Graliśmy w "Dead Island 2" i "Escape Dead Island"

Filmweb autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Grali%C5%9Bmy+w+%22Dead+Island+2%22+i+%22Escape+Dead+Island%22-107017
Jak widać, moda na zombie nie przemija. Co chwila jakiś deweloper przygotowuje grę, w której głównym przeciwnikiem są żywe trupy. Niektórzy starają się tchnąć w wyeksploatowaną koncepcję odrobinę nowości – choćby Techland ze swoim "Dying Light" – inni bazują na sprawdzonych rozwiązaniach.


Nie bez powodu przywołałem tutaj wrocławskie studio. To właśnie Techland odpowiadał za powstanie "Dead Island" oraz "Dead Island Riptide". Tytuły te opowiadały o tajemniczej epidemii, która rozpanoszyła się na rajskiej wyspie, zmieniając większość jej mieszkańców w zombie. Gra kładła spory nacisk na rozgrywkę kooperacyjną – każdy z dostępnych bohaterów dysponował innymi cechami. Innym elementem mocno wyeksponowanym w "Dead Island" było tworzenie własnych rodzajów broni. Sam tytuł został przyjęty dość dobrze, a doświadczenie zebrane przy tej produkcji procentuje teraz w pracach nad "Dying Light".

Drugiej części gry nie robi Techland. Za przeniesienie akcji do słonecznej Kalifornii odpowiada Yager Development, znane przede wszystkim ze świetnie przyjętej (za to znacznie gorzej radzącej sobie w sklepach) strzelanki "Spec Ops: The Line". Po sprawdzeniu fragmentu rozgrywki podczas targów Gamescom mogę orzec, że najwięcej zmian otrzymamy w klimacie zabawy.


Going to California

Przede wszystkim postawiono na zabawę. Wystarczyło kilkanaście minut spędzonych z grą, żeby nowe "Dead Island" zacząć porównywać z serią "Dead Rising", a dokładniej z trzecią odsłoną cyklu. Twórcy poszli w klimat bardziej rozrywkowy, komediowy i groteskowy. Nie czuć było zaszczucia, czy zagrożenia. Po opuszczeniu schronienia dziarsko ruszyłem wraz z trzema innymi towarzyszami do radosnego klepania, cięcia, rozszarpywania i strzelania do napotkanych zombiaków. Żywa i kolorowa paleta barw oraz cicho przygrywająca muzyka tylko zachęcała do dalszej rozwałki. Podśpiewywanie sobie pod nosem podczas eksterminacji trupów było czymś naturalnym. 

  

Tak. "Dead Island 2" to gra znacznie bardziej rozrywkowa i twórcy nie próbują tego ukryć. Wystarczy chyba wspomnieć, że jednym z zadań dostępnym w demie była obrona baru.

Nie zapomniano o modyfikacjach uzbrojenia. Tym razem przebiega ona w bardziej intuicyjny i szybszy sposób. Wystarczy pozbierać odpowiednią liczbę materiałów, a następnie albo samodzielnie wybrać interesujące nas usprawnienie, albo też zdać się na automat. W ten sposób w ciągu kilku chwil możemy np. dodać do strzelby ładunki elektryczne.

  

Sama mechanika walki nie zmieniła się za bardzo. Wciąż zadajemy kilka rodzajów ciosów, a gdy naładujemy pasek agresji, możemy odpalić specjalny tryb, który przez chwilę daje nam np. ogromne premie do ataku, lub pozwala na powalenie kilku przeciwników na raz. Po raz kolejny też większy nacisk położony został na broń białą. Pistolety i strzelby są dość nieporęczne i jakby o wiele słabsze od maczugi, miecza czy młota bojowego.

"Dead Island 2" nie zaskakuje niczym specjalnym. Będzie to raczej solidna pozycja ze średniej półki, a nie wysokobudżetowa produkcja konkurująca z "Dead Rising 3" albo "Dying Light". Nie oznacza to, że należy ten tytuł spisać na straty. Może on się stać miłą odskocznią do wspólnej zabawy ze znajomymi.


Czy trafiliśmy na Goa?

"Escape Dead Island" to zupełnie inna para kaloszy. W tej produkcji twórcy stawiają na opowiadaną historię, która ma być zaskakująca i mocno ocierająca się o klimaty psychodeliczne. Bo jak inaczej wyjaśnić scenę, w której nagle z nieba zaczyna spadać deszcz kontenerów? Zacznijmy jednak od początku.

Cliff Calo to rozpuszczony młody człowiek, który ma za dużo pieniędzy. Jest imprezowiczem i utracjuszem próbującym coś zrobić ze swoim życiem. Coś, co przyniesie mu sławę. I nagle epidemia żywych trupów na archipelagu Banoi okazuje się dla niego świetną szansą. Zrobi film dokumentalny, który przyniesie mu rozgłos na całym świecie. Wraz z przyjaciółmi wyrusza w podróż, która prowadzi ich na wyspę Narapela. Tutaj jednak zaczynają dziać się rzeczy dziwne.

  

Czy to kwestia nadmiaru słońca, czy też innych czynników, Cliff zaczyna mieć najróżniejsze zwidy. Głosy szepczące mu w głowie, dziwne wizje i omamy. Do tego panoszące się zombiaki. Coś jest nie tak i to „coś” dotyczy głównie Cliffa.

Niestety wiele więcej nie jestem w stanie Wam napisać o fabule gry, ponieważ demo kończyło się w momencie, w którym dopiero zawiązywała się historia. Sama próbka pozwoliła za to na skradanie się za plecami nieumarłych, wykańczanie ich po cichu za pomocą śrubokręta i kombinowanie przy prostych zagadkach polegających na wykorzystywaniu odpowiednich przedmiotów. Z zapowiedzi twórców wynika jednak, że nie zabraknie w grze także bezpośrednich starć z wykorzystaniem broni białej i palnej. W przeciwieństwie do „dużych” odsłon z serii "Dead Island", w tym tytule odebrano nam swobodę poruszania się. Gra ma konstrukcję korytarzową, a w uzasadnieniu tej decyzji usłyszałem, że ma to związek z większym naciskiem położonym na opowiadaną historię.

  

Całość akcji obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby. Graficznie narzucono styl komiksowy, który dobrze wpisuje się w trochę surrealistyczną atmosferę zabawy.

"Escape Dead Island" zapowiada się ciekawiej niż "Dead Island 2". Może dlatego, że gra obiecuje nam ciekawą i intrygującą podróż w głąb umysłu Cliffa i oferuje formę rozgrywki odbiegającą od utartych schematów znanych z serii. Na pokaz tego tytułu szedłem kompletnie nieprzekonany. Wyszedłem mocno zaintrygowany i zaciekawiony, jakie będą dalsze losy Cliffa. Choć wcześniej tego nie planowałem, to teraz zamierzam sprawdzić "Escape Dead Island" po premierze.