WYWIAD: Kristen Stewart o pracy nad "Personal Shopper"

Informacja nadesłana
https://www.filmweb.pl/news/WYWIAD%3A+Kristen+Stewart+o+pracy+nad+%22Personal+Shopper%22-121808
17 marca do polskich kin trafi dreszczowiec "Personal Shopper" w reżyserii Oliviera Assayasa ("Carlos"). Zapraszamy Was do przeczytania rozmowy z gwiazdą filmu, Kristen Stewart.


Czy podejrzewałaś, że będziesz pracowała przy kolejnym filmie Olivier Assayas tak szybko, zaledwie 2 lata po ostatnim jego dziele - "Sils Maria"?

Kristen Stewart: Nie, ale wiedziałam, że lubi pracować z ludźmi, których już zna – zarówno z tymi samymi aktorami, jak i cała techniką. Także w głębi serca liczyłam na kolejną współpracę. Naprawdę dobrze nam się pracowało na planie „Sils Maria” i wiedziałam już wtedy, że wcześniej, czy później stowrzymy kolejny kreatywny projekt. Jednak nie zdawałam sobie sprawy z faktu, że możemy zacząć tak szybko. Przyjaźnię się z producentem Oliviera – Charlesem Gillibertem. To on powiedział mi, że Olivier pracuje już nad kolejnym scenariuszem. Było to chyba w Cannes gdzie byliśmy z "Sils Maria". Szczerze mówiąc, pierwszy raz miałam do czynienia z tak niesamowitą ekipą, grupą ludzi, którzy tworzyli prawdziwy team. Nie chciałam w ogóle wyjeżdżać. Byłam dumna ze współpracy z Olivierem. Więc jak tylko Olivier oficjalnie złożył mi propozycję zagrania w "Personal Shopper", nie kryłam podniecenia, ale zarazem przyznałam, że nie jestem zaskoczona. Chcieliśmy po prostu kontynuować dalszą współpracę z tymi samymi ludźmi z ekipy.

Można odnieść wrażenie, że Olivier w końcu znalazł w tobie nie tylko aktorkę, lecz również idealne odwzorowanie młodej, pięknej i nowoczesnej kobiety, którą od dawna chciał pokazać w swoich filmach. Czy możesz to samo powiedzieć o nim, że jest reżyserem, którego od dawna szukałaś?

K: Przyznaję, że tak właśnie jest. Oboje pracowaliśmy z wieloma ludźmi, ale wspólnie udało nam się stworzyć niesamowitą relację, więź. Nie musimy się porozumiewać werbalnie, wystarczy jedno spojrzenie, i wiem co robić dalej a to się bardzo ceni w naszej profesji. Nie rozmawiamy zbyt wiele, ale rozumiemy się doskonale i dzielimy podobnymi spostrzeżeniami. Podobne rzeczy nas ciekawią, a wspólna praca daje wiele satysfakcji i przyjemności.

Jak Olivier Assayas oznajmił ci, że chce pracować z tobą przy "Personal Shopper"?

K: Powiedział mi, że pisze bardzo prosty scenariusz, który tworzy specjalnie dla mnie i, że ma nadzieję, że mi się spodoba. Jak tylko otrzymałam scenariusz, byłam przerażona. Nie potrafiłam wyobrazić sobie rozmowy z Charlesem lub Olivierem, w której oznajmiam, że ten scenariusz nie jest dla mnie! Na szczęście, to nie był problem. Przeczytałam go po raz kolejny i tym razem byłam już pod wrażeniem. Był on tak inny od "Sils Maria". Myślałam, że dobrze znam Oliviera i nie mogłam pojąć, jak mógł wpaść na taką historię. To otworzyło mi oczy na bardziej złożoną część jego osobowości. Ten film zmusza do zadumy. W "Personal Shopper" Olivier potrafi przywołać niewidzialne słowa, bez nazywania ich, w swój własny, specyficzny sposób. Wydaje mi się, że jest to bardziej osobisty film, niż "Sils Maria" Film nie zmusza do analiz, to dzieło, które porusza zmysły i dotyka głęboko aspektów człowieczeństwa. Olivier to retrofleksyjny reżyser, który w swoich dziełach potrafi wyrazić bardzo osobiste emocje. To było naprawdę super, nie dostrzegłam tego przy pracy na planie "Sils Maria".

"Personal Shopper" pokazuje całkiem nieznane obszary w kinie francuskim, jak duchy i spirytyzm. Bardzo też różni się od thrillerów amerykańskich o podobnej tematyce.

K: Tak. W "Sils Maria", w którym grałyśmy wspólnie z Juliette Binoche - tytułowa bohaterka - Maria i Valentine, którą grałam, prowadzą dialog na temat filmów. Mają odmienne poglądy na temat filmu z gatunku science fiction. Valentine uważa, że w filmach fantasy, czy science fiction jest tyle samo prawdy, co w uważanych za „bardziej poważne dzieła”. Obnażają w końcu te same problemy, dają do myślenia i otwierają oczy na te same poglądy, co filmy o tematyce psychologicznej. To zabawne, że Olivier dosłownie bazuje na linii dialogowej z "Sils Maria". "Personal Shopper" to nowy gatunek, który stawia film z daleka od większości znanych francuskich obrazów. To film, który zamiast straszyć nas duchami, zmusza do refleksji nad rzeczywistością. Według mnie "Personal Shopper" zadaje pytania, które często nas w życiu najbardziej przerażają: Czy jestem na tym świecie kompletnie sam? Czy umiem zbudować trwałą relację z drugim człowiekiem?


Co było najtrudniejszym aspektem pracy przy "Personal Shopper"?

K: Gram młodą kobietę, która jest bardzo samotna, kompletnie wyizolowana i nieszczęśliwa.Grać cały czas kogoś takiego, to naprawdę wyczerpujące zadanie. Nawet, gdy grałam sceny z innymi aktorami, nie mogłam być z nimi. Musiałam traktować ich jakby byli duchami. Między mną, a innymi aktorami nie mogło być najmniejszej interakcji, ponieważ moja postać miała być wyalienowana. To wkręciło mnie w naprawdę bolesny stan. Na szczęście otoczona byłam osobami, które kocham i nie czułam się aż tak samotna. Mam szczęście, bo gdyby atmosfera na planie nie była tak pozytywna i przyjacielska, byłabym zdewastowana psychicznie i prawdopodobnie sięgnęłabym dna. W filmie jestem w ciągłym pośpiechu, nie przestaję się przemieszczać z jednego miejsca do drugiego. Jestem w ciągłym ruchu. Bardzo schudłam w czasie nagrań, to było wyczerpujące.

Maureen nienawidzi swojego zawodu – osobistej stylistki, podobnie jak swojej bogatej i znanej szefowej. Z drugiej strony kocha ciuchy, lubi przekraczać pewne tabu, a przy tym wszystkim dobrze się bawić.


K: Maureen fascynują te same rzeczy, których nienawidzi. Przeżywa tzw. kryzys tożsamości. Podoba mi się to, że nie jest pokazana jako feministka, krytykująca powierzchowność społeczeństwa konsumpcyjnego. Walczy ze sobą wewnętrznie. Pociąga ją świat, gdzie jej kariera w końcu nabiera kształtu. Zarazem wstydzi się tego co ją pociąga. Czułam kiedyś to samo co ona. Akcja rozgrywa się w czasach współczesnej mody, ale równie dobrze ta historia mogła mieć miejsce w latach trzydziestych w Hollywood. Nie wiem, czy wtedy wyglądało to lepiej, czy gorzej. Ludzi zawsze pociągały wszystkie te błyskotki, lecą do nich, jak ćmy do światła.

„Personal Shopper” ociera się o żałobę, o opłakiwanie. Jest jednak zarówno opowieścią o młodej, wyemancypowanej kobiecie, która próbuje znaleźć własną ścieżkę w życiu i zaznać odrobinę wolności.

K: Tak, to prawda. Najlepsze okresy mojego życie, zawsze poprzedzała jakaś katastrofa. Często po okresie spokoju i spełnienia, następują również traumatyczne wydarzenia. W momentach, gdy ocierasz się o śmierć, czujesz, że żyjesz.
Na końcu filmu Maureen dochodzi do konkluzji, że jeśli nawet nie znalazła tego czego szukała, to finalnie może zacząć wszystko od początku.

Jak przygotowywałaś się do roli Maureen i jak ważny jest dla ciebie wygląd bohaterów, których grasz?


K: To absolutnie najważniejsze. Chciałam, żeby ludzie poczuli się jak Maureen, kiedy zginął jej brat bliźniak. Wyobraziłam więc sobie siebie bardzo prosto, jakbym miała niemal androgeniczny wygląd. Jej wygląd odzwierciedla również miłość i nienawiść do świata mody. Dlatego też wybór ubrań dla mojej postaci był bardzo ważny. Jeśli chodzi o przygotowania do filmu, staram się czytać scenariusz tylko raz, potem w ogóle do niego nie sięgam. W ten sposób zachowuję prawdziwość, jestem zaskoczona każdą kolejną sceną, jakby akcja działa się naprawdę w moim życiu. Olivier chciał kręcić na początku roku, więc mogłam spokojnie dokończyć film Woody'ego Allena, gdzie gram czarującą, zabawną dziewczynę. Nie dałabym rady grać równolegle w dwóch filmach, tak różnych postaci. Wiedziałam, że po tym wszystkim, co mnie czeka w "Personal Shopper" będę zdewastowana i niezbyt ładna na koniec dnia. Nie przygotowywałam się specjalnie, ale wiedziałam gdzie u siebie szukać potrzebnej w danym czasie wrażliwości. Wiedziałam kiedy nacisnąć spust, wystarczyło, że tylko za niego pociągnęłam. Byłam gotowa zrobić to dla filmu.

Jakie były twoje doświadczenia z kinem francuskim, dopóki nie zagrałaś u Oliviera Assayasa?

K: Niezbyt duże. Widziałam kilka filmów. Charles oraz Olivier i cała ekipa otworzyli mi oczy na nowy świat francuskiego kina. Odkryłam dużo ciekawych filmów francuskich na DVD. To było dosyć niespotykane doświadczenie dla amerykańskiej aktorki, odkryć nagle, że jest się częścią tego wszechświata. To bardzo fajne uczucie. W Hollywood wszyscy wyznają podobne wartości. Tu we Francji wszystko jest bardziej różnorodne i podniecające. W Ameryce filmy robi się po to, żeby bawić ludzi i zarabiać duże pieniądze. Kreacje autorskie i filmy artystyczne to zaledwie mała część filmowego biznesu. Jednocześnie filmowcy amerykańscy, których cenię najbardziej, to ci, którzy mają to coś, co prezentuje kino europejskie. Zapewne we Francji powodem zrobienia filmu jest co innego niż w Hollywood. To chęć podejmowania ryzyka, w przeciwieństwie do wysokobudżetowych produkcji amerykańskich, gdzie powtarza się tylko sprawdzone pomysły.