GAMESCOM 2016: Co do pokazania miała w tym roku Bethesda?

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/GAMESCOM+2016%3A+Co+do+pokazania+mia%C5%82a+w+tym+roku+Bethesda-119021
Tradycyjnie na targach Gamescom Bethesda pokazuje długaśne filmiki, które prezentują ich gry. W przeciwieństwie do nudnawego "Fallout 4", zarówno "Prey", jak i druga część "Dishonored" prezentują się wyjątkowo smakowicie.



"Prey" to pozorny sequel dziesięcioletniej już gry o tym samym tytule. Dlaczego pozorny? Ponieważ nowy  "Prey" nie ma prawie nic wspólnego z oryginałem. Może poza samym osadzeniem akcji w realiach sci-fi. O ile w oryginale pomykaliśmy po obcym statku Indianinem, o tyle teraz protagonistą jest niejaki Morgan Yu. Znajduje się on(a) (być może będziemy mogli wybrać płeć) na stacji kosmicznej, która – a jakże – została opanowana przez tajemniczych obcych. Ci wyglądają jak kłęby dymu i włosów jednocześnie, ale to jest istotne, tylko ich przerażające możliwości. Otóż kosmici mogą imitować w zasadzie dowolny przedmiot w grze, więc nigdy nie wiadomo, czy przypadkiem nie zeżre nas krzesło, na którym zechcemy usiąść. Stworzenie takich imitatorów to świetny pomysł, którego dodatkowym twistem jest to, że nasz bohater przejmuje z czasem niektóre zdolności obcych. Jeśli więc natrafimy na miejsce, do którego nie możemy się dostać, wystarczy zamienić się w... kubek po kawie i przetoczyć do zamkniętego pomieszczenia. Imitowanie przedmiotów w "Prey" to nie tylko kwestia rozwiązywania zagadek. Możemy też dzięki udawaniu np. skrawka śmieci przemykać niezauważeni pod nosem wrogów.



Drugą bronią, którą pokazano na Gamescomie, był pistolet na klej. Brzmi to idiotycznie, ale maź, którą wypuszcza owa broń, bardziej przypomina błyskawicznie schnący gips. Potrzebujemy czegoś, by dostać się w niedostępne przy pomocy zwykłego skoku miejsce? Nic prostszego, wystarczy walnąć smugę owego "gipsu" na ścianie i raz-dwa wespniemy się na jakąś wysoko umieszczoną półkę. Gipsownica przydaje się także do zatrzymywania wrogów: wystarczy strzelić w paru obcych, by błyskawicznie ich "zamrozić", a następnie załatwić np. atakiem kinetycznym. 

Trzecim gadżetem jest coś, co roboczo można by nazwać odkurzaczem. To niewielka kulka, która po rzuceniu na ziemię wciąga wszystkie przedmioty z okolicy i przerabia je na podstawowe surowce i minerały. Te z kolei zbieramy po to, by w odpowiednich stacjach tworzyć dla siebie wyposażenie, a nawet nowe urządzenia (np. plecak odrzutowy do poruszania się w strefach zerowej grawitacji). Ów odkurzacz świetnie sprawdza się także w załatwianiu mechanicznych wrogów – a że przy okazji uprzątnie wszystkie śmieci, krzesła, kubki i papierki po cukierkach, to już osobna sprawa.
Na razie niestety nie wiadomo, o czym konkretnie będzie "Prey". Można tylko przypuszczać, że szykuje się bardzo smaczny miks "Dead Space" i "System Shocka" z obrzydliwymi kosmitami w roli głównej. 


Drugą dużą pokazaną na Gamescom grą był oczywiście sequel "Dishonored", w którym poza znanym z pierwszej części Corvo Attano, będziemy sterować córką cesarzowej, czyli Emily Kaldwin. Akcja gry rozgrywa się kilkanaście lat po wydarzeniach z jedynki, więc Emily wyrosła na bardzo efektywną w cichym zabijaniu pannicę.

Stylistycznie zmieniło się niewiele – wciąż gra ma sporo wspólnego zarówno ze steampunkiem, jak i klimatami rodem z pierwszych dwóch części "Thiefa", przy czym odpowiednio: o ile pierwsze "Dishonored" składało hołd "Thief: The Dark Project", o tyle wydaje się, że dwójka podąża w kierunku "Thief 2: The Metal Age", skomplikowanej maszynerii, trybików i przedziwnych, robotycznych strażników

 

Choć nie wiemy, dlaczego Emily otrzymała moce od pewnej postaci z uniwersum "Dishonored", twórcy nie zawahali pokazać całego wachlarza umiejętności, jakimi dysponuje nasza bohaterka. Poza znanym już teleportem Emily może tworzyć psychiczne połączenie pomiędzy wrogami. Nie chodzi jednak o kontrolę, ale o duplikację obrażeń. Jeśli bowiem obetniemy głowę jednej osobie, stracą głowy i pozostali. Nasza bohaterka może też tworzyć doppelgangera czy przemykać w cieniach tylko po to, by znienacka wyskoczyć "zza zasłony" i posiekać wrogów na kebab. Poza tym mamy oczywiście miecz Corvo, kuszę i dwa pistolety, którymi można od czasu do czasu wypalić komuś w twarz.

Na temat fabuły wiemy tyle, co wcześniej: Emily Kaldwin teoretycznie zasiadła na tronie, jednak została zeń wypchnięta przez niejaką Delilah Copperspoon. Postać ta pojawiła się już w DLC do pierwszej części, teraz zaś będzie główną antagonistką w grze. Wraz z żądną zemsty Emily do gry powróci także (chyba z emerytury...) Corvo Attano, choć na ten temat na razie twórcy "Dishonored" milczą jak zaklęci.


Jak to wszystko sprawdza się w praktyce? Na potrzeby prezentacji każdy ruch jest dopracowany, poszczególne ataki łączą się w sekwencje baletu pomiędzy wielkimi robotami i wrażenie jest niesamowite. Jak to wyjdzie w praktyce – nie wiadomo, ponieważ doświadczenia poszczególnych graczy bywają zupełnie różne od założeń twórców. Oddają oni jednak w nasze ręce całkiem sporo narzędzi zagłady oraz potencjału na tworzenie widowiskowych combosów z wykorzystaniem otoczenia.

W przeciwieństwie do pokazywanego wcześniej "Prey", druga część "Dishonored" nie przedstawia się wyjątkowo spektakularnie w zakresie efektów wizualnych. Na pewno jest wysmakowana stylistycznie i każdy, kto pokochał część pierwszą, tu odnajdzie się bez problemu. Premiera "Dishonored 2" to 11 listopada bieżącego roku, zaś na "Prey" jeszcze trochę poczekamy, gdyż ramowo ustalono, że gra ukaże się na rynku w roku 2017.
Udostępnij: