Recenzja filmu

Underworld: Wojny krwi (2016)
Anna Foerster
Kate Beckinsale
Theo James

Wykrwawieni bez pamięci

Twórcy piątego już filmu o dzielnej wampirzycy pasożytują na poprzednich częściach serii. W przegadanych scenach bohaterowie wciąż opowiadają swoją przeszłość, by przypadkowy widz mógł nadrobić ...
Piąta część serii o wojnie wampirów z wilkołakami przypomina bokserską walkę starych mistrzów. Niby wiadomo, że dawni championi są już bez formy, że brakuje kondycji, a ich uderzenia straciły moc, ale pamięć o dawnych pojedynkach każe oczekiwać spektakularnej wymiany ciosów. Rozczarowanie jest nieuniknione. "Underworld: Wojny krwi" okazuje się walką pozbawioną dramaturgii, gdzie zamiast szermierki na pięści jest rozdawanie cepów, a główni rywale zamiast atakować starają się przetrwać 12 rund.



Wampiry i wilkołaki znów chwytają za broń. Kluczem do zwycięstwa w ich wojnie jest córka Selene (Kate Beckinsale) i jej lykańskiego kochanka, pierwsza w historii hybryda wampira i wilkołaka. Marius (Tobias Menzies), nowy przywódca lykańskiej watahy, chce zdobyć krew dziewczyny, by zyskać nieśmiertelność i raz na zawsze rozprawić się z wampirami. Selene oraz David (Theo James), dzielny spadkobierca wampirzego tronu, muszą stanąć do walki z groźnym przeciwnikiem i powstrzymać go przed zniszczeniem ich rasy.

Nie ma w "Underworld: Wojnach krwi" niczego, czego nie można by się spodziewać. Anna Foerster znów zabiera fanów serii do mrocznego świata wampirów wyglądającego jak połączenie scenerii powieści gotyckiej i klubu dla sadomasochistycznych motocyklistów, każe im śledzić drogę bohaterów do dojrzałości i oglądać pałacowe walki o władzę. Jest ostoja wampirów-pacyfistów przypominająca tolkienowskie Rivendell, zła uzurpatorka (Lara Pulver) i międzygatunkowy romans. Dla każdego coś miłego. Brakuje jedynie dramaturgii.


Foerster, która "Wojnami krwi" debiutuje w kinowym pełnym metrażu, nie potrafi tchnąć życia w tę opowieść. Klei ze sobą fabularne klisze i sięga po wciąż te same narracyjne rozwiązania (głównie – męczące flashbacki). Autorzy "Underworld: Wojen krwi" bez przerwy napinają cięciwę i pompują konflikty między antagonistami, ale gdy już następuje wystrzał, okazuje się on żałośnie nieefektowny. Wielka bitwa, do której prowadzą wszystkie fabularne drogi, wygląda jak nawalanka pod powiatową remizą, a demoniczni wrogowie koniec końców okazują się bardzo słabi.

Twórcy piątego już filmu o dzielnej wampirzycy pasożytują na poprzednich częściach serii. W przegadanych scenach bohaterowie wciąż opowiadają swoją przeszłość, by przypadkowy widz mógł nadrobić braki, ale dla fanów "Underworld" ta lekcja wyrównawcza okazuje się przerażająco nudna.


Foerster, która wcześniej realizowała głównie telewizyjne seriale, raz za razem wysyła bohaterów w podróże po ich pamięci. Bo też przeszłość Selene i Davida okazuje się ciekawsza niż rachityczna akcja jej filmu, którą dałoby się opowiedzieć w trzech prostych zdaniach.

Gdyby czytać "Underworld" na poziomie metafory, byłby on opowieścią o tym, że największym zagrożeniem dla świata nie są wcale wrogowie zachodniej cywilizacji, ale żądza władzy oraz idealiści-radykałowie, którzy dla zbudowania ziemskiej Arkadii gotowi są najpierw skąpać ją we krwi swych przeciwników. Ale echa dyskusji o amerykańskiej islamofobii brzmią tutaj bardziej naiwnie niż choćby w animowanym "Zwierzogrodzie", a Foerster najwyraźniej nie chce, by jej film zbyt mocno uderzał w publicystyczne tony.


 
Bo "Underworld: Wojny krwi" to film mroczny, ale zarazem rozczarowująco infantylny. Niby tętniący życiem, ale dramaturgicznie martwy. A że tym razem w obsadzie zabrakło już Billa Nighy'ego, jedynym charyzmatycznym bohaterem okazuje się wyniosły wampir grany przez Charlesa Dance'a. Trochę mało jak na hollywoodzką superprodukcję.
1 10
Moja ocena:
4
Bartosz Staszczyszyn
Rocznik '83. Krytyk filmowy i literacki, dziennikarz. Ukończył filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Współpracownik "Tygodnika Powszechnego" i miesięcznika "Film". Publikował m.in. w... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
42% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (144 głosy).
Udostępnij:
Najnowszy "Underworld" pozostawia po sobie gorzkie uczucie rozczarowania. Czegoś tutaj zabrakło, ostatecznego szlifu, być może sprawniejszej ręki reżysera. Domeną ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 65%
Będzie to może mniej recenzja, a bardziej moje prywatne przemyślenia, którymi chciałabym się podzielić. Jestem fanką serii "Underworld", od kiedy pamiętam. Od pierwszej ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 54%