PRZED PREMIERĄ: Graliśmy w "Call of Duty: Ghosts"

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/news/PRZED+PREMIER%C4%84%3A+Grali%C5%9Bmy+w+%22Call+of+Duty%3A+Ghosts%22-99235
"Call of Duty: Ghosts" to kolejna gra z cieszącej się niesłabnącą popularnością serii FPS-ów. Co może dziwić, tytułowe Duchy przynoszą powiew świeżości zarówno w trybie jedno-, jak i wieloosobowym. Podczas spotkania w Paryżu mieliśmy okazję przetestować kilka trybów sieciowych oraz porozmawiać o grze z Tiną Palacios z Infinity Ward.



Największą zmianą w trybie dla jednego gracza jest sam setting. Po raz pierwszy Stany nie będą "po prostu" związane działaniami wojennymi z Bliskim Wschodem czy Rosją. Krótka, wprowadzająca w nowe realia gry misja rozgrywająca się na stacji kosmicznej pokazuje od razu, jaki świat czeka na nas na dole. Federacja (konglomerat południowoamerykańskich nacji) sabotuje stację ODIN (Orbital Defence Initiative) i przypuszcza kinetyczny atak na Stany Zjednoczone. Supermocarstwo budzi się zatem nie tylko z ręką, ale i głową w nocniku. Zapytana o taki nagły zwrot Tina Palacios stwierdziła, że patrząc wstecz, mimo konfliktów: „USA zawsze prezentowane było jako supermocarstwo”. I dodała: „Gracz ma największą siłę, najlepszą broń, bajeranckie technologie. Nie chcieliśmy iść tym tropem; postanowiliśmy stworzyć realia, w których walczysz o przetrwanie”.

 

Choć trudno mówić w przypadku "Call of Duty: Ghosts" o równie personalnej co w "The Last of Us" wycieczce przez zniszczoną Amerykę, gra nie jest też taka, jak zapowiada bombastyczny trailer w stylu "Moonrakera". To tylko intro. To, co dzieje się na Ziemi, jest bardziej subtelne i osobiste, choć nie brakuje w grze eksplozji i huku. "Podobało nam się tempo pierwszego >>Modern Warfare<<”, mówi Tina, „Dlatego ten styl chcieliśmy przenieść do >>Ghosts<<. Można trafić na szybki, intensywny poziom, gdzie wszystko wokół wybucha, a zaraz potem oddać się spokojniejszej eksploracji”.

W rozmowie musiało paść oczywiste pytanie: Skoro masa ludzi gra wyłącznie w multi, dlaczego z odsłony na odsłonę tyle zasobów pakuje się w intensywną, ale bardzo krótką kampanię dla jednego gracza? Odpowiedź nie dziwi... Z punktu widzenia mojego departamentu, cóż, mamy liczną grupę fanów, która dzień w dzień podrzuca wskazówki albo pytania dotyczące właśnie trybu dla jednego gracza. Jasne, masa osób gra wyłącznie w multi, ale nie chcemy, by ktokolwiek poczuł się zlekceważony. To prawdziwe wyzwanie zrobić grę, w której nie ignoruje się żadnego gracza.

Tryb dla samotników to jednak tylko przedsmak prawdziwej wojny, jaka czeka nas w zabawie przez sieć. "Ghosts" oferuje klasyczne, znane już dobrze tryby multiplayer oraz kilka nowości. Nowalijką, na razie tylko w teorii, są tzw. "Squads". Tworzymy w nim oddział sterowanych przez AI postaci i wraz z nimi przechodzimy tryb kooperacji bądź niektóre formy zabawy sieciowej. Co ważne, każda postać zdobywa – jak żywy człowiek – doświadczenie potrzebne do odblokowania kolejnych broni, perki czy kolejne etapy na ścieżce rozwoju bojowego.

To, co testowaliśmy, wydawało nam się jednocześnie klasyczne i świeże. W zakresie Team Deathmatch nie było niespodzianek. Udostępnione mapy były i szybkie i mordercze, aczkolwiek dość sporych rozmiarów. Ciężko w takich plenerach przetestować walkę w zwarciu i za pomocą mojej ulubionej klasy broni – SMG. Ciekawostką jest modyfikacja terenu walki. Nie ma co tego porównywać do serii "Battlefield", ale multi w "Call of Duty" stoi przecież też czymś zupełnie innym niż globalne walki. Da się jednak tu i ówdzie wybić dziurę w ścianie do sąsiada, zdemolować kilka obiektów, ba!, na mapie Strikezone możemy przywołać tzw. K.E.M Strike. Na czym to polega? Stacja ODIN przypuszcza atak kinetyczny, ekran zachodzi czerwienią, po czym resztę meczu spędzamy wśród płonących zgliszczy. Ta zmiana "zasad gry" jest nieco podobna pod względem technicznym do modyfikowalnych w biegu wyścigów w "Split/Second".

Kilka rozgrywek w trybie Domination sprawiło natomiast, że część dziennikarzy co chwilę rzucała pod nosem wyjątkowo brzydkie przekleństwa. W tej części gry znajomość mapy jest kluczowa i im szybciej rozeznamy się w najważniejszych miejscach do kampowania, tym lepiej. Bardzo ciekawa w tym trybie jest mapa Whiteout – to niewielki, nadmorski teren skuty lodem. Kilka jaskiń, małych domków i spory kawałek względnie otwartej przestrzeni, gdzie raz po raz słychać świst strzałów ze snajperek. Na Whiteout, właśnie w odkrytym terenie, najbardziej docenia się potęgę nowej funkcji, czyli wślizg. Jak żartują twórcy, dawniej było tak, że ludzie, którzy padali nagle na ziemię, wyglądali dość idiotycznie. I tak z prostego pomysłu na płynność animacji zrodziła się rzecz niby mała, ale znacząco zmieniła zasady walki. Podczas biegu możemy bowiem przejść szybko do parteru... nadal puszczając serie w kierunku przeciwnika. Aż strach pomyśleć, co będzie się działo w sieci, gdy gracze opanują mistrzowsko takie ślizgawki.

Ostatnią ciekawą, choć nieco obłąkaną formą zabawy przez sieć jest tryb Blitz. Na czym polega? Na mapie dostępne są dwa portale, swego rodzaju „bramki”. Aby zdobyć punkt, wystarczy wbiec w portal przeciwnika. Żadnego czekania czy aktywacji; stawiamy stopę na wrogim portalu i już jesteśmy punkt do przodu. Rozgrywka zajmuje dwie rundy; po pierwszej drużyny zamieniają się miejscami.

W teorii wydaje się to proste, ale w praktyce to jeden z najtrudniejszych trybów multiplayera; musimy bowiem jednocześnie bronić swojej „bazy” i przypuszczać atak na wrogi portal. Mało tego. Ze względu na automatyczne przyznawanie punktów, raz po raz trafiają się prawdziwe szturmy na naszą pozycję. Wystarczy, że przedrze się do nas jedna osoba i już jesteśmy w tyle. Blitz ma jeden zasadniczy feler, otóż nie na wszystkich mapach rozgrywka jest równie wyważona. O ile pustynna mapa Octane daje radę, to wspomniane już Whiteout jest koszmarem. Gdy nasza baza znajduje się przy rozbitym statku, punkty lecą jak z rękawa. Po zamianie stron, banda twórców "Ghosts" okopuje się w tym miejscu, które niegdyś było naszą bazą. Większość drużyny siedzi poukrywana w skałach. Wysyłają dwójkę na zwiad. Nasz portal jest na widoku. Znikąd pomocy. Słowa na literę "f" zagęszczają atmosferę w pomieszczeniu. Żadne sposoby nie dają rady. Odpada frontalny szturm, na nic zdaje się dyskretne okrążanie newralgicznych punktów i wąskich gardeł. Przegrywamy z kretesem, z wynikiem tak koszmarnym, że szkoda słów. Na szczęście następny mecz to już klasyczna drużynowa naparzanka i spuszczenie niezłego manta twórcom "Ghosts" rekompensuje gorzki smak niedawnej porażki.

"Call of Duty: Ghosts" na sklepowych półkach pojawi się w połowie listopada. Ciekawi tryb dla pierwszego gracza, ale ja zacieram ręce na kolejną porcję szybkiej, bezkompromisowej rzezi w sieci. To rozrywka w sam raz na coraz krótsze dni.
Udostępnij: