Recenzja filmu

Harry Potter i więzień Azkabanu (2004)
Alfonso Cuarón
Agnieszka Matysiak
Daniel Radcliffe
Rupert Grint

W poszukiwaniu straconego czasu

Nareszcie! Taki okrzyk wyrwał się z ust tysięcy, milionów fanów na całym świecie, w dniu premiery filmu "Harry Potter i więzień Azkabanu". Ale, początkowy zachwyt m.in. krytyków na całym świecie, ...
Nareszcie! Taki okrzyk wyrwał się z ust tysięcy, milionów fanów na całym świecie, w dniu premiery filmu "Harry Potter i więzień Azkabanu". Ale, początkowy zachwyt m.in. krytyków na całym świecie, został zdystansowany przez młodocianych maruderów. Wylewają oni swe żale nad filmem na wszystkich możliwych forach internetowych. To nic, że wykazują się przy tym brakiem elementarnej wiedzy, czy choćby świadomości o przepaści, jaka dzieli każdy oryginał literacki od jego filmowej adaptacji. Temat skądinąd na niejeden artykuł czy książkę. Zarzuty kierowane pod adresem reżysera - Alfonso Cuaróna ("Wielkie nadzieje", "I twoją matkę też") są tak absurdalne, że można wprost wyzionąć ducha, umierając ze śmiechu podczas ich czytania. Ale nie nad tym chciałbym się tu rozwodzić.

Harry Potter nie traci czasu. Kryjąc się przed podejrzliwym wzrokiem wujostwa Dursleyów, w ich domku na przedmieściach deszczowego Londynu, każdą wolną chwilę spędza na studiowaniu kolejnych magicznych zaklęć. Zbliża się koniec znienawidzonych przez niego wakacji. Czas kiedy wreszcie będzie mógł opuścić mugolską rzeczywistość i powrócić do swej ukochanej szkoły (Hogwart) zbliża się wielkimi krokami. Spokojną atmosferę dursleyowskiego domu zakłóca jednak wizyta siostry wuja Harry'ego - ciotki Marge. Ta gruba plotkara, nie kryje swej pogardy dla młodego czarodzieja. Wykorzystując fakt, że Harry (sierota) znajduje się na łasce jej brata, nie waha się obrażać go przy każdej sposobności. Miarka przebiera się w momencie, gdy pod adresem matki Pottera płyną z jej ust niewybredne i pełne złośliwości komentarze. Harry wykorzystuje jedną z czarodziejskich sztuczek (nadmuchanie ciotki Marge jak balon)... i ucieka z domu. W drodze do Hogwartu dowiaduje się, że z azkabańskiego więzienia uciekł niejaki Syriusz Black. Odsiadywał on tam wyrok za morderstwo sprzed lat. Teraz jego celem jest ponoć znalezienie Harry'ego Pottera...

Najnowsza adaptacja przygód Harry'ego Pottera, w niczym nie przypomina poprzednich filmowych wersji dwóch pierwszych książek, napisanych przez J.K. Rowling. Zmiana reżysera pozytywnie wpłynęła na jakość trzeciej części bestsellerowego cyklu. Nie ma tu charakterystycznego, dla wcześniejszych adaptacji, zdziecinniałego stylu opowiadania. Zastąpiło go śmiałe budowanie mrocznego i tajemniczego klimatu. Na naszych oczach nastoletni Harry dojrzewa do roli niezależnego, odważnego młodego czarodzieja. Po drodze czeka go jednak pasmo nieprzewidzianych przygód i zadziwiających sytuacji.

Z barwnego pierwowzoru literackiego, scenarzysta Steven Kloves wybrał te wątki opowieści, które podkreślają psychologiczny portret Harry'ego. Filmowa historia toczy się dwutorowo. Po pierwsze, obserwujemy zmagania głównego bohatera z mroczną stroną swej duszy. Pokonuje on demony przeszłości, które trawiły jego młodzieńcze wnętrze i spychały w otchłań depresji. Dramaturgicznym uosobieniem tych niepokojów są w filmie dementorzy (od demencji) - strażnicy Azkabanu, których ulubionym zajęciem jest zsyłanie paraliżującego, lodowatego strachu. Dążą oni do wyssania ze swej ofiary wszelkich przyjemnych wspomnień i złożenia tzw. pocałunku dementora, sprowadzającego się do pozbawienia istoty ludzkiej jej duszy. Pomoc w ujarzmieniu azkabańskich widm oferuje Potterowi jego nowy nauczyciel od obrony przed czarną magią - tajemniczy profesor Lupin.

Drugi wątek filmu koncentruje się na wyjaśnieniu tajemnicy tytułowego więźnia Azkabanu. Harry ma wrażenie, że wszyscy coś przed nim ukrywają, nie chcąc powiedzieć mu prawdy. Postanawia znaleźć ją na własną rękę. To, czego dowiaduje się o Syriuszu Blacku, potęguje tylko jego lęki. Okazuje się, że był on jakoś zamieszany w śmierć rodziców chłopca. Pamięć o tym zdarzeniu to niezabliźniona rana w psychice Harry'ego, która przyciąga czarne myśli (dementorzy) i imię największego wroga - lorda Voldemorta. W ten oto sposób oba wątki filmowej historii łączą się i wzajemnie przenikają.

Skoncentrowanie opowieści na postaci nastoletniego czarodzieja spycha na bok drugorzędne aspekty jego przeżyć w Hogwarcie. Twórcy filmu nie zapomnieli jednak o fascynujących przedmiotach wykładanych przez tutejszych profesorów. Tak więc możemy uczestniczyć w lekcjach wróżbiarstwa, prowadzonych przez dziwaczną profesor Trelawney (w tej roli znakomita Emma Thompson), w zajęciach profesora Lupina, który naucza jak poskromić "bogina", czy też przyglądać się Hardodziobowi (hipogryf) z "potworowej" menażerii profesora-gajowego Hagrida. W najnowszej części przygód Harry'ego nie mogło oczywiście zabraknąć dwójki jego przyjaciół, czyli Hermiony i Rona, jasnowłosego przeciwnika Pottera - Draco Malfoya i wzbudzającego respekt profesora Snape'a (rewelacyjny Alan Rickman).

Scenariusz tego filmu jest o wiele bardziej skomplikowany niż poprzednich części. Całość została jednak podana w klarowny sposób, zgodny z ciągiem przyczynowo-skutkowym. Tym razem nie jest to czysta komercyjna rozrywka, bowiem zrozumienie fabuły wymaga odrobiny wysiłku intelektualnego. Poziom abstrakcji w końcowych scenach wzrasta jednak do takiego poziomu, że kilkuletnie dziecko będzie miało trudności ze zrozumieniem filmu. Natomiast wszyscy spragnieni zaskakujących zwrotów akcji, zostaną sowicie wynagrodzeni.

Od strony realizacyjnej "Harry Potter i więzień Azkabanu" jest przykładem świetnej reżyserii, doskonałego prowadzenia ekipy aktorskiej i równie sprawnej obróbki postprodukcyjnej (montaż, udźwiękowienie). Na szczególną uwagę zasługuje, podobnie jak w przypadku poprzednich części filmowego cyklu, wizualna oprawa - scenografia (Stuart Craig, Alan Gilmore) i rewelacyjne zdjęcia Michaela Seresina (m.in. "Harry Angel","Ptasiek","Prochy Angeli","Życie za życie"). Kamera Seresina wespół ze specjalistami od efektów specjalnych wyczarowała zatłoczony duchami i przedziwnymi istotami (hipogryf, dementorzy, wierzba) świat Hogwartu. W kolorystyce filmu dominują zimne odcienie błękitu, granaty, szarości i smoliste czernie, nie brak tu także soczystej zieleni lasu i jaskrawych kolorów jesieni. Taki dobór barw podyktowany został względami dramaturgicznymi, zgodnie z którymi mają one podkreślać mroczny, pełen tajemniczości klimat filmu.

Aktorzy biorący udział w adaptacji "Więźnia Azkabanu" wypadli pierwszorzędnie. Największy ciężar spoczywał tym razem na barkach Daniela Radcliffa, wcielającego się w postać Pottera. Widać, że chłopak dojrzał aktorsko do tego zadania. Jego bohater nie jest już tylko atrakcyjnym obiektem wzdychań piszczących dziewczynek, ale pełną sprzecznych emocji kreacją aktorską. Radcliff tak umiejętnie przedzierzgnął się w skórę nastoletniego Harry'ego, że trudno znaleźć w jego grze jakiekolwiek momenty zawahania czy wpadki. Dopiero w tym filmie widać, że odtwórca Harry'ego Pottera wyraźnie góruje nad filmowymi rówieśnikami w opanowaniu umiejętności aktorskich.

Jeśli chodzi o ocenę występu pozostałych aktorów, to zwracają na siebie uwagę trzy znakomitości. Pierwszą z nich jest niesłychana Emma Thompson, w roli ekscentrycznej nauczycielki wróżbiarstwa. Szczerze mówiąc nie przypuszczałem, że w tej niezwykłej aktorce drzemie tak duży potencjał komediowy. Rola profesor Sybill Trelawney jest popisem nadzwyczajnych umiejętności Thompson zwłaszcza w momentach, gdy po gromkim śmiechu wywołanym przez jej zachowanie i wygląd, mina rzednie nam gdy tylko wysłuchamy jej czarnych proroctw dotyczących przyszłości Harry'ego.

Wybitnie angielski w swym zachowaniu David Thewlis, grający postać profesora Lupina - skrywającego pewien mroczny sekret, to kolejna aktorska znakomitość wśród ekipy. Trudno go nie polubić, a tym bardziej nie zaufać mu. No i wreszcie znakomity Gary Oldman, jako szalony Syriusz Black. Jego doskonały artystyczny temperament przykuwa uwagę widzów już od momentu, gdy ich wzrok pada na jeden z rozwieszonych, w zajeździe dla czarodziejów, listów gończych. Co prawda rola Blacka nie należy do pierwszoplanowych, ale rewelacyjny talent Oldmana wyraźnie wzbogacił tzw. drugi plan (aktorski). Podobnie rzecz ma się z mroczną postacią profesora Snape'a, kreowanego przez Alana Rickmana, który jak zwykle zasługuje na oklaski.

Stworzona pod bacznym okiem Alfonso Cuaróna adaptacja trzeciej części przygód Harry'ego Pottera, dała nowy oddech filmowej sadze. Kapitalne wyczucie głównej osi fabularnej opowieści i świetna realizacja artystycznej wizji reżysera, wtłoczyły losy młodego czarodzieja na zupełnie nowe tory. Wiodą one naprzód, niczym rozpędzony pociąg z potterowego świata. Mam nadzieję, że kolejni reżyserzy nie będą próbowali wyhamować tej wspaniałej prędkości, jaką zaproponował nam Cuarón. To kolejny dowód na to, jak zaskakujące potrafi być kino, gdy materiał na film znajdzie się w odpowiednich rękach. I nie ma co rozpaczać z powodu pominiętych wątków powieści, bo takimi prawami rządzi się każda dobra adaptacja. Może ktoś po wyjściu z kina zrozumie, że nie jest to kolejna banalna historyjka dla dzieciaków. Być może film zachęci go do sięgnięcia po pierwowzór literacki. Twórcy filmu dowiedli już, że cuda zdarzają się nawet w świecie Mugoli!
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
85% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (39 głosów).
"Więzień Azkabanu" to bezapelacyjnie najlepsza część serii. Zmiana reżysera wyszła filmowi tylko na dobre. Niech Columbus wraca do Kevina, bo ten już za długo sam siedzi ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 75%
"Harry Potter i Więzień Azkabanu" nie jest już filmem familijnym, gdzie małe dzieci biegają radośnie z różdżkami. Całą słodycz i cukierkowatość dwóch poprzednich części ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 73%