Recenzja filmu

Doktor No (1962)
Terence Young
Sean Connery
Ursula Andress

Początek niezwykle udanej serii

Pojawienie się w 1962 roku na ekranach kin pierwszego filmu z serii o Jamesie Bondzie - "Doktor No" stało się (patrząc na to z perspektywy 50 lat) wydarzeniem szczególnie ważnym dla ...
Pojawienie się w 1962 roku na ekranach kin pierwszego filmu z serii o Jamesie Bondzie - "Doktor No" stało się (patrząc na to z perspektywy 50 lat) wydarzeniem szczególnie ważnym dla kinematografii. Gdy go realizowano, nikt nie przypuszczał, że stanie się wielkim hitem, a cała seria kultowa na całym świecie. Słynny agent 007 jest do dziś jedną z najbardziej znanych postaci. "Doktor No" jest tak naprawdę wprowadzeniem tej postaci. Obraz ten jest ekranizacją powieści Iana Fleminga, autora książek o Jamesie Bondzie (łącznie wydał ich 14). "Doktor No" jest jego szóstą powieścią wydaną w 1958 roku. Jak już wspominałem, film odniósł wielki sukces, w związku z czym do dziś powstało 21 sequeli (23. odcinek - "Skyfall" będzie miał w tym roku premierę kinową).

James Bond (Sean Connery) wyrusza na Jamajkę, by wyjaśnić zagadkę śmierci agenta brytyjskiego wywiadu, Strangwaysa. Wszystkie poszlaki prowadzą w stronę pobliskiej wyspy Crab Key, którą rządzi naukowiec, zwany jako Doktor No (Joseph Wiseman). Szpieg spotyka na plaży spotyka piękną Honey Ryder (Ursula Andress). Wkrótce oboje zostają uwięzieni przez Doktora No, musząc od tej pory walczyć o przeżycie.

Nie będę owijał w bawełnę - Sean Connery w swoim debiucie jako 007 spisał się rewelacyjnie i słusznie uchodzi dziś za najlepszego odtwórcę Bonda. Ma styl, jest dżentelmenem, jest elegancki, a jednocześnie twardy i opanowany. Kreacja w tym filmie jest do dziś uznawana za jedną z najlepszych w dorobku Szkota. Zaś partnerująca mu Ursula Andress to jedna z najpiękniejszych dziewczyn Bonda i jedna z najbardziej charakterystycznych. Scena, gdy wychodzi z wody, przeszła już do klasyki. Z drugiego planu wybijają się szczególnie Bernard Lee jako M i Joseph Wiseman jako tytułowy Dr No (dla mnie jeden z ciekawszych przeciwników). Ogólnie film prezentuje bardzo wysoki poziom aktorski.

Co do scenariusza, jak już wcześniej napisałem wiernie bazuje na książce i jest to moim zdaniem plus. Fabuła może i nie zaskakuje oryginalnością, ale nie przeszkadza to w oglądaniu seansu. Sam film nieco różni się od pozostałych części cyklu. Przede wszystkim nie ma tu gadżetów, nie ma słynnego Q, którego grał Desmond Llewelyn (jest tu major Boothroyd, ale gra go inny aktor). Nie ma tu wartkiej akcji, obraz jest bardziej oparty na dialogach (choć może to i dobrze, w końcu w książkach Fleminga było podobnie). Karaibska muzyka Monty'ego Normana jest znośna, choć na przykładzie kolejnych filmów widać, że John Barry był wyraźnie niezastąpiony. Choć miał on już swój wkład w ten film - napisał on "James Bond Theme" - temat główny, który jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych tematów w historii muzyki.

Polecam "Doktora No" fanom filmów szpiegowskich i miłośnikom książek Fleminga (fanom serii polecać nie trzeba, pewnie każdy widział go już więcej niż 10 razy), ponieważ jest to naprawdę udane wprowadzenie najsłynniejszego agenta na ekrany kin, a zarazem początek serii. Serii, która nie zniknie z ekranów przez najbliższe 50 lat.
1 10
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
85% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (34 głosy).
Udostępnij:
Pierwszy Bond okazał się olbrzymim sukcesem, zarabiając łącznie na całym świecie 60 000 000 $ i wprowadzając do X muzy zupełnie nowy gatunek filmowy — sensacje. Już ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 73%
"Doktor No" zapoczątkował jedną z najsłynniejszych serii w historii kina. Konwencja filmu, jego struktura oraz styl głównego bohatera stały się wzorem i główną podstawą ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 33%