstu zmieścić się w twitterowych 140 znakach, byłby to prawdopodobnie wpis w stylu „#evolve #spoko #goliath #najlepszy #4v1”. Nowy tytuł studia Turtle Rock Studios zapowiada się nieźle, daje masę zabawy, ale nie do końca jestem pewny, czy „Evolve” ma szansę odnieść sukces jesienią tego roku.



Na zorganizowany przez 2K Games pokaz zaproszono czterech dziennikarzy z Polski, w tym i wyżej podpisanego. W niedużym pomieszczeniu przygotowano cztery komputery ustawione pod jedną ścianą i jeden pod przeciwną. Osoby siedzące przy tych czterech maszynach grały łowcami i miały odpaloną komunikację głosową. Po drugiej stronie grało się bestią. Bestia nie słyszała łowców, łowcy nie słyszeli bestii, nie widzieliśmy też swoich ekranów. Piątą osobą do kompletu był zawsze ktoś czy to z 2K Games, czy z Turtle Rock Studios. Twitterowy hashtag tej gry to #4v1. Czterech bohaterów kontra jedna bestia. O dziwo, ten koncept sprawdza się całkiem nieźle.



Zacznijmy od kwestii technicznych. Graliśmy na komputerach z podłączonymi padami od Xboksa 360. „Evolve” prezentowało się bardzo ładnie, Cry Engine 3 daje twórcom naprawdę duże możliwości. Rozgrywka trochę cięła i skakała, dokuczało też rwanie obrazu (tzw. tearing), jednak to bardzo wczesna wersja gry – w końcu premiera dopiero za kilka miesięcy. Kod, który ogrywaliśmy, przygotowany był z myślą o tego typu prezentacjach, gdyż przed każdym meczem musieliśmy oglądać tutorial pokazujący wybraną przez nas postać i jej zdolności. Nie było też opcji zajrzenia do menu – jeden tryb, jedna mapa, odgórnie ustaleni łowcy i tylko jedna bestia.



„Hunt” ma być sztandarowym trybem gry i tym, co zdaniem twórców sprzeda „Evolve”. Szczerze? Mam trochę mieszane uczucia. Każdy z czterech łowców ma odgórnie przypisaną rolę. Mamy więc Assault (ciężka giwera), Trappera (rozstawianie markerów i zamykanie bestii na małym obszarze gry), Medyka (leczenie i oznaczanie bestii zieloną poświatą) oraz Support (osłanianie kumpli z drużyny, atak z powietrza na bestię). Gra się nimi naprawdę fajnie i bez współpracy między całą czwórką daleko nie zajdziemy. Sam Assault nic nie poradzi bestii, która mu po prostu szybko ucieknie. Potrzeba taktyki. Na przykład taki schemat. Trapper strzela w bestię włócznią, Medyk oznacza swoim markerem, który dodatkowo ją spowalnia. Teraz Trapper rozstawia mobilną arenę, która zamyka nas razem z bestią na małym obszarze gry, Assault ładuje w nią czym tylko się da, Medyk leczy Assaulta, zaś Support go dodatkowo osłania. Wszystko to jest naprawdę spoko, ale tylko do momentu, kiedy zagramy bestią. Po jednym meczu bestią nie chciałem wracać do łowców. Wydawali mi się nudni, wolni i w ogóle nie rozumiałem, kto chciałby nimi grać. Niestety, Goliath w grze jest tylko jeden, ktoś musi odwalać czarną robotę.



Jak się gra Goliathem? Rewelacyjnie! Bestia jest szybka, zwinna, walczy wręcz i pomimo swoich rozmiarów może być praktycznie niewidzialna dla łowców. Jej głównym problemem są ślady, które zostawia, oraz „pasek ewolucji”. Łowcy namierzają bestią po śladach, które zostawiła bądź po dźwiękach. Wystraszyliśmy siedzące ptaki? Te, wzbijając się, zdradzają naszą pozycję, w wyniku czego pojawiamy się na radarze łowców. Trzeba skakać, chować się, starać się zmylić polujących na nas graczy. Po drodze warto też zjadać napotkaną na mapie zwierzynę. Pożywiając się nią, ładujemy pasek ewolucji. Kiedy go zapełnimy, możemy, wciskając dwa triggery, powiększyć Goliatha, dając mu dodatkowe zdolności, więcej życia czy pancerza. Bo wiecie, sposoby na zakończenie meczu są dwa. Pierwszy, mało oryginalny, to zabicie łowców. W żaden sposób nie jest to łatwe, ale na pewno prostsze. Drugi to zniszczenie generatora. Kiedy nasza bestia wejdzie na trzeci poziom (czyli przejdzie 2 ewolucje), pojawia się nam na mapie generator, który musi zniszczyć. Bronią go oczywiście łowcy, wiadomo. To już zależy od nas, który sposób wybierzemy.



To tak naprawdę wszystko, co zobaczyliśmy. Tak jak napisałem na początku: jedna mapa, jeden tryb i z góry określone postacie. Twórcy mówili nam, że w grze znajdziemy inne tryby, więcej map, różne postacie i kilka bestii do wyboru. Mam szczerą nadzieję, że zdecydują się również na jakiś tryb dla jednego gracza. W końcu nie zawsze mamy kumpli do grania. I tak zbliżamy się do tego, co najbardziej mi w tej grze nie pasowało. To, co mi konkretnie pokazano, widziałbym jako grę z cyfrowej dystrybucji za parę złotych, ewentualnie jakieś F2P. Produkcja Turtle Rock Studios ma być natomiast tytułem AAA, sprzedawanym w pełnej kwocie. A pamiętajcie, że aby granie łowcami miało sens, dobrze by było mieć trzech kumpli z headsetami, z którymi będziemy wspólnie grać. Będziemy musieli się naprawdę nieźle nakombinować, żeby ich namówić do wydania pełnej kwoty, aby tylko z nami grali.



Czy w takim razie czekam na „Evolve”? Czekam na pewno na targi E3 i zapowiedzi pozostałej zawartości. Jeśli twórcy zaskoczą oryginalnymi pomysłami, to są szanse na fajny, onlineowy tytuł, który zawalczy jesienią z kolejnym „Call of Duty”. Jeśli zaś całość będzie opierała się tylko na jednym pomyśle, może się okazać, że miesiąc po premierze serwery gry będą stały puste. Do czasu większych zapowiedzi daję „Evolve” żółte światło i to samo radzę Wam.