Relacja

E3 2014: Graliśmy w najważniejsze tytuły na Xbox One

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/E3+2014%3A+Grali%C5%9Bmy+w+najwa%C5%BCniejsze+tytu%C5%82y+na+Xbox+One-105500
W trakcie poprzedzającego targi dnia konferencyjnego Michał Walkiewicz udał się na zamkniętą imprezę Microsoftu Best of Xbox Showcase i pograł m.in. w "Sunset Overdrive", "[videogame=691450]Fable Legends[/videogame]", "Halo: Master Chief Edition", "Evolve" oraz "Forzę Horizon 2". 

Co cztery głowy, to nie jedna. Gdyby na upartego szukać punktu zbieżnego między zaprezentowanymi w trakcie poniedziałkowych konferencji tytułami, na pewno byłaby nim kooperacja. 



W rozgrywającym się w trakcie rewolucji francuskiej "Assassin's Creed: Unity" czterech, współpracujących ze sobą graczy infiltrowało dworek konusowatego arystokraty, by następnie wydać nieszczęśnika na pastwę rozjuszonego tłumu. W "Far Cry 4" szturmujący posterunek wojskowy w Himalajach bohater wezwał do pomocy kolegę i razem zamienili urokliwą wioskę w przedsionek piekła. W "[videogame=691450]Fable: Legends[/videogame]" czwórka graczy "czyściła" z potworów zalesiony labirynt, podczas gdy piąty, wcielający się w rolę czarnego charakteru, grał w uproszczonego RTS-a: obserwując wszystko z boskiej perspektywy, wysyłał w bój kolejne monstra i zastawiał kolejne pułapki. W "Evolve" z kolei zespół myśliwych próbował ubić mackowatego stwora, w którego wcielał się inny gracz. To oczywiście wierzchołek góry lodowej – synteza jednoosobowej rozgrywki z trybem multiplayer powoli staje się regułą.

Dwa ostatnie tytuły mogliśmy sprawdzić na wieczornej, zamkniętej imprezie Best of XBox Showcase. I o ile "[videogame=691450]Fable: Legends[/videogame]" rewolucji w gatunku raczej nie zwiastuje (mówimy o grze z porządną oprawą, sprawdzoną, choć nieco omszałą mechaniką i niezłym od strony koncepcyjnym trybem multiplayer), o tyle "Evolve" może namieszać na poletku multiplayerowych shooterów.

Pomysł, by zróżnicować rozgrywkę pod kątem perspektywy (potworem sterujemy w trybie TPP, myśliwi zaś są bohaterami tradycyjnego FPS-a) nie jest nowy, natomiast po raz pierwszy wydaje się tak ściśle sprzężony z mechaniką. Zabawa w skórze potwora wymaga czujności: kiedy akurat nie ziejemy ogniem, nie miotamy wielkimi kamulcami bądź nie pożeramy zagubionych homo sapiens, to przeważnie szukamy schronienia, planujemy zasadzkę albo prowadzimy wojnę partyzancką (znaczenie ma nie tylko fakt, że nasze moce muszą się "schłodzić" po użyciu, ale również wielopoziomowa struktura map). Co innego myśliwi – FPS to naturalne środowisko dla bohaterów, którzy stawiają na jetpacki i wielkie giwery. Klasy postaci są nieźle zbalansowane, widać też, że  cała deweloperska para idzie w ich dywersyfikację. Szturmowiec to typowy "tank", który lubi mieć pod ręką shotguna, a zamiast wody sączy paliwo przemysłowe. Traper i żołnierz Wsparcia są tradycyjnymi klasami pomocniczymi. Ten pierwszy bawi się gadżetami, które mogą m.in. ograniczyć pole walki albo spowolnić monstrum. Drugi dba o to, by ekipa była w komfortowej pozycji do odwrotu – na podorędziu ma urządzenie zapewniające chwilową niewidzialność, jest niezłym strzelcem, braki w opancerzeniu nadrabia mobilnością. Stawkę zamyka Medyk, który, jak to Medyk, wyciąga dziarskich wojaków z objęć Kostuchy. 

 

Gra wygląda i brzmi świetnie, bazuje na ryzykownym, ale przemyślanym koncepcie i nie łasi się do nas efekciarskimi skryptami. Podobnie zresztą ma się sprawa z "Sunset Overdrive" – jednym z kluczowych tytułów ekskluzywnych na Xbox One. Na początku zaprezentowanego fragmentu bohater burzy czwartą ścianę i odpychając kamerę w stronę gracza, ustawia właściwy format ekranu. To oczywiście nie jedyny autotematyczny zabieg scenarzystów z Insomniac Games – cała gra dość odważnie poczyna sobie z "zombiakowym" dziedzictwem naszej ukochanej branży. Konceptowi rozgrywki dorównuje tylko pomysł na estetykę. "Sunset Overdrive" to apokalipsa a rebours: słońce świeci, ptaszki ćwierkają, diabelski młyn się kręci, a tryskająca z bohaterów krew układa się w komiksowe onomatopeje. Jest przyjemnie. Zwłaszcza gdy w tak pięknych okolicznościach przyrody zamienimy w kupkę popiołu mutanta o rozmiarach domku jednorodzinnego. 

Podczas imprezy sprawdziliśmy zarówno tryb multi, jak i single player. Przypominający Hordę z "Gears of War" tryb sieciowy nakazywał kłaść pokotem kolejne fale wrogów i jednocześnie rywalizować z innymi graczami o punkty. Grając samotnie, stawaliśmy do nierównej – z racji totalnie przegiętego arsenału – walki z mutantami okupującymi wesołe miasteczko. Skillshoty, grindowanie, parkour, wykręcone bronie i umiejętności (głowice nuklearne śmigają aż miło). Wszystko podano w eleganckiej oprawie, doprawiono paroma wiaderkami krwi, absurdalnym humorem i szczyptą satyry. Dość powiedzieć, że przyczyną epidemii jest popularny w Sunset City napój energetyczny.


Choć obgryzający paznokcie fani serii "Halo" mogli czuć się rozczarowani brakiem choćby minuty gameplayu z piątej odsłony cyklu, byłoby niesprawiedliwym twierdzić, że Microsoft ich nie dopieścił. Napędzane olbrzymią marketingową machiną uniwersum to perła w koronie giganta z Redmond. Prócz grudniowej multiplayerowej bety "piątki" w najbliższej przyszłości doczekamy się m.in. produkowanego przez Ridleya Scotta serialu "Halo: Nightfall", a także kompilacji "Halo: Master Chief Collection", w skład której wejdą cztery "główne" odsłony cyklu.

Brak wybitnego "Halo: Reach" rekompensuje jubileuszowa edycja "Halo 2", która podobnie jak pierwsza część doczekała się gruntownego liftingu. Nostalgia zrobiła swoje już po paru minutach zabawy, zaś możliwość błyskawicznego "podejrzenia" starej oprawy graficznej wciąż jest jedną z najcelniejszych syntez technologicznej ewolucji gier w ostatniej dekadzie. Zestaw wypakowany jest po brzegi znanymi i kochanymi mapami, ma elegancko zuniformizowany interfejs i na pewno sprawdzi się nieźle jako przystawka przed "Halo: Guardians".

 

I jeszcze ogłoszenia parafialne: "Forza Horizon 2" zgodnie z zapowiedziami wygląda fenomenalnie (efekty cząsteczkowe to poezja) i "rusza się" takoż. "Dance Central" dostał podtytuł ("Spotlight") zamiast cyferki, ale to wciąż ta sama gra. W "Killer Instinct" mamy nowego-starego zawodnika (bokser T.J. Combo), w "Forzie Motorsport 5" – kultowy tor Nürburgring, zaś w "Dead Rising 3" – od groma postaci z uniwersum Capcomu z korowodem gwiazd "Street Fightera" na czele. "Super Ultra Dead Rising 3 Arcade Remix Hyper Edition Ex Plus Alpha Prime"? Jedno trzeba chłopakom oddać, stać ich na wyborną autoironię.

Co przyniosą kolejne dni targów? Czy gdzieś na halach skryły się tytuły, o których nie słyszeliśmy w trakcie konferencji? Co zobaczymy na zamkniętych pokazach? Stay tuned, over and out.
Udostępnij: