Recenzja filmu Młody geniusz i kłopotliwe wynalazki (2018)
Pierre-François Martin-Laval
Maciej Kosmala

Kłopotliwy wynalazek

Reżyser Pierre-François Martin-Laval wziął chyba za dobrą monetę komiksową seryjność i ułożył cały film z powtarzanych w nieskończoność czterech fabularnych klocków. Gaston prezentuje jakiś ...
Filmweb sp. z o.o.
Zdanie "ten film przypomina kreskówkę" można – zależnie od dobrej woli i intencji – odczytać jako komplement albo jako krytykę. Właśnie takie słowa miałem w głowie, oglądając "Młodego geniusza i kłopotliwe wynalazki" i, przyznam, intencją nie było pochlebstwo. Dopiero po fakcie uświadomiłem sobie jednak, że ów tytułowy "geniusz" to przecież Gaston Lagaffe, ikona francuskojęzycznego komiksu, postać, którą można postawić w jednym rzędzie z Asteriksem, Spirou czy Tintinem. Bingo! Nagle zrozumiałem, że kreskówkowy ton filmu był nie tylko absolutnie zamierzony, ale i absolutnie uprawniony. 

Niestety, nic to nie zmieniło. 


Hej, co kto lubi. Ja na przykład lubię legendy francuskojęzycznego komiksu, ale ta sympatia nie przekłada się jakoś na aktorskie wersje ich przygód. Ktokolwiek wcielałby się akurat w Asteriksa, zdecydowanie podziękuję. Oparte na komiksach André Franquina "Na tropie Marsupilami" nie przypadło mi do gustu, czemu więc miałby spodobać mi się stworzony przez tego samego twórcę Gaston w wykonaniu aktora Théo Fernandeza? Może to problem ze mną. A może jednak z filmem?

Kto nie kojarzy Gastona, już wyjaśniam: to taki fajtłapowaty Pomysłowy Dobromir. Wrzucony w biurowe otoczenie młodociany geniusz z dwiema lewymi rękoma. Na poły błyskotliwy wynalazca, na poły obibok, który, jeśli akurat nie drzemie albo się nie leni, to majsterkuje przy jakimś absurdalnym wynalazku. Fernandez wiernie wciela to emploi, chodzi nawet po kreskówkowemu zgarbiony i rozczochrany, w nieodłącznym za małym sweterku i espadrylach. Cosplay może i na piątkę. Ale cosplay, nieważne jak udany, to jeszcze nie rola. Gaston, który broni się na papierze, po ubraniu w aktorskie ciało i przenosinach na duży ekran nagle wydaje się niezwykle – właśnie – papierowy.

photo.title

To nie tak, że od błahej komedyjki oczekuję jakiejś szczególnej psychologicznej głębi. Oczekuję jednak, że postacie będą postaciami. Niestety, każdy jeden z bohaterów z "Młodego geniusza i kłopotliwych wynalazków" to zaledwie wykrzyknik histerycznej aktorskiej nadekspresji i idiotyzmu. Wiecie – żeby było śmiesznie. Niestety nie jest, bo nie tylko postacie, ale i wymierzane im psikusy lecą po linii najmniejszego oporu. Ptak robi komuś na głowę, ktoś nadziewa się na kaktusa, komuś spadają gacie. Nawet gdyby nie były to najmniej oryginalne żarty w historii żartów, to i tak podano je bez grama inwencji, pomysłu, dramaturgii. Leży tu nie tylko filmowe "co", ale i filmowe "jak". 

Co gorsza, reżyser Pierre-François Martin-Laval wziął chyba za dobrą monetę komiksową seryjność i ułożył cały film z powtarzanych w nieskończoność czterech fabularnych klocków. Gaston prezentuje jakiś wynalazek, biurowa koleżanka do niego wzdycha, apodyktyczny szef na niego krzyczy, ktoś się przewraca, repeta. Nawet jeśli (a to bardzo duże "nawet") ktoś zaśmiał się za pierwszym razem, to za siódmym i siedemnastym będzie już raczej przewracał oczami. Ewentualnie spoglądał na zegarek.


Żeby nie było: film miał potencjał. Akcja toczy się w siedzibie firmy, która sprzedaje na nowo potencjalnie niesprzedawalne artykuły (choćby… kwadratowe wałki) – i sam w sobie pomysł jest dość zabawny. Można było z tego wycisnąć opowieść o potędze ludzkiej inwencji i nieszablonowego myślenia. Można było rozwinąć satyrę na absurdalne biznesplany rosnących jak grzyby po deszczu startupów. Jakiekolwiek przemyślenia gubią się jednak w potoku klepanych taśmowo beznadziejnych gagów. Żeby było jeszcze mniej śmiesznie, w zasadzie nie wiadomo, dla kogo jest to film. Dla dzieci? Dla dorosłych? Cóż, na pewno nie dla mnie. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię