Recenzja filmu Ostatnie piętro (2012)
Tadeusz Król

Wołodyjowski z projektów

Reżyser Tadeusz Król chciał umeblować "Ostatnie piętro" elementami satyry społecznej oraz rasowego thrillera. Z jednej strony spełniony koszmar redaktorów "Gazety Wyborczej" o szalonych ...
Filmweb sp. z o.o.
Źle się dzieje w państwie polskim. Krajem rządzą "Żydzi i pedały". Żony zdradzają mężów. Żołnierze, zamiast bronić ojczyzny, robią przekręty, chleją na umór i przy akompaniamencie pieśni legionów ganiają z przyrodzeniem na wierzchu. W kinach grają dokumenty o Holokauście, a nie o Katyniu i Smoleńsku. A jakby tego było mało, osiedlowy handlarz nie zachwala swojskich jonagoldów i szampionów, lecz trujące importowane jabłka. Jak żyć? – pyta bohater "Ostatniego piętra" kapitan Derczyński. Poddać się złu czy stawić mu opór? Wzorując się na ukochanym bohaterze literackim Wołodyjowskim, mężczyzna zamienia swoje zgrzebne mieszkanko w warowną twierdzę. W drzwiach instaluje zestaw dodatkowych zamków i kłódek, w ścianach szuka podsłuchów, rodzinie zabrania wychodzić na zewnątrz, a każdą niesubordynację surowo karze. Kyrie eleison!

Reżyser Tadeusz Król chciał umeblować "Ostatnie piętro" elementami satyry społecznej oraz rasowego thrillera. Z jednej strony spełniony koszmar redaktorów "Gazety Wyborczej" o szalonych prawicowcach wprowadzających w życie hasło "Bóg, honor, ojczyzna". Z drugiej mrożąca krew w żyłach opowieść o głowie rodziny popadającej w obłęd. W obu przypadkach twórca trafił jednak kulą w płot.

Satyra jest cienka jak zupa z torebki. Natchnione wywody Derczyńskiego na temat powinności silnych mężczyzn i prawych kobiet, a także jego kolejne śmieszno-groźne zachowania wyglądają, jakby zaczerpnięto je z jakiegoś bawarskiego tabloidu z rubryki "dowcipy o Polakach". Król próbuje podrabiać a to Smarzowskiego (scena wielkiej popijawy w jednostce), a to Koterskiego (toksyczne rozmówki nad talerzem kanapek), ale za każdym razem z ekranu bije sztuczność. Nie chodzi tu nawet o postaci narysowane grubą krechą, lecz o brak zdolności w pisaniu dialogów (od tych usychają uszy) i prowadzeniu aktorów. Szkoda zwłaszcza  świetnego Janusza Chabiora, dla którego polskie kino miało do tej pory do zaoferowania jedynie drugi i trzeci plan. Tutaj reżyser każe mu jednak stroić "straszne" miny i od czasu do czasu uśmiechać się jak wampir-pedofil. Efekt? Zamiast dramatu chorego bohatera – dramatycznie słaba rola.

Jeśli podczas oglądania "Ostatniego piętra" po plecach przejdą Wam dreszcze, niechybny to znak, że dopadła Was grypa. Z pewnością nie będzie to jednak miało nic wspólnego z ekranowym napięciem. Zapomnijcie o dawkowaniu suspensu, fabularnych przewrotkach, podsycaniu naszej niepewności co do zamiarów Derczyńskiego, niespodziewanej puencie etc. O gatunkowej tożsamości filmu przypomina przede wszystkim dudniąca, natrętna muzyka skomponowana chyba z pomocą jakiegoś przedpotopowego syntezatora. Równie dobrze pasowałaby ona do "Klątwy doliny węży". Kto wie, czy za kilka, kilkanaście lat thriller Króla nie będzie stawiany w jednym rzędzie obok wątpliwego klasyka Marka Piestraka.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 43% uznało tę recenzję za pomocną (109 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 2/10 bardzo zły