Recenzja filmu

W jak morderstwo (2021)
Piotr Mularuk
Anna Smołowik
Paweł Domagała

Ś jak średniak 

Mularuk wrzuca do kociołka absolutnie wszystko i bełta bez wytchnienia: jest tu i bezzębna satyra, i opowieść o erozji związku, i bezpretensjonalny kryminał, który z niewiadomych przyczyn i za ...
Plakat a'la "Pewnego razu...w Hollywood", w tytule Hitchcock, nie ma co się rozdrabniać, a przed kamerą gliniarz w prochowcu – trochę inspektor Clouseau, trochę zjawa z filmu noir, w gruncie rzeczy safandułowaty, polski miś. A zatem kino. Czy mówiąc ściślej – KINO. Podobnie jak w debiutanckiej "Yumie" (choć trudno w to uwierzyć, od jej premiery minęło aż dziewięć lat) reżyser Piotr Mularuk zwraca się w stronę przeszłości – tyle że zamiast układać powidoki w fantazję o propeerelowskiej Polsce, zaprasza do gry w skojarzenia. Niestety, kino to nie kalambury. Erudycja nie może być punktem zarówno wyjścia, jak i dojścia. 

Zaczyna się nieźle. Być może dlatego, że do Podkowy Leśnej – miejsca, które z lotu ptaka wygląda jak rajski ogród i w którym zwłoki fotogenicznie połyskują w świetle księżyca – po prostu warto zabrać kamerę. Ciało zamordowanej kobiety odkrywa Magda (Anna Smołowik) – usychająca przy narcystycznym mężu i rozkochana w tanich kryminałach kura domowa. Podążając za detektywistycznym "nosem" i dostrzegając na szyi zmarłej naszyjnik należący do swojej zaginionej przed laty przyjaciółki, Magda trąca palcem pierwszą kostkę domina. Podejrzani się mnożą, mur milczenia jest coraz wyższy, lokalny policjant (Paweł Domagała) robi dobrą minę do złej gry, a bohaterka musi składać puzzle na oślep. No i składa, co niestety jest znacznie mniej atrakcyjne niż się wydaje. W świecie, który zbudowano z popkulturowych prefabrykatów, zaludnionym przez znajome postacie żyjące przewidywalnym życiem, przydałby się wyraźny gatunkowy kręgosłup. Tymczasem Mularuk wrzuca do kociołka absolutnie wszystko i bełta bez wytchnienia: jest tu i bezzębna satyra (reprezentowana przez odklejonego new age'owego guru, który w interpretacji Piotra Adamczyka mógłby zasilić panteon herosów Mariusza Pujszo), i opowieść o erozji związku, i bezpretensjonalny kryminał, który z niewiadomych przyczyn i za sprawą dziwacznej aktorskiej wolty skręca nagle w rejony dramatu. Wreszcie, fanfary, jest też stara, dobra, polska komedia, czyli morderczy wariant humoru sytuacyjnego prowokujący do pytań natury egzystencjalnej: czy zmieszczę się pod fotelem? (Dawno nie widziałem tak żenującej sceny ilustrowanej evergreenem Carla Douglasa "Kung Fu Fighting", a przypominam, że nie skorzystali z niego tylko Ingmar Bergman i Krzysztof Zanussi)


W każdym z tych filmów znajdzie się jedna dobra scena i jakiś zrąb fabuły. Ale stylistycznie niezborne i sklejone czerstwymi żartami raczej się unieważniają. Choć "W jak morderstwo" kokietuje widzów zakochanych w kryminałach i oblatanych w klasyce, paradoksalnie, skierowany jest raczej do tych, których w okolicy międzywojnia wsadzono do lodowej bryły. Każdy zwrot akcji widać tu z kilometra, intryga trzyma się na dobre słowo, a odsyłające do gatunkowych archetypów postacie drugoplanowe są mniej efektowne niż można by przypuszczać. Niektórzy, jak Rafał Królikowski w roli prowincjonalnego senatora i bon vivanta, potrafią nieco tę niemrawą imprezę rozruszać i wzbogacić figury rodem z filmu noir o ciekawy, lokalny sznyt. Większość błądzi we mgle, zapominając, że kostium, grymas i cytat to jeszcze nie opowieść. 


Bohaterka Anny Smołowik jest doskonale napisana – to również najsilniejsza strona powieściowego oryginału Katarzyny Gacek. Zaś dramatycznie niedoceniona aktorka, która ma w zwyczaju kraść całe filmy (vide "Juliusz"), pozostaje wyczulona na najdrobniejsze niuanse teksu. Smołowik jest niezrównana w obnażaniu emocji kipiących pod cienką membraną spokoju i beztroski, ma też niezły komediowy timing oraz świadomość poszczególnych konwencji. Nic więc dziwnego, że "W jak Morderstwo" sprawdza się przede wszystkim – i pewnie wbrew intencjom "starych kawalarzy" oraz wsobnych filmoznawców – jako opowieść o małej-wielkiej rebelii Magdy przeciw małomiasteczkowej obłudzie oraz patriarchalnemu układowi. I choć trup, intryga oraz szejk Kataru (yep) mogą obchodzić nas tyle, co zeszłoroczny śnieg, po prostu chce się jej kibicować. A to już jakieś kino. 
1 10
Moja ocena:
5
Michał Walkiewicz
Dziennikarz filmowy, redaktor naczelny portalu Filmweb.pl. Absolwent filmoznawstwa UAM, zwycięzca Konkursu im. Krzysztofa Mętraka (2008), laureat dwóch nagród Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
50% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).
Udostępnij: