Oceniamy "Devil May Cry 5: Special Edition"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Oceniamy+%22Devil+May+Cry+5%3A+Special+Edition%22-140144
Oceniamy "Devil May Cry 5: Special Edition"
Dante, Nero, V i ten czwarty, najfajniejszy, powracają po rocznej przerwie. Wyglądają lepiej, oferują więcej, a ich przygody siłą rzeczy będą wizytówką niemowlęcego okresu żywota PlayStation 5. Po recenzję oryginału, jednej z najlepszych gier ubiegłego roku oraz jednego z najlepszych slasherów w historii, zapraszamy tutaj. Zaś jeśli chcecie dowiedzieć się, czy "Special Edition" jest czymś więcej, niż próbą splądrowania waszych portfeli po raz drugi, musicie wziąć pod uwagę kilka rzeczy:

Trzy w jednym



W kilku żołnierskich słowach - "Devil May Cry 5 Special Edition" to kompletna i ostateczna edycja piątej części kultowej sagi. Znajdziemy tu nie tylko podstawową kampanię, ale również bezpłatny dodatek Bloody Palace, czyli stupiętrową "wieżę" ze stale rosnące poziomem trudności, a także zupełnie nowy tryb, czyli Legendary Dark Knight. Jeśli jesteście fanami moderskich, pecetowych ustawek z cyklu "miliard krabów lądowych kontra dwa tysiące polskich husarzy", poczujecie się jak w domu. Przeciwnicy wylewają się z w hurtowych ilościach, każdy cios może być śmiertelny, a byle potyczka zamienia się błyskawicznie w III Wojnę Światową. Zła i dobra wiadomość dla "platyniarzy" - jeśli, podobnie jak niżej podpisany, wbiliście w pocie czoła błyszczący pucharek, do nowego zestawu włączono trofea związane niemal z każdą atrakcją. Jako że i Bloody Palace, i Legendary Dark Knight są obligatoryjne, pozostaje mi zacytować klasyka: "porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie".



V jak Vendetta



"Special Edition" to również nowa grywalna postać, czyli owładnięty obsesją rywalizacji ze swoim bliźniakiem, siwowłosy Vergil. Srebrny lis tańczy do rytmu wybitnego kawałka "Bury The Light" Caseya Edwardsa i Victora Borby i taszczy na plecach spory arsenał - do dyspozycji mamy lekką katanę Yamato, potężne energetyczne ostrze Mirage Edge (będące wariacją znanego z poprzednich odsłon Force Edge) oraz przeznaczone do brutalnej bitki rękawice Beowulf. Możemy też przyzwać na pomoc swojego wrednego klona, a także rozczszepić...ci, którzy skończyli oryginał, na pewno się domyślają. Najważniejsze, że Vergil jest absolutnie przekoksowany i, podobnie jak w przypadku pozostałych postaci, wymaga zmiany przyzwyczajeń oraz otwartej głowy - to nie tylko najszybszy i najpotężniejszy z bohaterów, ale i najtrudniejszy, jeśli chodzi o rytmikę ataków. Niestety, jego "dedykowana" kampania to w gruncie rzeczy lustrzane odbicie przygody Nero, Dantego i V. Jasne, w niektórych momentach, scenarzyści obracają narracyjny schemat, ale dało się tutaj zrobić znacznie więcej.


Piekło w 4K



Jako, że "DMC5 SE" jest jedną z pierwszych gier na PlayStation 5, będzie nieustannie stawiać nas przed dylematem, który prawdopodobnie zdefiniuje całą generację. Jeśli chcecie doświadczyć mocy nowego sprzętu w pełnej krasie, warto zacząć od ray tracingu oraz natywnej rozdzielczości 4K kosztem 30 klatek animacji na sekundę. Jeśli zawędrujecie w miejsca pełne neonów, luster i albo promieni słońca wsączających się przez powiewające kotary, ta efektowna patyna potrafi zrobić wrażenie. Nieco optymalniejszym wyborem będzie poświęcenie 4K na rzecz 60fps z włączonym RT - chociaż rozdzielczość do wówczas jedynie 1080p, płynne 60 klatek w slasherze to absolutny mus i trudno sobie wyobrazić grę na innych zasadach. Z tego samego powodu najlepsza opcja dla to według mnie utylitarne 4K + 60fps, bez ray tracingu, za to z nowym trybem Turbo, który przyspiesza rozgrywkę aż o 20 procent (tryb ten automatycznie wyłącza RT). Poświęcenie ułamka wrażeń estetycznych może być bolesne, ale zwróci się z nawiązką. Na deser ciekawostka, czyli możliwość gry w 120fpsach - cieszę się, że jako konsolowcy wreszcie dożyliśmy tak pięknych czasów, lecz dla mniej wprawnego oka skok nie będzie tak duży jak w przypadku przesiadki z 30fps na 60.


Werdykt



Po zaledwie trzech miesiącach i dwóch grach, Capcom obejmuje prowadzenie w tegorocznym deweloperskim wyścigu. Ich silnik graficzny to prawdziwy potwór, scenarzyści wyrabiają dwieście procent normy, a podejście do nieco przykurzonych, wyeksploatowanych marek budzi mój szczery podziw. "Devil May Cry 5" jest dowodem na to, że recykling starych pomysłów wciąż może być fundamentem nowej wizji artystycznej. To świadectwo wiary w inteligencję gracza; w jego zdolność zrozumienia i zaakceptowania konwencji, w której humor, seks i przemoc wciąż są narracyjnym paliwem. Przygoda Dantego, Nero i V to ogłuszające arcydzieło złego smaku. Piekło i niebo gier wideo

Tak stawiałem sprawę w ubiegłym roku i zdania nie zmieniam. Żadnego ultrasa dwa razy namawiać nie trzeba, jego świnka-skarbonka jest już pieśnią przeszłości. Nowych na pokładzie mogę tylko zachęcić - jeśli odpowiadają Wam podobne klimaty, spędzicie z grą piękne chwile. Zaś całą resztę proszę o tradycyjnie o introspekcję - zmian jest na tyle dużo, aby było co robić i na tyle mało, że wybór nie jest oczywisty.
Udostępnij: