Recenzja filmu

Mission: Impossible - Rogue Nation (2015)
Christopher McQuarrie
Tom Cruise
Jeremy Renner

Renegaci

Bezgraniczne oddanie Toma Cruise'a budzi podziw, ale uświadamia też, jak wiele traci współczesne kino akcji, sięgając bez opamiętania po bezduszne CGI. Kierując się szlachetną dewizą "więcej ...
Jeśli zdążyliście zapomnieć, dlaczego Tom Cruise od trzydziestu lat należy do arystokracji Hollywood, prolog nowego "Mission: Impossible" szybko wyleczy was z amnezji. Bez pomocy kaskaderów i speców od efektów specjalnych gwiazdor zalicza sprint na płacie startującego airbusa, a potem uczepiony włazu wznosi się półtora tysiąca metrów nad ziemię. Bezgraniczne oddanie aktora budzi podziw, ale uświadamia też, jak wiele traci współczesne kino akcji, sięgając bez opamiętania po bezduszne CGI. Kierując się szlachetną dewizą "więcej człowieka, mniej karty graficznej", Cruise i reżyser Christopher McQuarrie serwują widowni ekranową rozróbę na najwyższym poziomie.



Tym razem na drodze bohaterów serii staje tytułowy syndykat zbrodni. Organizacja planuje obalić światowy porządek, wyrzynając przywódców mocarstw i przeprowadzając zamachy terrorystyczne. Ekipa od misji niemożliwych ma również drugiego przeciwnika – to szef CIA (Alec Baldwin) Alan Hunley, który najpierw doprowadza do rozwiązania IMF, a potem zarządza pościg za oskarżonym o niesubordynację Ethanem Huntem. Ujęcie superszpiega nie będzie jednak łatwe. Jak mawia jedna z postaci: "Hunt to żywe uosobienie przeznaczenia". Jeśli zamierza ocalić ludzkość, najpewniej mu się to uda.

Ciąg dalszy to poezja kina akcji: długie, odznaczające się misterną konstrukcją i mistrzowską inscenizacją sekwencje pościgów, podwodnych kradzieży, ucieczek oraz bójek na wysokościach. Już w poprzednim filmie, "Jacku Reacherze", McQuarrie udowodnił wyczucie gatunku. Teraz wyposażony w niemal trzykrotnie większy budżet mógł – że się tak kolokwialnie wyrażę – dokręcić śrubę. Bohaterowie kursują między Anglią, Austrią i Marokiem, z gracją Michaiła Barysznikowa demolują nobliwą Operę Wiedeńską, a w rękawach mają takie asy jak laptop udający gazetę (!) czy klucz otwierający każde drzwi. Dla tych, którzy oczekują od filmów realizmu i żelaznej logiki, seans "Rogue Nation" może się okazać "mission: impossible". Tu nikt nie zaprząta sobie głowy prawami fizyki bądź takimi nieistotnymi szczegółami jak ten, skąd Hunt, ścigany przez najpotężniejszy wywiad świata, znajduje pieniądze na egzotyczne podróże, arsenał i wytworną garderobę. Jeśli jednak zaakceptujecie zaczerpniętą z telewizyjnego oryginału konwencję szpiegowania z przymrużeniem oka, zabawa powinna być przednia.



Strzałem w dziesiątkę okazało się powierzenie Simonowi Peggowi większej roli niż w "Ghost Protocol". Jego gadatliwy komputerowy geniusz Benji nie tylko dodaje filmowi lekkości i humoru. Gdy razem z Huntem po raz pierwszy wyrusza na akcję w terenie, "Rogue Nation" skręca w kierunku opowieści spod znaku buddy movie. U McQuarriego agenci IMF są zarówno zimnymi perfekcjonistami, jak i paczką oddanych przyjaciół, gotowych pójść za sobą w ogień z karabinów. Nieźle radzi sobie również nowy nabytek w obsadzie, Rebecca Ferguson. Jej tajemnicza, budząca ambiwalentne uczucia Ilsa Faust ma ciało femme fatale i bojowe zdolności godne Chucka Norrisa. Kiepsko wypadł za to czarny charakter.  Ze ściśniętym gardłem, niezdrową cerą i sztampowym planem podboju świata Sean Harris zasila poczet bezbarwnych drani, złych bez powodu na wszystko i wszystkich.

Przed premierą sporo mówiło się o problemach z zakończeniem filmu. Podobno McQuarrie potrzebował kilku miesięcy na przemyślenie ostatniego aktu, w związku z czym ekipa weszła ponownie na plan w lutym tego roku. Efekt jej prac budzi jednak uznanie – po blisko dwóch godzinach nieustannego szczytowania reżyser finiszuje z zaskakującym umiarem. Zamiast kolejnych eksplozji dostajemy kameralną potyczkę z pomysłową puentą. W Hollywood taka powściągliwość jest na wagę złota.
1 10
Moja ocena:
8
Łukasz Muszyński
Sekretarz redakcji Filmwebu. Stały współpracownik radiowej Czwórki. O kinie opowiada regularnie także w TVN, TVN24, Polsacie i Polsacie News. Autor oraz współgospodarz cyklu "Movie się", twórca... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
86% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (233 głosy).
Udostępnij:
Cruise od początku zapowiadał naszpikowaną akcją produkcję, która zasłuży na tytułowe miano "Misji niemożliwej". Jak przystało na gentlemana, ulubieniec tłumów bez ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 89%
Co tu dużo mówić. Piąta już część sensacyjnej serii "Mission: Impossible" to prezent dla dużych chłopców jak znalazł. Ponad pięćdziesięcioletni Tom Cruise im starszy, tym ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 88%