Recenzja filmu

Suma wszystkich strachów (2002)
Phil Alden Robinson
Ben Affleck
Morgan Freeman

Jak rozpętać III wojnę światową

Jack Ryan to obok Jamesa Bonda jeden z najpopularniejszych powieściowych i filmowych agentów do zadań specjalnych. Na dużym ekranie Ryan pojawił się po raz pierwszy w 1990 r. w bardzo dobrze ...
Jack Ryan to obok Jamesa Bonda jeden z najpopularniejszych powieściowych i filmowych agentów do zadań specjalnych. Na dużym ekranie Ryan pojawił się po raz pierwszy w 1990 r. w bardzo dobrze przyjętym "Polowaniu na Czerwony Październik". Dwa lata później powrócił w filmie "Czas patriotów", a w 1994 r. pojawił się ponownie w "Stanie zagrożenia". Teraz na ekrany naszych kin wchodzi najnowszy obraz opowiadający o przygodach Jacka Ryana zatytułowany "Suma wszystkich strachów", film, który po tragicznych wydarzeniach 11 września 2001 roku wcale nie wydaje się tak nieprawdopodobny jak jego powieściowy pierwowzór wydany po raz pierwszy w roku 1991.

Obraz rozpoczyna się w 1973 r. podczas wojny Jom Kippur. Na pustyni rozbija się izraelski samolot z bombą atomową na pokładzie. Kilkadziesiąt lat później sama bomba trafia w ręce neonazistów, którzy zamierzają zdetonować ją na stadionie w Baltimore i obarczyć winą za eksplozję Rosję, co miałoby doprowadzić do wybuchu wojny pomiędzy mocarstwami.

Siłą powieści Toma Clancy zawsze było ich prawdopodobieństwo. Mocno osadzone we współczesnej rzeczywistości, odnoszące się do wydarzeń z historii najnowszej książki, w których wydarzenia fikcyjne przeplatały się z faktami dużo bardziej oddziaływały na naszą wyobraźnię niż utwory wielu innych, niekiedy nie mniej znanych pisarzy sensacyjnych. Uczucie realności opisywanych wydarzeń nie opuszcza nas również podczas projekcji "Sumy wszystkich strachów". W tle filmu cały czas przewija się trwająca w Czeczenii wojna, terroryści chcący doprowadzić do wojny wchodzą w posiadanie bomby atomowej w sposób prosty i można by rzec banalny - po prostu ją kupując, a wielu z przedstawionych w obrazie polityków do złudzenia przypomina osoby z pierwszych stron gazet. Całość psują jednak zmiany wprowadzone do scenariusza w stosunku do oryginału. W powieści zamachu dokonali muzułmańscy fundamentaliści, co po wydarzeniach z 11 września nie wydaje nam się już wcale niemożliwe, w filmie zastąpili ich neonaziści. Producenci zdecydowali się na te zmiany tylko i wyłącznie dlatego, by bez obaw móc pokazać obraz w krajach islamskich, a tym samym powiększyć swój rynek zbytu. Niestety, w ten sposób osłabili również wymowę obrazu, który wywarł na mnie mniejsze wrażenie niż przeczytana kilka lat temu książka.

Irytowało mnie także swoiste przeciwstawienie sobie agentów CIA i polityków, z którego można było wynieść wrażenie, że gdyby nie Centralna Agencja Wywiadowcza, to Stany dawno już pogrążyłyby się w chaosie. Pojawiający się w filmie politycy mylą nazwiska, kierują się emocjami i bywa, że podejmują zupełnie irracjonalne decyzje, jak np. w połowie rozmowy z Ryanem, który usiłuje przekazać ważne informacje mogące zapobiec wybuchowi III Wojny Światowej odkładają słuchawkę nie wysłuchawszy go do końca.
Nie da się ukryć, że "Suma wszystkich strachów" jest miejscami naciągana, ale zapewniam, że nie zmienia to w znacznym stopniu przyjemności płynącej z projekcji. Akcja rozwija się powoli, leniwie, niekiedy wręcz nuży. Z początku obserwujemy wydarzenia rozgrywające się w różnych częściach świata, które z czasem zaczynają łączyć się ze sobą w całość. Napięcie rośnie, a widz z każdą chwilą coraz bardziej angażuje się w opisywane wydarzenia. Z chwilą, kiedy bomba dociera do Baltimore i wydaje się, że Ryanowi, podobnie jak rzeszy innych filmowych bohaterów, uda się rozbroić ładunek na kilka sekund przed eksplozją, dochodzi do wybuchu, a akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa i nie zwalnia aż do samego finału.

W postać Jacka Ryana na dużym ekranie wciela się Ben Affleck, który po Alecu Baldwinie i Harrisonie Fordzie jest trzecim w historii odtwórcą tej roli. Moim zdaniem Affleck nieźle sprawdził się w roli Ryana. Nie sugerował się kreacjami wymienionych wcześniej gwiazd, nie usiłował ich naśladować i stworzył wiarygodną postać początkującego analityka CIA, który niemalże z dnia na dzień zostaje rzucony na głęboką wodę, a od jego decyzji zależą losy współczesnego świata.

Affleckowi partneruje Morgan Freeman jako doświadczony agent i mentor Ryana - Bill Cabot. Aktor wypada nieźle, choć moim zdaniem kreacja w "Sumie wszystkich strachów" nie należy do najlepszych w jego karierze.
Warto zwrócić uwagę jednak na artystów drugoplanowych. Alan Bates, jako spokojny, zawsze opanowany i cedzący słowa przywódca neonazistów Richard Dressler oraz usiłujący utrzymać władzę w kraju, borykający się z komunistyczną opozycją prezydent Niemirow, którego zagrał Ciarán Hinds to moim zdaniem największe gwiazdy filmu i ich kreacje najdłużej pozostają w naszej pamięci.

"Suma wszystkich strachów" to przyzwoity i trzymający w napięciu film sensacyjny, który na pewno spodoba się wszystkim miłośnikom tego rodzaju rozrywki. Zawiedzeni mogą być jedynie fanatyczni wielbiciele twórczości Toma Clancy'ego, którym raczej nie przypadną do gustu zmiany w stosunku do powieściowego oryginału. Pozostałych zachęcam do obejrzenia filmu, choć nie kryję, że osobiście tego rodzaju produkcje wolę, z przyczyn finansowych, oglądać nie w kinie, a na wideo.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
92% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (53 głosy).
Udostępnij: