Recenzja filmu Baby Bump (2015)
Kuba Czekaj

Polish Weird

Nie spodziewałem się po pełnometrażowym debiucie takiego uderzenia. Kuba Czekaj dokonuje w "Baby Bump" przewrotu. I to w sposób idealny: bez tworzenia artystycznych manifestów, po prostu ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Baby Bump (2015)
Nie spodziewałem się po pełnometrażowym debiucie takiego uderzenia. Kuba Czekaj dokonuje w "Baby Bump" przewrotu. I to w sposób idealny: bez tworzenia artystycznych manifestów, po prostu zakasując rękawy i robiąc swoje bez oglądania się na zasady. Dzięki temu powstał film, który zaskoczy większość konsumentów polskich produkcji. "Baby Bump" jest ewenementem, awangardą, która – przynajmniej taką mam nadzieję – stanie się dla innych filmowców inspiracją do porzucenia rutyny i bezpiecznych rozwiązań.


"Baby Bump" opowiada o chłopcu u progu dojrzewania. To czas szalonych zmian, które prowokują u niego sprzeczne uczucia. Dotychczasowe relacje z matką nagle nabierają dwuznaczności i zamiast komfortu zaczynają budzić strach, odrazę oraz chorą fascynację. Chłopak zaczyna być świadomy własnego wyglądu, co rodzi u niego masę kompleksów. Szkoła – podobnie jak dom – przestaje być azylem. Pierwsze miłosne awanse, terror ze strony starszych uczniów – coraz trudniej mu nad tym wszystkim zapanować. Jedynym orężem w tej walce jest jego przewrotna smykałka do interesów.

Kuba Czekaj nie opowiada nam jednak o zmaganiach dziecka z procesem przemiany w nastolatka. Nie analizuje mechanizmów, nie próbuje wskazywać związków przyczynowo-skutkowych, a już z całą pewnością nie stara się diagnozować współczesnego społeczeństwa. (Co wcale nie znaczy, że widz nie jest prowokowany do wyciągania własnych wniosków, do przemyśleń na temat dorastania we współczesnym świecie). Reżyser maksymalnie skraca dystans. Odmawia – nam i sobie – pozycji obserwatorów; zmusza do zostania uczestnikiem procesu metamorfozy bohatera. Wszystkie zabiegi Czekaja służą temu, byśmy sami zaczęli przeżywać burzę hormonów i poczuli totalną schizofrenię związaną z konfrontacją nieprzystających do siebie światów dzieci i dorosłych. Stąd bierze się dwoista natura języka "Baby Bump" – zarówno tego mówionego (bohaterowie mieszają polski z angielskim), jak i obrazowego (łączenie animacji z filmem aktorskim).

Aby zmaksymalizować efekt, Czekaj tworzy zbitki obrazowe: przepisuje zachodzące w dorastającej osobie procesy psychiczne na serię wizualnych teledysków. I nie ma tu taryfy ulgowej. Na ekranie roi się od sekwencji dotykających mrocznych popędów Id. Konfrontacja z nimi może być dla wielu widzów skrajnie niewygodna. Wątki kazirodcze, graficzne (i często bardzo brutalne) epizody somatoparafrenii (traktowanie własnego ciała jako obcego) – dla nieprzygotowanych odbiorców będą to rzeczy szokujące.


Pozorny brak instynktu samozachowawczego Czekaja jest właśnie tym, co działa najbardziej odświeżająco i czyni z "Baby Bump" ewenement w polskim kinie. Obraz zachwyca nietuzinkowością i szaleństwem wizualnym. To prawda, że dziwaczne pomysły zdarzały się polskim reżyserom już wcześniej. Jednak najczęściej towarzyszyła im skrajna intelektualizacja, która otulała filmy bezpieczną kołderką myślowego eksperymentu czy artystycznej instalacji. Czekaj poszedł inną drogą. A raczej przetarł szlak dotychczas uczęszczany jedynie przez twórców zza granicy. "Baby Bump" to czysty żywioł, dzieło na wskroś autentyczne, inteligentne – ale nienachalne i z całą pewnością niesnobistyczne. Oczywiście, mocno ograniczy to grono odbiorców, którym film się spodoba. Ale to dobrze. "Baby Bump" wywoła skrajne emocje. Jedni (tak jak ja) się nim zachwycą, inni równie silnie odrzucą rzecz jako nieporozumienie.

Jeśli nawet Czekajowi nie uda się już nigdy nakręcić nic równie dobrego, to i tak pozostanę mu wdzięczny za pokazanie, że polscy twórcy potrafią wyjść w nieznane i stworzyć dzieło dzikie, szalone, bezkompromisowe. Brawo!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 65% uznało tę recenzję za pomocną (99 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)