Ciekawy przypadek Davida Finchera

David Fincher serwuje nam doskonały obraz o niezwykłym człowieku, który rodzi się w niecodziennych okolicznościach. Otóż Benjamin Button urodził się jako osiemdziesięciolatek, który stopniowo ...
David Fincher serwuje nam doskonały obraz o niezwykłym człowieku, który rodzi się w niecodziennych okolicznościach. Otóż Benjamin Button urodził się jako osiemdziesięciolatek, który stopniowo zaczął młodnieć. Przez cały film widzimy, jak główny bohater przeżywa typowe, podobne do naszych, rozterki, pierwsze miłości, rozczarowania. Ale są one ukazane z zupełnie innego punku widzenia.

Akcja zaczyna się w Nowym Orleanie w czasie ataku huraganu Katrina. W szpitalu umierająca kobieta prosi córkę, aby przeczytała jej pamiętnik niejakiego Benjamina Buttona. Akcja cofa się do dnia urodzin głównego bohatera - do Nowego Orleanu 1918 roku. Jest ostatni dzień I wojny światowej. I właśnie wtedy poznajemy naszego Benjamina. Ale to dopiero początek porywającej, zapierającej dech historii, którą koniecznie trzeba obejrzeć.

Przed filmem widz ma wątpliwości, jak David Fincher ukaże naszego głównego bohatera i jego stopniowe odmładzanie. Moim zdaniem zrobił to po mistrzowsku. Film głównie skupia się na wczesnym okresie życia  Benjamina (co w jego wyglądzie nijak ma się do rzeczywistości). Charakteryzacja Brada Pitta jest interesująca i niezwykle realistyczna. On sam gra znakomicie - choć raczej nie dorówna roli Tylera Durdena z "Podziemnego kręgu". Ale może po cichu liczyć na nominację do Oscara. Pozostali aktorzy również wypadają bardzo dobrze. Cate Blanchett gra bohaterkę, którą Benjamin poznaje, gdy obydwoje są "młodzi" (patrząc na wiek, nie na wygląd) i w której z czasem się zakocha. Moim zdaniem jedna z jej najlepszych ról. Tilda Swinton gra przekonywająco Elizabeth Abbott, choć prawdziwy kunszt pokazała w "Michaelu Claytonie". Warto tu również wspomnieć o Taraji P. Henson w roli Queenie - przybranej matki Benjamina.

Scenariusz jest oryginalny - wielkie brawa, za cudowne zaadaptowanie noweli F. Scotta Fitzgeralda dla Erica Rotha oraz Robin Swicord. Film trzyma widza do końca i naprawdę nie ma żadnych luk i błędów w fabule. Szczególnie gdy Benjamin opisuje pewien wypadek i czynniki, które mogły do niego nie dopuścić. Bardzo mi się to podobało. Muzyka autorstwa Alexandre'a Desplata świetnie komponuje się z filmem, jest dopełnieniem całości.

Reżyser David Fincher szlifuje swój warsztat, i to wyraźnie widać. Po jednak średnim "Zodiaku" tym razem pokazuje nam dojrzały film dobitnie ukazujący prawdę, że przed czasem nie ma ucieczki. Mimo, że Benjamin Button dorasta inaczej niż my wszyscy nie potrafi zatrzymać upływu czasu. Widzimy jego wszystkie radości, podróże, ludzi, których poznał i polubił, ale ze smutkiem oglądał, jak starzeli się i umierali podczas, gdy on stopniowo młodniał. Fincher udowadnia, że potrafi zrobić doskonały i poruszający obraz - to jemu należą się największe brawa.

Polecam ten film wszystkim - nie tylko wielbicielom filmów Davida Finchera, Brada Pitta czy Cate Blanchett, ale również ludziom uwielbiającym głębokie i posiadające to drugie dno dramaty. Te, które ogląda się z zapartym tchem i które sprawiają, że zapomina się o całym świecie. Te mające, z których płynie morał, że czas biegnie nieubłaganie i nie da się go zatrzymać.
1 10
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
71% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (28 głosów).
Udostępnij:
Grube miliony wprawiające w ruch machinę reklamową, stado rozszalałych pismaków, prześcigających się w pochlebstwach lub gwiazdorska obsada wpływają na sprzedaż wielkich ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 95%
David Fincher, reżyser znany głównie z szybkich i zaskakujących filmów akcji, jak "Siedem" czy "Podziemny Krąg" postanowił tym razem postawić na zyski i na... Oscara. ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 71%