Seria niefortunnych zdarzeń

Przeddzień zakończenia roku szkolnego to pora idealna na premierę wakacyjnego horroru, który odpowiada na odwieczne pytanie zadawane sobie przez wyjeżdżające na kolonie dzieci: co robią ...
"The Quarry" - recenzja
Przeddzień zakończenia roku szkolnego to pora idealna na premierę wakacyjnego horroru, który odpowiada na odwieczne pytanie zadawane sobie przez wyjeżdżające na kolonie dzieci: co robią wychowawcy, kiedy nie wychowują? Otóż nie piją, nie palą, nie rozrabiają, tylko umierają.



Oczywiście da się, będąc swoistym demiurgiem decydującym o losach wszystkich i każdego z osobna, ocalić tych, którym przyjdzie zmierzyć się ze złem grasujących po bezkresnych lasach na północy stanu Nowy Jork, ale śmierć nie oznacza tu porażki per se. Bo celem "The Quarry" nie jest tak naprawdę uratowanie całej zgrai młodzieży stojącej u progu dorosłości, uwięzionej na nadprogramową noc pośrodku niczego. Ale nie jest nim też sztama z mającą na nich chrapkę kostuchą. Chodzi o to, aby usiąść wygodnie, odprężyć się i oglądać, co też tym razem dla nas przygotowano, a za pada łapać tylko czasem, żeby podjąć decyzje, które zaważą na losie grupy.

I chyba kluczem do czerpania przyjemności z nowej propozycji Supermassive Games jest potraktowanie jej nie jako gry sensu stricto, ale raczej jako interaktywnego filmu, którego jesteśmy swoistymi reżyserami. Tyle że nie mamy władzy absolutnej (bruździ nam producent?) i nie zawsze akcja przebiegnie tak, jak sobie tego życzymy. Niekiedy trudno bowiem przewidzieć, co nas czeka na danej ścieżce, ale przecież na nieprzewidywalności ta zabawa polega. Kto miał do czynienia z poprzednimi grami brytyjskiego studia, ten już zna obowiązujące zasady. A dla kogo to kompletna nowość, "The Quarry" będzie idealne na początek.



Chociażby dlatego, że jest szalenie łatwe. Sekwencje QTE, wymagające od nas naciśnięcia wyświetlonego na ekranie przycisku, zostały uproszczone do tego stopnia, że prosi się nas tylko o wychylenie gałki w którąś ze stron albo o przytrzymanie jednego przycisku. Eliminuje to jednak nie tylko nie zawsze pożądaną nerwowość, ale i napięcie, bo zwykle potencjalnie niebezpieczna decyzja nie niesie żadnego realnego ryzyka. Dlatego jeśli już będziecie ginąć, to nie z powodu zawalenia sekwencji zręcznościowej, lecz niefortunnego wyboru. Te, zgodnie z tradycją zapoczątkowaną przed laty w "Until Dawn", nie zawsze są oczywiste, bo trudno orzec, co się za nimi kryje, ale to, rzecz jasna, plus. Gra bowiem udowadnia nam na każdym kroku, że nie mamy pełnej kontroli, że niby dzierżymy stery, ale okręt targany jest sztormami.

Prosty do obsługi, acz tworzący skomplikowaną siatkę system decyzyjny ma bezpośrednie znaczenie dla fabuły. Pozornie banalny dialog z początku gry lub trywialny wybór mogą więc odbić się nam czkawką dopiero po paru godzinach. Jak informuje nas jednak animowany, humorystyczny samouczek, nie ma tu złych ścieżek, bo każdy nasz ruch popycha akcję do przodu, nawet jeśli w jego wyniku ulubiona bohaterka straci głowę. Dosłownie. Ale happy endy w kinie grozy są dla amatorów, a skoro "The Quarry" umyślnie i świadomie naśladuje slashery z lat osiemdziesiątych, krew musi się lać. I będzie. Galeria postaci jest tutaj imponująca i choć sterować możemy bodajże dziewięcioma, to mamy jeszcze mocny drugi plan. Do gry zatrudniono rozpoznawalne, od lat związane z gatunkiem nazwiska: Lance’a Henriksena, Lin Shaye i Davida Arquette – dlatego jest kim i czym żonglować. Zapewniam, że trudno złapać wszystkie piłeczki.



Po zakończeniu gry można powrócić do danego rozdziału. Sam od razu powtórzyłem ten ostatni, żeby zobaczyć skrajnie od siebie różne, podstawowe warianty domknięcia głównego wątku. Dostajemy też opcję cofnięcia śmierci straconej postaci (do trzykrotnego wykorzystania), ale do szybkiej powtórki zniechęca fakt, że nie da się tu przyśpieszyć lub pominąć oglądanych już raz scenek dialogowych. Ponadto gra oferuje jeszcze tryb kilkuosobowy, gdzie możemy przejąć kontrolę nad różnymi bohaterami, oraz tryb "filmowy", cokolwiek jednak kuriozalny i zbędny, bo, rezygnując z interaktywności na rzecz biernego oglądania, pozbawieni jesteśmy możliwości swobodnej eksploracji i poznania fabularnych detali całej tej intrygi.



Ale ważniejsza od samego gameplayu i mechanik zdaje się fabuła i styl prowadzenia narracji. "The Quarry" to klasyka klasyki, opowieść o grupie młodych ludzi, którzy muszą przetrwać noc na letnim obozie, niepokojeni przez żądne krwi zło. Niestety, scenariusz jest niemalże recyklingiem tego, co zespół Supermassive Games przygotował na okoliczność swojego horrorowego debiutu i nie przewiduje zaskakującego twistu, zwłaszcza jeśli zbiera się znajdźki i z wyprzedzeniem odkrywa tajemnicę tego miejsca i ludzi. Jako że wszystko rozkręca się dość powoli, ekspozycja jest długa, no i dynamiczny, mocny finał sprawia wrażenie urwanego, mam twardy orzech do zgryzienia. Są tutaj prawdziwe gatunkowe perełki, jak chociażby świetna sekwencja na złomowisku, bohaterowie są sympatyczni i dobrze napisani, a całość bywa gęsta i zróżnicowana. Powietrze ulatuje z gry dopiero na długich, trwających chyba dwadzieścia minut napisach końcowych, gdzie poznajemy rozwiązanie fabuły podane nam z offu. Żadnych migawek z postaciami, ani słowa, co wydarzyło się dalej. Tylko ględzenie dwóch osób do mikrofonu.



"The Quarry", będące zgodnie z deklaracjami samego Supermassive Games duchowym przedłużeniem "Until Dawn", jakby bało się wyjść z cienia świetnego poprzednika, po trosze ignorując graczy śledzących każdą propozycję brytyjskiego studia, które między tymi dwoma tytułami wypuściło jeszcze trzy inne, wykorzystujące tę samą formułę. Lecz jest to znakomita propozycja dla tych, którzy nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z grami tej firmy, o niskim progu wejścia; wtedy można dodać do oceny jedno oczko. Stare wygi niech nastawią się na znaną i lubianą powtórkę z rozrywki, lekki, wakacyjny horror, wyciągnięty ze starego kartonu z kasetami.
1 10
Moja ocena:
7
Bartosz Czartoryski
Krytyk filmowy i tłumacz literatury. Publikuje regularnie tu i tam, w mediach polskich i zagranicznych, a nieregularnie wszędzie indziej. Czyta komiksy, lubi kino akcji i horrory, tłumaczy rzeczy... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
67% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).