Graliśmy w "State of Decay 2"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Grali%C5%9Bmy+w+%22State+of+Decay+2%22-128188
Już za chwilę, bo 22 maja, zadebiutuje kontynuacja "State of Decay" autorstwa amerykańskiego studia Undead Labs. Dwójka ma być większa, lepsza, ładniejsza i dodatkowo oferować kooperację ze znajomymi. Jakby tego było mało, w dniu premiery będą mogli w nią grać bez dodatkowych opłat subskrybenci usługi Xbox Game Pass. Czy to wszystko wystarczy, aby Xbox One otrzymał hit, jakiego mu w tej chwili potrzeba? 


"State of Decay 2" odbija się od swojego poprzednika i stara się być grą pod każdym względem lepszą. Dzięki skorzystaniu przez twórców z Unreal Engine 4 tytuł wygląda dużo lepiej od wydanego na Xbox One "State of Decay: Year-One Survival Edition", choć wciąż nie zaliczyłbym go do kategorii ładnych gier. Wysoka rozdzielczość na Xbox One X robi robotę, jednak tragicznej jakości tekstury, byle jakie obiekty i modele postaci oraz niestabilny framerate powodują, że czar szybko pryska. Nie będę Was oszukiwał: poziom dopracowania ogrywanego przeze mnie kodu był żenujący i przywodził na myśl trzecioligową produkcję z kosza z przecenami w dyskoncie, co jest o tyle smutne, że sam pomysł na rozgrywkę jest świetny i naprawdę chce się w to grać.


Jeśli mieliście zagrać w pierwsze "State of Decay", to poczujecie się jak w domu. Naszym zadaniem jest przeżyć jak najdłużej i jak najbardziej rozwinąć swoje obozowisko dla ocalałych. Zbroimy się, bierzemy ziomka i wyruszamy szukać niezbędnych do życia surowców oraz elementów, z których coś potem będziemy mogli zbudować. Najlepiej robić to za dnia, bo i zombiaków wtedy na ulicach jakoś mniej i też cokolwiek widać na ekranie. Twórcy zdecydowali, że noc w grze będzie na tyle sroga, że widzieć będziemy co najwyżej czubek swojego nosa. Muszę przyznać, że po raz pierwszy w grze wideo bałem się nocy i tego, co może po mnie przyjść. Kiedy jednak już minie noc, wracamy do harówki dnia poprzedniego: uzbrojenie się, wyleczenie ran, wyjście poza bazę i szukanie kolejnych surowców. O ile w pojedynkę robiło mi się to przyjemnie, o tyle w trybie kooperacji gra pokazywała pazur i w czwórkę bawiliśmy się znakomicie. Fakt, doskwierały nam ciągłe błędy, zawieszające się konsole i rozłączanie sesji, ale kiedy gra działała, to na serio było fajnie. Problem jedynie w tym, że to, co jest fajne przez pierwszą godzinę, po trzech czy czterech może nużyć.


"State of Decay 2" ma wielki problem z wątkiem fabularnym i zlecanymi nam misjami. Z jednej strony fajnie, że są, bo gra popycha nas w różne miejsca, których sami może nie chcielibyśmy odwiedzać, jednak zadania są strasznie płaskie i nijakie. W ogóle, grając w "State of Decay 2", nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to brzydszy i biedniejszy brat "Sea of Thieves". Gra Rare cierpiała na dokładnie tę samą przypadłość: to, co sobie zaplanujesz i rozegrasz ze znajomymi, będzie prawdopodobnie jednym z najlepszych growych doświadczeń Twojego życia, jednak to, co przygotowali dla Ciebie twórcy, przypomina początkowe questy z "World of Warcraft". O ile w "Sea of Thieves" zadania polegały na popłyń-znajdź-pokonaj wrogów-odwieź-sprzedaj, o tyle tu mamy model idź-zabij-przynieś-zgarnij doświadczenie. Nie wiem, może w późniejszym etapie gry zaczynają pojawiać się ciekawsze zadania, ale to, co widziałem, było tak świeże jak napotykani w grze przeciwnicy.

Nie skreślam jednak "State of Decay 2", bo jeśli deweloper weźmie sobie do serca uwagi graczy, to może z tego wyjść całkiem ciekawa, pełna fajnych patentów produkcja. Twórcy mówią w wywiadach, że chcą, by ich tytuł miał optymistyczny ton i że będziemy w nim robić wszystko, aby przywrócić ludzkość na szczyt, bez uczucia, że każde nasze działanie jest bezsensowne. Trochę się to gryzie z beznadziejnie napisanymi misjami, które równie dobrze mogłyby polegać na przyniesieniu dziesięciu nóg dzika. Nie do końca też rozumiem, co zaszło w modelu walki: pojedynki wręcz z wykorzystaniem maczet, mieczy czy siekier są fenomenalne i wybijanie w ten sposób hord nieumarłych to czysta przyjemność, a dla odmiany korzystanie z broni palnej to dramat.


Najlepsze, co mogło spotkać tę produkcję to włączenie jej do abonamentu Xbox Game Pass, dzięki czemu, posiadając tę usługę, już w dniu premiery będziemy mogli zagrać w "State of Decay 2" na Xboksach One i komputerach PC z Windowsem 10. Jest szansa, że dzięki temu zainteresuje się tym tytułem więcej osób, a tym samym deweloper dostanie więcej uwag i będzie dzięki nim w stanie doprowadzić grę do stanu używalności. Znikające tekstury, skaczące obiekty i spadki animacji nie powinny mieć miejsca na Xboksie One X, nie wspominając już o wywalaniu się samego kodu gry. Jeśli macie już wykupiony Xbox Game Pass albo nie skorzystaliście z darmowego okresu próbnego, możecie dać "State of Decay 2" szansę. Z inwestowaniem w ten tytuł jakichkolwiek pieniędzy wstrzymałbym się do momentu, kiedy twórcy doprowadzą go do przyzwoitości.

W "State of Decay 2" grałem pod koniec kwietnia, a udostępniony nam kod gry pochodził z końcówki marca/początku kwietnia. Premiera gry będzie miała miejsce 22 maja 2018.
Udostępnij: